Zachęcony informacją z Tygodnika DB 2010 z dnia 6 czerwca br. uczestniczyłem w spotkaniu, zorganizowanym przez Komitet Miejski Prawa i Sprawiedliwości w Wałbrzychu w hotelu Maria z okazji 30 rocznicy wyborów czerwcowych 1989 roku. W spotkaniu wzięło udział kilkadziesiąt osób, głównie starszych, w tym kilku aktywnie działających w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie, reprezentowanym na terenie regionu wałbrzyskiego NSZZ Solidarność przez nieżyjącego już dziś Mieczysława Tarnowskiego, późniejszego senatora. Ponieważ nasze wspomnienia z tego okresu są różne, a sam też uczestniczyłem w spotkaniach tego komitetu przed wyborami w 1989 r., poszedłem na spotkanie gdyż miał w nim uczestniczyć m.in. Jan Lityński – wspierający w okresie przedwyborczym w 1989 r. wałbrzyski komitet oraz obecny prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej.
Wystąpienie panów dr. Jana Mosińskiego posła na sejm RP, Adama Borowskiego i Jerzego Langera nie kwestionujących znaczenia wyborów 4 czerwca 1989 r. dla dnia dzisiejszego, przede wszystkim miały na celu ukazanie ich jednak jako zmarnowanej okazji „ostatecznego rozwiązania kwestii komunistycznej”. Organizatorzy spotkania przedstawili rys historyczny tych wydarzeń widziany oczami tych, którzy nie mogli zrealizować swojej wizji państwa przed 30 laty. Przemilczali jednak z uporem, że od nie w pełni demokratycznych wyborów w 1989 r. odbywały się już kilkukrotnie w pełni demokratyczne wybory, w których suweren przez – między innymi całe słynne „8 lat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL” – nie dał się przekonać do zmiany polityki i powierzenia rządów Prawu i Sprawiedliwości. Trzeba przyznać, że wszystko co się działo po roku 1989 było konsekwencją obrad ”okrągłego stołu” i wyborów 4 czerwca. Nawet pan prezydent Andrzej Duda uznał, że ustalenia okrągłego stołu były kompromisem stanowiącym koszt transformacji ustrojowej.
Prowadzący to spotkanie Pan Jerzy Langer zaprezentował przeźrocza dotyczące obrad okrągłego stołu, kładąc szczególny nacisk na kulisy narad jego uczestników oraz sporów w łonie samej strony opozycyjnej. Przedstawił też problemy powstałe po pierwszej turze wyborów, gdzie w sytuacji nieobsadzenia dużej liczby miejsc w parlamencie, zaistniała niespotykana dotychczas potrzeba zmiany nadzwyczajnej ordynacji wyborczej, opracowanej dla potrzeb zapisów porozumień okrągłostołowych. Stwierdził między innymi, że nie ma na świecie państwa, w którym zmienia się ordynację wyborczą między poszczególnymi turami wyborów. To właśnie było jednym z kosztów, o którym też wspomina prezydent Andrzej Duda. Porozumienia podziwianego przez cały demokratyczny świat, bezkrwawego przejścia z ustroju autorytarnego w demokratyczny. Historyk poruszający temat bezprecedensowego zdarzenia powinien wiedzieć natomiast, że „nie ma na świecie państwa”, które zmieniało ustrój pozbawiając władzy komunistów na drodze powszechnych wyborów. Nie ma też drugiego państwa demokratycznego uznającego trójpodział władzy, w którym partia posiadająca tylko zwykłą większość w parlamencie dla uniemożliwienia ogłoszenie Trybunałowi Konstytucyjnemu wyroku, przyjmuje w nocy z 8/9 grudnia 2015 r. (poprzedzającej ogłoszenie tego wyroku), ustawę faktycznie pozbawiającą ten trybunał kompetencji sądowniczych, a naruszającą przez to konstytucję. Nie miała precedensu także decyzja o nie opublikowaniu przez rząd PiS orzeczenia legalnie działającego Trybunału Konstytucyjnego.
Zapomniał też, że wydarzenia w Polsce – należącej jeszcze wtedy do Układu Warszawskiego, na terenie której stacjonowały tysiące żołnierzy Armii Czerwonej, nie były obojętne dla polityków zachodnich, po cichu wspierających opozycję (w tym dla dyplomacji Stanów Zjednoczonych) i zainteresowanych wypełnieniem zobowiązań strony solidarnościowej w stosunku do władz PRL, gwarantujących spokój społeczny. Głęboko wierzący działacze PiS zapominają o tym, że cały proces wyborczy i związane z nim perturbacje odbywały się przy życzliwej obserwacji hierarchów Kościoła Katolickiego, posiadających zaufanie całego społeczeństwa oraz niezłą znajomość prawa cywilnego.
Trzeba nie mieć zupełnie wyobraźni, aby nie wiedzieć, że alternatywą dla wypełnienia ustaleń okrągłego stołu była wojna domowa z niewątpliwym udziałem sojuszniczych armii, o czym dobrze wiedzieli stratedzy amerykańscy i wcale nie zależało im na powiększeniu grona „żołnierzy wyklętych” i ”kształtowaniu postaw patriotycznych dzięki wojnie”. Bzdurą jest twierdzenie, że Rosjanie nie weszliby do Polski .Oni już tu przecież byli… Gdyby nie doszło do realizacji zawartych postanowień dotyczących udziału gen. Jaruzelskiego we władzach nowej Polski, uznawanego przez władze radzieckie za gwaranta bezpieczeństwa swoich wojsk w Polsce i zaczęły się zamieszki, Armia Czerwona przyszłaby z „pomocą w obronie swoich obywateli”. Lepszego pretekstu nie można sobie wyobrazić. Najlepiej to można zrozumieć właśnie dzisiaj .Przecież stacjonowanie w Polsce żołnierzy Amerykańskich, o które zabiegały wszystkie rządy od przystąpienia Polski do NATO i dzisiaj uważamy za wielki sukces naszej dyplomacji, ma identyczny powód i nikt tego nie ukrywa i nie kwestionuje.
W swoich wystąpieniach dyskutanci poruszali kwestię wyprzedaży za bezcen majątku narodowego w postaci fabryk i innych zakładów pracy. Zapominali jednak że fabryki i inne zakłady przemysłowe zostały utworzone dla przynoszenia zysku ich właścicielowi dopiero po sprzedaży produkowanych w nich wyrobów, a nie po to, żeby dawać zatrudnienie. Przecież kryzys gospodarczy i społeczny państwa widoczny najlepiej w sklepach, który doprowadził do strajków w wyniku których powstała Solidarność w 1980 roku, był właśnie spowodowany brakiem dochodowości i koniecznością dotowania przedsiębiorstw państwowych z kasy zbankrutowanego państwa, niezależnie od ich wartości księgowej i przeświadczenia załóg o ich cenie. Wartość tych upadłych państwowych zakładów była negocjacyjna. Kto dał więcej ten kupił. Oczywiście można je było sprzedać drożej. Szkoda tylko, że dzisiejsi „mądrale” nie znaleźli kupującego, który chciałby zakład kupić za wyższą cenę. Kredyt, który zdobył w zagranicznych bankach min. Balcerowicz, był w pierwszym rzędzie i jedynie ratunkiem dla utrzymania działania sfery budżetowej, nieodzownej dla istnienia każdego państwa. Pamiętamy rok 1966 kiedy, to w całym Kościele Katolickim w Polsce obchodziliśmy 1000-lecie chrztu Polski, władza – tamtym razem komunistyczna – jako przeciwwagę dla uroczystości kościelnych, hucznie fetowała ten rok jako obchody „1000-lecia państwa polskiego”. Te dwa wydarzenia, które się wzajemnie wzmacniały i w roku 1966, jak i w roku bieżącym, przez obie te władze zostały przedstawione jako sposób na pomniejszenie znaczenia organizowanych osobno obchodów.
Władza pisowska, aby nie dopuścić do skierowania uwagi opinii publicznej na od dawna zapowiadane (jeszcze przez zamordowanego na fali nienawiści śp. Pawła Adamowicza – prezydenta Gdańska i Międzynarodowe Centrum Solidarności) obchody okrągłego stołu i zwycięstwa wyborczego w 1989 r., od których to liczy się ostateczne wypowiedzenie „Jałty”, zorganizowały w Gdańsku obchody rocznicowe pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski. Argumentem miał być fakt, że okrągły stół miał miejsce w Warszawie, a nie w Gdańsku, zapominając o tym, że w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Polski Ojciec Święty także nie był w Gdańsku… Zarówno pielgrzymka papieża Jana Pawła II i jego przemówienie na dzisiejszym placu Piłsudskiego w roku 1979, jak i wybory 4 czerwca 1989 r. poprzedzone okrągłym stołem, stanowią dla Polski nierozerwalną podwalinę państwa demokratycznego, zjednoczonego celem w osiąganiu dobra wspólnego wszystkich obywateli, a nie ideologią, czy chęcią zbawienia tych, którzy wcale tego nie pragną.
Jan Kołodziejczyk