https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Buta i arogancja

10 maja 2020 r. doszliśmy do ściany, gdy okazało się już całkiem bez żadnych osłonek, że w Polsce prawo i praworządność to tylko czcze frazesy, a krajem można zarządzać przez łobuzerskie zachowania osób nie pełniących żadnych funkcji państwowych. Sytuacja taka jest możliwa przez to, że efektem rządów sprawowanych samodzielnie przez Jarosława Kaczyńskiego, nasza konstytucja w rzeczywistości funkcjonuje tylko teoretycznie i traktowana jest jak tania dziwka, stojąca na poboczu drogi, która wszystkie zarobione na nierządzie pieniądze przekazuje swojemu alfonsowi. Kraj, w którym konstytucja jest mniej warta od ceny papieru, na którym została wydrukowana, nie może być w demokratycznym świecie traktowany poważnie i zapewne coraz mniej poważnie traktowany jest przez własnych obywateli. Te gorzkie konstatacje przyszły mi na myśl w efekcie obserwacji tego wszystkiego, co się w ostatnich tygodniach objawiło.

A okazało się, między innymi, że szefowie dwóch partii stanowiących koalicyjne zaplecze władzy Jarosława Kaczyńskiego, czyli Jarosław Gowin i tenże sam Jarosław Kaczyński, nie mają zielonego pojęcia, iż – jako obywatele zobowiązani do przestrzegania Konstytucji RP – nie mają najmniejszego prawa do tego, aby unieważniać przepisy obowiązującej konstytucji i kodeksu wyborczego oraz ogłaszać, że wyznaczone przez Marszałek Sejmu wybory po prostu się nie odbędą. I cały ten kraj przyjmuje to do wiadomości bez najmniejszego protestu, nie reagując na to, że lokale wyborcze nie zostały otwarte, a obywatele nie otrzymali pakietów wyborczych. Mało tego, nikt nie zareagował na to, że dwóch Jarosławów jak tanią dziwkę potraktowało również ustawę o wyborach korespondencyjnych, którą Zjednoczona Prawica na polecenie swego wodza w Sejmie uchwaliła i którą na to samo polecenie podpisał Andrzej Duda, posłuszny wykonawca woli Jarosława Kaczyńskiego, wybrany onegdaj na prezydenta Polski. Dzięki takiemu prezydentowi Jarosław Kaczyński sprawuje faktyczną, aczkolwiek uzurpatorską władzę w państwie, likwidując przy jego pomocy konstytucyjny system trójpodziału władzy. Zawetowanej zgodnie z prawem przez Senat ustawy, Andrzej Duda mógł nie podpisywać, albowiem – jako prezydent z prawniczym wykształceniem (mało, z tytułem doktora prawa) – winien zdawać sobie sprawę z tego, że wyznaczony już w lutym 2020 roku termin wyborów nie zostanie zrealizowany w sposób nakazany przez Jarosława Kaczyńskiego, czyli w całkowicie niekonstytucyjny sposób korespondencyjny.

Rzeczywistym, absolutnie niepolitycznym, powodem takiego stanu rzeczy jest ciągle znajdująca się w fazie wzrostowej epidemia COVID-19, wywołana przez przywleczonego do Polski niezwykle groźnego koronawirusa, na którego ani szczepionki, ani lekarstwa nie ma. Przez ten prosty i oczywisty zdawałoby się dla każdego fakt, zorganizowanie wyborów zgodnie z Konstytucją RP (głosowanie przy urnach) również stało się niemożliwe, ponieważ obawiający się zarażenia obywatele, nie zechcieli ryzykować zdrowia i życia, zarówno swojego jak i własnych rodzin, przez co zdecydowana większość komisji wyborczych na terenie całego kraju nie została powołana. Jako doktor nauk prawnych Andrzej Duda winien więc wiedzieć, że bez istnienia komisji wyborczych jakichkolwiek wyborów przeprowadzić się nie da, a więc – aby zachować powagę państwa i pełnionego urzędu – powinien go złożyć, przez co uruchomiłby przewidzianą przez Konstytucję RP nową procedurę wyborczą, której końcowy efekt nie przypadałby już na epicentrum epidemii. Zachowałby się więc jak prawdziwy maż stanu, który wzniósł się nad wyżyny wyznaczone przez osobiste interesy Jarosława Kaczyńskiego i uchroniłby Polskę przed ogólnoświatową kompromitacją. Niestety, stało się inaczej i Andrzej Duda okazał się jedynie prezydentem PiS, stojącym uparcie na straży wspomnianych politycznych interesów swego pryncypała, który w celu ich realizacji wywołał niesamowity chaos prawny w kraju, będącym istotną częścią składową demokratycznej na wskroś Unii Europejskiej. Odważna i rozważna męska decyzja Andrzeja Dudy pokazałaby obywatelom i światu, że jego przysięga, w której na świadka przywoływał samego Pana Boga, nie była li tylko pustym frazesem, ale faktyczną chęcią stania się strażnikiem polskiej konstytucji, czyli strażnikiem ładu i porządku prawnego. Jednakże okazało się, że zakpił zarówno z narodu jak i z Pana Boga, którego widać ma za gorszego od siebie, ponieważ bez obawy swoim krzywoprzysięstwem napluł mu po prostu pod nogi. Gdyby było inaczej, to Andrzej Duda dostrzegłby z łatwością (jest przecież doktorem nauk prawnych, a to do czegoś zobowiązuje), że Jarosław Kaczyński wraz z całą swoją polityczną i osobistą świtą, cynicznie i wprost na rympał prawem kugluje. Czyni to, opowiadając bzdury ustami różnych politycznych łobuzów, że istniejąca epidemia nie jest niczym nadzwyczajnym, a jednoczenie wprowadza zakazy i nakazy, przewidziane przez Konstytucję RP jedynie dla stanów nadzwyczajnych (jednym z których jest stan klęski żywiołowej) jaki państwo w takiej sytuacji winno ogłosić. Aby te swoje kuglarstwo jakoś (chociaż w istocie nieudolnie) przykryć, nakazał podległym mu posłom, uchwalić ustawę o stanie epidemii, w której zawarto wszystkie ograniczenia właściwe ustawie o stanie klęski żywiołowej. W ten kpiarski wręcz sposób obszedł konstytucyjne nakazy, przez co może teraz opowiadać, iż epidemia zwalczana jest w drodze zwykłej ustawy, co zgodnie z konstytucją wyklucza wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, której jednym z istotnych elementów jest zawieszenie wszelkich wyborów i przedłużenie na ten czas kadencji urzędującego prezydenta. A wszystko to czyni dlatego, że panicznie boi się utraty władzy przez to, że w drodze prawdziwie demokratycznych wyborów Andrzej Duda mógłby przegrać je w drugiej turze, w której przeciw niemu stanie zjednoczona z konieczności cała opozycja, która w ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskała w sumie ponad dwa miliony głosów więcej niż cała Zjednoczona Prawica. Aby się temu przeciwstawić, Jarosław Kaczyński postanowił w sposób maksymalny wykorzystać „dar z niebios” w postaci światowej pandemii COVID-19 i podgrzewając atmosferę strachu, doprowadzić do uniemożliwienia innym kandydatom na prezydenta prowadzenia kampanii wyborczej, co w efekcie wpłynęło na znaczny wzrost poparcia dla Andrzeja Dudy. Jednakże Jarosław Kaczyński wie, że na jesieni przyjdzie straszny kryzys gospodarczy, który w rezultacie może obrócić się przeciwko jemu samemu, PiS-owi i Andrzejowi Dudzie. Dlatego więc – nie zważając na istniejące zagrożenie – wręcz „po trupach”, prze do przeprowadzenia wyborów najpóźniej latem, co ma dać Andrzejowi Dudzie wygraną już w pierwszej turze, a tym samym zagwarantować sobie kolejne lata autorytarnych rządów.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że te cyniczne gierki doprowadziły do tego, że już praktycznie cała klasa polityczna godzi się na łamanie konstytucji, tłumacząc to chęcią zaprowadzenia ładu i porządku konstytucyjnego. A do Sejmu wpłynął znów niekonstytucyjny projekt ustawy o nowych wyborach i został uchwalony. I znów nadzieja jedynie w Senacie. Takiego zapętlenia świat nie widział. Znakomici polscy prawnicy, lekceważeni przez obecną „elytę polityczną” rwą sobie włosy z głowy, a autorytetami prawniczymi stali się jacyś niedouczeni młokosi, którzy butą i arogancją przykrywają swoje niskie pobudki i niesamowitą służalczość. Czy kiedyś to się skończy?

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty