https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Homo anassus

Nie wiem, który wirus jest groźniejszy. Oba mają koronę i oba są szalenie niebezpieczne. Różnią się tym, że jeden śmiertelnie niszczy płuca, drugi natomiast atakuje mózg człowieka, przez co – pozbawiając go zdolności do logicznego myślenia – czyni z poczciwego polskiego homo sapiens groźnego, pozbawionego wszelkich skrupułów homo anassus*, czyli osobnika zarażonego ideami Jarosława Kaczyńskiego. Czyli marzeniem o państwie i systemie politycznym zwanym w przeszłości centralizmem demokratycznym, który do demokracji ma się jak pięść do nosa. Zna go i pamięta jeszcze bardzo wielu obywateli III RP (zwłaszcza obecni emeryci i renciści) i stąd, być może, tak wielkie wśród nich poparcie dla tej idei. Tym, którzy nie pamiętają przypomnę, że chodzi o taki ustrój państwa, które posiada wprawdzie konstytucję, ale i tak o wszystkim decyduje wola szefa powszechnie panującej partii politycznej, mającego wszelkie zasady konstytucyjne w miejscu, które można określić antypodami głowy.

Choroba, tocząca jak nowotwór nasze państwo, wywołana annasuwirusem z koroną w herbie, zaczyna przybierać formę pandemii politycznej i wszystko wskazuje na to, że – chociaż są szanse – na razie skutecznej szczepionki nikomu nie udało się stworzyć. Czyni już straszne spustoszenie nie tylko w naszym życiu społecznym, ale przede wszystkim w gospodarczym i jest tak zaraźliwa, że wkradła się też w szeregi, zdawałoby się racjonalnej Lewicy, przez co ta bezmyślnie ułatwiła Wodzowi na powolne przekształcanie naszego państwa w rządzoną twardą ręką autarkię. Na razie. Dzięki wprowadzonej przy pomocy Lewicy możliwości głosowania na odległość, która zapewnia Kaczyńskiemu 100% frekwencję jego sejmowych szabel, może on zwykłymi ustawami zmieniać np. ordynację wyborczą i unieważniać (na razie czasowo) postanowienia konstytucji, gwarantujące obywatelom określone prawa. Los dał mu ku temu nową możliwość w postaci śmiertelnej pandemii COVID-19, co wykorzystuje z cyniczną bezwzględnością, prąc do utrzymania swej władzy, nawet kosztem zdrowia i życia obywateli, a zwłaszcza tych zarażonych już annasuwirusem, którzy na jego hasło pójdą do urn, nie zważając, iż mogą się one zamienić na urny na pośmiertne prochy.

Wszyscy (nie tylko w Polsce) widzą, że szalejąca epidemia powoduje konieczność wprowadzania wielu różnego rodzaju zakazów i nakazów, naruszających podstawowe prawa obywatelskie, ale godzą się z tym, ponieważ widzą, iż sytuacja jest nadzwyczajna. Jednakże drogi przezwyciężenia każdej nadzwyczajnej sytuacji wskazane zostały w obowiązującej jeszcze Konstytucji RP, przewidującej wprowadzenie w takich przypadkach stanów nadzwyczajnych, w tym stanu klęski żywiołowej w przypadku epidemii. Rządząca monopartia (czyli Jarosław Kaczyński) uparcie twierdziła, że można go wprowadzić jedynie wtedy, kiedy zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, a tak nie jest, ponieważ partia (czyli Jarosław Kaczyński) uchwaliła ustawę o stanie epidemicznym. Ustawę, która w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się zarazy, ogranicza wiele podstawowych praw obywatelskich, w tym prawo do wolności i gromadzenia się. Tłumaczenie takiego stanu rzeczy jest jednakże bezczelnym i cynicznym kłamstwem, albowiem konstytucja dozwala na takie ograniczenia jedynie w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, a tego Jarosław Kaczyński obawia się bardziej jak zarazy i masowego wymierania Polaków. Boi się, ponieważ jedną z istotnych konsekwencji stanu klęski żywiołowej jest zawieszenie zbliżających się wyborów prezydenckich, co praktycznie może trwać tak długo, póki epidemia nie zostanie skutecznie pokonana. Jest to możliwe dlatego, że konstytucja umożliwia Radzie Ministrów na kolejne jego przedłużenia, nie podając żadnego terminu, w którym należy go zakończyć. Ponieważ wszyscy widzą, jak obłudne jest to tłumaczenie, Jarosław Kaczyński wymyślił więc inną formułę, wedle której wprowadzenie tego stanu, będzie rzekomo miało swe straszliwe konsekwencje w postaci rzekomych gigantycznych odszkodowań dla wszelkich zagranicznych inwestorów, co doprowadzi państwo polskie do bankructwa.

Widać, że mimo swego prawniczego wykształcenia i stopnia naukowego (nadanego przez władze PRL), wódz monopartii nie wie, że już od lat w Polsce funkcjonuje specustawa, która reguluje zasady odpowiedzialności państwa za wszelkie ekonomiczne straty wywołane każdym ze stanów nadzwyczajnych. I prawda jest taka, że szkody finansowe powstałe w wyniku niekonstytucyjnych restrykcji wprowadzonych ustawą epidemiczną, będą znacznie wyższe od tych, jakie powstaną pod rządami ustawy epidemicznej. Jednakże przekazy dnia płynące z partyjnej centrali na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, nakazują robić ludziom wodę z mózgu (rozsiewać annasuwirusa) i opowiadać te wierutne kłamstwa, licząc na to, iż kłamstwo powtórzone tysiąc razy, zacznie być odbierane jako prawda. Przekonanie o tym wyrażał i skutecznie wprowadzał w życie szef propagandy III Rzeszy i czym to się skończyło, każdy chyba jeszcze wie.

Ponieważ przesunięcie terminu wyborów niebezpiecznie zagrażać będzie obecnemu kandydatowi PiS na funkcję prezydenta, Jarosław Kaczyński – nie oglądając się na nic – pragnie zamienić (co zresztą mu się udaje) wybory na prezydenta RP w wybory na Andrzej Dudę. Czyni tak, ponieważ doskonale wie, że już za kilka miesięcy Polacy zawyją z biedy wywołanej jego nieudolną polityką gospodarczą, która – zamiast wspierać tracących masowo pracę i tych, którzy ją dają – wspiera w istocie tylko prywatne banki, które tym samym na kryzysie znów zarobią krocie. Dlatego wymyślił wybory korespondencyjne, która są tak samo niekonstytucyjne, jak wszystkie przepisy wydane na podstawie ustawy o stanie epidemicznym, i które mogą spowodować wzmożenie fali zakażeń i śmierci, a których i tak, ani technicznie, ani organizacyjnie, Poczta Polska nie będzie w stanie ogarnąć. O szczegółach – z barku miejsca – napiszę następnym razem, ale teraz zwrócę uwagę tylko na dwa niepodważalne fakty. Fakt pierwszy to odpowiedzialność karna za sprowadzanie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób (wybory w stanie epidemicznym) i fakt drugi, to nielegalność wyborów korespondencyjnych, które są sprzeczne z art. 96 ust. 2 Konstytucji RP. Artykuł ten stanowi, iż wybory są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym. Żadna z tych konstytucyjnych zasad nie będzie mogła funkcjonować w trybie wyborów korespondencyjnych, co powoduje, że będą one nielegalne, jak nielegalnym będzie wybrany w ich efekcie Andrzej Duda, który „dzięki temu” nie będzie uznawany przez cały demokratyczny świat. Ale Jarosławowi Kaczyńskiemu zwisa to obojętnym kalafiorem, ponieważ dla niego najważniejszą w życiu sprawą jest to, aby (nawet nielegalnie) mógł swobodnie zarządzać każdą dziedziną życia nie tylko państwa, ale i nas wszystkich. Historia zna takich, a Jarosław Kaczyński powinien sobie przypomnieć, jak kończyli. I myślę, że w tym przypadku maksyma Leszka Millera się nie sprawdza, bo obecnie ważne jest przede wszystkim to, jak kto zaczyna, albowiem jak skończy i już teraz wiemy. Pytanie tylko, kiedy?

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty