Po kilku dniach wielkiego zamieszania sytuacja w ZOO Łączna powoli się uspokaja. – Do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd opiekę nad ogrodem przejmie Burmistrz Mieroszowa Andrzej Lipiński przy wsparciu ekspertów. Powstanie też plan naprawczy, który pozwoli utrzymać ogród. Prokurator wyraził na to zgodę i przygotowuje ramy formalne – mówi Wojewoda Dolnośląska Anna Żabska. Z kolei grupa parlamentarzystów ziemi wałbrzyskiej i kamiennogórskiej złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z podejrzeniem niedopełnienia obowiązków służbowych przez osoby odpowiedzialne za prowadzenie postępowania przygotowawczego w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu.
– Na razie walczymy o sprawiedliwość. W moim odczuciu to jest jakaś farsa i mam nadzieję, że wszystkie instytucje w Polsce, wszyscy ludzie przejrzą na oczy i w końcu zrozumieją, że nie warto pomagać tym dużym fundacjom, zwłaszcza takim, które po prostu wchodzą i kradną zwierzęta. Bo tego inaczej nie można nazwać – to jest zwykła kradzież! Można było np. zastosować kuratora, tak jak w sądzie, żeby sprawdzić warunki, żeby ktoś to nadzorował i zabezpieczył zwierzęta, a nie zabierać różne gatunki zwierząt – nawet te, które nie był objęte zabezpieczeniem w postępowaniu z 18 maja 2026 r. przez biegłego, policje i prokuraturę – powiedział po zwolnieniu z aresztu Marcin Nowaczyk. 16 października w mediach społecznościowych opublikował nagranie, w którym wyjaśnił swoją sytuację i podziękował za wsparcie:
– Postawiono mi zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Będę walczył o prawdę i o dobre imię. W tej chwili najbardziej zależy mi na naszych zwierzakach, myślę o nich i o tym co się tam dzieje. Prawda jest taka, że to co robiliśmy dla was przez 15 lat w tej chwili może legnąć w gruzach, dlatego cieszę się, że z nami jesteście, pomagacie, wspieracie nas i mam nadzieję, że prawda ujrzy światło dzienne. Z całego serca dziękuję za wszystko! – dodał z trudem ukrywając emocje.
W piątek rano do sytuacji w ZOO Łączna odniosła się Wojewoda Dolnośląska Anna Żabska.
– Wiem, że ta sprawa budzi wiele emocji, dlatego chcę wyjaśnić kilka rzeczy. Właściciel nadal jest właścicielem wszystkich zwierząt. Część z nich przeniesiono na polecenie prokuratury, żeby do czasu decyzji sądu miały zapewnioną opiekę. Prokuratura i policja wiedzą, gdzie jest każde z nich, a fundacje, które się nimi zajmują, raportują ich stan. Gdy włączyłam się w tę sprawę, od razu zorganizowaliśmy pomoc specjalistów z Rady Dyrektorów Ogrodów Zoologicznych i Akwariów. Jednocześnie wypracowaliśmy rozwiązanie: do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd opiekę nad ogrodem przejmie Burmistrz Mieroszowa Andrzej Lipiński przy wsparciu ekspertów. Powstanie też plan naprawczy, który pozwoli utrzymać ogród. Prokurator wyraził na to zgodę i przygotowuje ramy formalne. Dziękuję wszystkim za szybką i dobrą współpracę. Dzięki temu zwierzęta, które zostały w Łącznej, mają zapewnioną opiekę weterynaryjną i pożywienie, a Mieroszów nie traci tego miejsca. Na miejsce trafiły też agregaty i nagrzewnice. Proszę o spokój i zaufanie do instytucji, które zajmują się tą sprawą – podkreśla Anna Żabska.
W piątek, 16 października, w Urzędzie Miejskim w Mieroszowie odbyła nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej Mieroszowa oraz spotkanie dotyczące sytuacji w ZOO Łączna.
– W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele gminy, prokuratury, policji oraz pełnomocniczka właściciela ogrodu. Celem spotkania było wypracowanie wspólnego rozwiązania, które zapewni zwierzętom właściwą opiekę i bezpieczeństwo. Najważniejszym ustaleniem jest powrót pracowników ZOO Łączna do pracy. Opiekunowie ponownie zajmują się zwierzętami, zapewniając im wyżywienie i codzienną opiekę. Prokuratura zakończyła czynności oględzinowe na terenie ogrodu. Jak poinformowano podczas spotkania, właściciel nie ma sądowego zakazu zajmowania się zwierzętami ani wstępu na teren obiektu. Gmina Mieroszów pozostaje zaangażowana we współpracę z instytucjami uczestniczącymi w rozwiązaniu sytuacji. Uzgodniono utworzenie zespołu roboczego z udziałem przedstawicieli gminy, prokuratury i policji, który będzie koordynował ustalenia dotyczące kolejnych dni. Burmistrz Mieroszowa Andrzej Lipiński podziękował wszystkim stronom za osiągnięte porozumienie, a Wojewodzie Dolnośląskiej Annie Żabskiej za zaangażowanie i wsparcie podejmowanych działań. Zgodnie z decyzją właściciela, ogród pozostanie zamknięty dla odwiedzających co najmniej do poniedziałku. Pozwoli to pracownikom spokojnie wykonywać obowiązki i ograniczyć stres zwierząt. Apelujemy o spokój i powstrzymanie się od eskalowania emocji. Najważniejsze jest obecnie bezpieczeństwo i dobrostan zwierząt. O kolejnych ustaleniach będziemy informować na bieżąco – poinformowała po obradach Gmina Mieroszów.
Po sesji w Mieroszowie część jej uczestników udała się do Łącznej, gdzie odbył się briefing prasowy.
– Zostawiamy kwestie, które się zadziały, błędy, które się zadziały. Zajmujemy się sytuacją tu i teraz. Deklaruję pełną współpracę pracowników ZOO Łączna. Będziemy też kierować się z prośbami do innych ogrodów zoologicznych o ewentualną pomoc w opiece nad zwierzętami, które są na terenie. Mam deklarację, że na ten moment żadne zwierzęta nie wyjeżdżają z ogrodu zoologicznego. Zostawiamy je tutaj w jak najlepszych rękach. Apeluję do państwa o wyciszenie teraz emocji – zaapelowała przed bramą ogrodu Marta Zając-Ossowska, pełnomocniczka właściciela ZOO Łączna, która w 2023 roku była dyrektorem Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu.
Po wydarzeniach z 13 i 14 października 2026 r. na terenie ZOO Łączna kolejne działania podjęli parlamentarzyści z ziemi wałbrzyskiej i kamiennogórskiej.
– W związku z czynnościami przeprowadzonymi w dniach 13-14 października 2026 r. na terenie prywatnego ogrodu zoologicznego ZOO Łączna w Gminie Mieroszów, w szczególności zatrzymaniem osób związanych z działalnością placówki oraz podjęciem decyzji o przewiezieniu części zwierząt do innych podmiotów, zwracamy się o pilne zbadanie prawidłowości działań Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu oraz służb uczestniczących w realizacji tych czynności. Sprawa budzi istotne wątpliwości dotyczące zarówno ochrony praw osób zatrzymanych, jak i legalności, przejrzystości oraz sposobu realizacji decyzji dotyczących zwierząt stanowiących przedmiot zainteresowania organów prowadzących postępowanie. Podkreślamy, że konieczność zapewnienia zwierzętom właściwych warunków bytowania i ochrony przed cierpieniem nie budzi wątpliwości. Celem niniejszych interwencji jest ustalenie, czy w toku przedmiotowych działań nie doszło do uchybień, których skutki mogą dotyczyć zarówno osób zatrzymanych, jak i zwierząt objętych relokacją oraz prawidłowości zabezpieczenia materiału dowodowego. Już w środę (14 października br.) złożyliśmy pisma do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, Głównego Lekarza Weterynarii, Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu domagając się wyjaśnień oraz informacji o podejmowanych działaniach – przypominając jednocześnie, że to organy ścigania – a nie politycy mają narzędzia i kompetencje do oceny, czy doszło do nieprawidłowości w opiece nad zwierzętami. Dziś (piątek, 16. października br.) za pośrednictwem Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu do Prokuratora Krajowego złożyliśmy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z podejrzeniem niedopełnienia obowiązków służbowych przez osoby odpowiedzialne za prowadzenie postępowania przygotowawczego w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu w sprawie dotyczącej ZOO Łączna, w szczególności w zakresie relokacji zwierząt, zabezpieczenia materiału dowodowego oraz nadzoru nad czynnościami procesowymi. Jednocześnie zwróciliśmy się z interwencją poselską do Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalngo w sprawie podejrzenia nieprawidłowości w zakresie zatrzymania osób związanych z ZOO Łączna, relokacji zwierząt oraz sposobu ich zabezpieczenia przez organy prowadzące postępowanie przygotowawcze – napisali we wspólnym oświadczeniu: Senator RP Agnieszka Kołacz-Leszczyńska oraz Posłowie na Sejm RP: Wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska, Sylwia Bielawska, Iwona Krawczyk, Marek Chmielewski oraz Robert Jagła.

Do wydarzeń w ZOO Łączna odniosła się także Fundacja Centaurus:
– W związku z pytaniami dotyczącymi obecności Fundacji Centaurus w ZOO w Łącznej chcemy jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego byliśmy na miejscu, co zrobiliśmy i dlaczego zdecydowaliśmy się zakończyć nasz udział w działaniach. Byliśmy tam wyłącznie dla zwierząt. Nie po to, by popierać czyjekolwiek decyzje ani uczestniczyć w ich realizacji.
Od pierwszego dnia interwencji, 13 października, od godziny 7.00 rano, nasi przedstawiciele byli na miejscu. W działania zaangażowanych było ośmiu przedstawicieli fundacji, którzy przez wiele godzin oczekiwali na możliwość wejścia na teren obiektu. Dostęp uzyskaliśmy dopiero wieczorem. Od tego momentu wzięliśmy na siebie znaczną część zaopatrzenia i karmienia zwierząt. Kupowaliśmy duże ilości mięsa, warzyw, owoców, zieleniny, pokarmu dla zwierząt owadożernych oraz wody w pięciolitrowych pojemnikach, ponieważ na miejscu brakowało dostępu do wody. Kolejnego dnia zakupy kontynuowaliśmy. Wszystkie poniesione przez nas wydatki są udokumentowane fakturami. W zakupach owoców, warzyw, siana i pożywienia dla wilków pomogły zwierzakom również dwie inne organizacje zajmujące się zwierzętami gospodarskimi. Przez trzy dni nasi ludzie stanowili główną grupę osób zaangażowanych w bieżące zaopatrzenie i karmienie zwierząt, również wieczorami i nocą.
CO CHCEMY WYRAŹNIE PODKREŚLIĆ?
Fundacja Centaurus nie uczestniczyła w wyłapywaniu, załadunku, transporcie ani wywożeniu zwierząt z ZOO w Łącznej. Nie organizowaliśmy transportów, nie podejmowaliśmy decyzji o losie wywożonych zwierząt ani nie kontaktowaliśmy się z zagranicznymi ośrodkami w celu organizowania ich odbioru lub przewozu. Nie byliśmy organizatorami interwencji. Nie uczestniczyliśmy w podejmowaniu decyzji o wywozie zwierząt i nie utożsamiamy się z tymi decyzjami. Nasza obecność nie oznaczała poparcia dla sposobu prowadzenia działań przez organy państwowe. Pomagaliśmy dlatego, że zwierzęta potrzebowały jedzenia, wody i opieki. Pozostawienie ich bez pomocy tylko dlatego, że nie zgadzamy się ze sposobem organizacji interwencji, byłoby sprzeczne z naszą misją.
DLACZEGO SIĘ WYCOFUJEMY?
Przez trzy dni wielokrotnie prosiliśmy o wykaz zwierząt i ich potrzeb, profesjonalne wsparcie weterynaryjne, specjalistów od poszczególnych gatunków oraz powołanie sztabu kryzysowego. Nie uzyskaliśmy wsparcia i koordynacji w zakresie niezbędnym do bezpiecznego kontynuowania naszych działań. Sytuacja zwierząt jest w naszej ocenie dramatyczna. Spadają temperatury, części zwierząt brakuje specjalistycznego pokarmu, a według otrzymanych informacji doszło również do ucieczek przez uszkodzone ogrodzenie. Dziś po raz pierwszy apelujemy o profesjonalną opiekę publicznie. Dotychczas wielokrotnie zgłaszaliśmy te potrzeby na miejscu i przez komunikatory i telefony, na co mamy liczne dowody. Bez reakcji. Nie godzimy się na sposób organizacji działań, w którym tak znaczny ciężar zapewnienia zwierzętom podstawowych warunków utrzymania spoczywa na organizacjach społecznych. Wzywamy podmioty odpowiedzialne za organizację i prowadzenie interwencji do natychmiastowego powołania sztabu kryzysowego z udziałem specjalistów z ogrodów zoologicznych, lekarzy weterynarii i placówek naukowych. Zwierzętom należy niezwłocznie zapewnić właściwe żywienie, wodę, zabezpieczenie terenu oraz stałą, całodobową opiekę. Trzy dni to wystarczająco dużo czasu, aby zorganizować podstawowe zasady odpowiedzialności i profesjonalnej opieki. Dlatego z dniem 15 października Fundacja Centaurus kończy swój doraźny udział w opiece nad zwierzętami na terenie ZOO w Łącznej i wycofuje swoich przedstawicieli. Nie jesteśmy specjalistyczną jednostką przygotowaną do prowadzenia całego ogrodu zoologicznego. Nie możemy też przejmować odpowiedzialności za decyzje i działania, na które nie mieliśmy wpływu.
DO NASZYCH DARCZYŃCÓW
Ogromne podziękowania dla wszystkich Darczyńców, którzy pomogli nam działać przez ostatnie trzy dni w ZOO w Łącznej. To dzięki Wam mogliśmy zrobić tak wiele! Ale powiedzmy to wprost: ani Fundacja Centaurus, ani jej Darczyńcy nie są od utrzymywania ogrodu zoologicznego. Nie chcemy Was dłużej obciążać kosztami tej interwencji. To zadanie odpowiedzialnych podmiotów i nie zamierzamy ich w tym bez końca wyręczać. Pomoc zwierzętom to nasza misja. Finansowanie i organizowanie całego ZOO w zastępstwie odpowiedzialnych instytucji – już nie. Mamy cztery własne ośrodki i prawie dwa tysiące zwierząt, za które odpowiadamy każdego dnia. Nie możemy odbierać im środków i opieki tylko dlatego, że przez trzy dni nie udało się stworzyć sprawnie działającego systemu pomocy w Łącznej. Zrobiliśmy swoje. Zrobiliśmy znacznie więcej, niż należało do naszych obowiązków. Teraz oczekujemy, że swoje obowiązki wykonają ci, na których rzeczywiście spoczywa odpowiedzialność. Dziękujemy naszym chłopcom, którzy siedzieli tam do później nocy. Zwierzaki! Przykro nam, że nie możemy zrobić dla Was więcej – napisała w oficjalnym oświadczeniu Fundacja Centaurus.
Pod publikacją tego oświadczenia w mediach społecznościowych rozpętała się burza, na którą zareagowali przedstawiciele fundacji.
– Przede wszystkim prosimy o niewrzucanie wszystkich do jednego worka – organizacji i instytucji, które brały udział w odbieraniu zwierząt. Jednocześnie nie przypisuję nikomu jakichkolwiek intencji, bo ich nie znam. Chcemy pozostać całkowicie neutralni. Naprawdę interesują nas wyłącznie zwierzęta, a nie konflikty między ludźmi, w tle których są zwierzęta. Owszem, Centaurus miał przyjąć zwierzęta. I trzeba to jasno powiedzieć. Ale teraz ważny jest kontekst i kolejność wydarzeń.
O wszystkim dowiedzieliśmy się na kilka dni przed całą akcją, tuż przed weekendem. Dostaliśmy listę zwierząt, których – jak nam przekazano – nikt nie chciał. Głównie zwierząt gospodarskich. Były tam owce, kozy, świnie i strusie. Były też antylopy, być może dlatego, że są problematyczne w transporcie. Wyraźnie powiedzieliśmy, że możemy przyjąć te zwierzęta, dla których nie znaleziono innych miejsc. Centaurus nigdy nie deklarował przyjmowania wszystkich egzotycznych gatunków, nietoperzy czy myszy. Mieliśmy przyjąć zwierzęta, z którymi mamy doświadczenie i dla których dysponujemy wolnymi zagrodami. Chcę też podkreślić, że początkowo wiedzieliśmy jedynie, że chodzi o jakieś ZOO i że sytuacja zwierząt jest tam dramatyczna. Nie orientowaliśmy się zupełnie w całej sprawie. Żyjemy przede wszystkim życiem naszych ośrodków i naszych zwierząt. Powiedzieliśmy więc, że oczywiście, jeśli jakieś zwierzęta potrzebują pomocy, a tych gospodarskich nikt nie chce przyjąć, możemy je przyjąć my. I na tym w zasadzie się zakończyło.
Potem dowiedzieliśmy się, o które ZOO chodzi, i pojechaliśmy na miejsce. W weekend. Zobaczyliśmy warunki, w jakich przebywają zwierzęta, i poczuliśmy się zagubieni. Nie oznacza to, że uznaliśmy, iż zwierzęta mają dobrze albo źle. Zaczęliśmy jednak mieć wątpliwości, czy chcemy brać udział w działaniach, których okoliczności nie są dla nas jasne. Wszystko stało się dla nas trochę niejasne. Ale ponieważ wcześniej zadeklarowaliśmy pomoc i uznaliśmy, że być może jesteśmy po prostu niedoinformowani, pojechaliśmy na miejsce. Na miejscu okazało się, że wszystko potoczyło się inaczej, niż się spodziewaliśmy.
Jak wszyscy wiecie, i nie jest to żadną tajemnicą, początkowo nie wpuszczono pracowników do ZOO ani osób przywożących żywność dla zwierząt. Nie chcemy wypowiadać się o tym, czy były zapasy żywności, czy ich nie było. Nie mamy w tym zakresie pełnej wiedzy. I podkreślam – nie będziemy tego oceniać. Wiemy natomiast, że w czasie naszej obecności nie było dostępu do wody. Nie wiemy, z jakiego powodu. Kupiliśmy pięciolitrowe baniaki z wodą, warzywa, owoce i mięso. Zostaliśmy do późnych godzin nocnych. Kiedy tylko weszliśmy na teren ZOO, odmówiliśmy udziału w załadunku i wywożeniu zwierząt. Odwołaliśmy również planowany przez nas transport. Uznaliśmy, że sytuacja jest zbyt kontrowersyjna i nie chcemy, aby nasza fundacja była angażowana w działania, których podstaw i okoliczności nie udało nam się wyjaśnić. Po konsultacji z naszym prawnikiem podjęliśmy decyzję o wycofaniu się z tej części działań.
Niestety na miejscu zetknęliśmy się również z poważnymi problemami dotyczącymi bieżącej opieki nad zwierzętami. Brakowało osób do ich obsługi, nie mieliśmy dostępu do wody, a odpowiednie zaopatrzenie trzeba było organizować doraźnie. Dopiero później pojawił się beczkowóz, a dwie inne organizacje pomogły zorganizować transport siana. Nie mieliśmy zapewnionego wystarczającego wsparcia specjalistów znających potrzeby wszystkich przebywających tam gatunków. Ponieważ jeden z naszych ludzi jest lekarzem weterynarii i całe życie pracował ze zwierzętami, poprosiliśmy go, żeby pozostał na miejscu i pomagał zwierzętom, mimo że sam miał poważne wątpliwości co do udziału w całej akcji.
Bo jak inaczej miałoby to wyglądać? Czy wszyscy mieliśmy odejść, żeby nie zostać posądzonymi o stronniczość? Zostawić zwierzęta tylko po to, żeby pokazać komuś, że nie ma racji? I znowu byłoby tak, jak często bywa. Ludzie szarpaliby się nad głowami zwierząt, a same zwierzęta pozostawałyby gdzieś w tle. W międzyczasie wysłaliśmy mnóstwo wiadomości. Nasz prawnik wykonywał telefony. Alarmowaliśmy osoby zaangażowane w organizację i koordynację działań. Pisaliśmy, że nie jesteśmy specjalistami od wszystkich tych gatunków. Że potrzebujemy wsparcia weterynaryjnego. Że pierwszego dnia nie było dostępu do wody. Że do części zwierząt nie mogliśmy się dostać z powodu zamkniętych na kłódki pomieszczeń. Że brakuje nam owoców, warzyw, zieleniny, mięsa dla wilków i specjalistycznej karmy. Mimo to przez trzy dni to głównie my i dwie inne organizacje musieliśmy organizować i kupować żywność. Spodziewaliśmy się hejtu z tego powodu. Rozumiemy, że macie wątpliwości. Bardzo długo zastanawialiśmy się, czy nie wyjść stamtąd, tak jak zrobiło wiele innych osób. Bo mało kto chciał się w tę sytuację angażować. Każdy obawiał się kontrowersji, hejtu i konsekwencji. I tutaj chcę z całego serca podziękować naszym chłopakom. Nie odpowiadają za decyzje dotyczące tej interwencji. Nie organizowali jej. Nie podejmowali decyzji o wywożeniu zwierząt. Zostali tam wyłącznie dla zwierząt. I za to zapłacili ogromnym stresem, narażeniem na hejt i pracą niemal przez całą dobę. Bo przecież nasi ludzie mają własne obowiązki. Mamy cztery ośrodki i prawie dwa tysiące zwierząt pod opieką. Po powrocie w nocy musieli jeszcze zajmować się naszymi zwierzętami. Nie wysłaliśmy tam przypadkowych osób. Wysłaliśmy szefów naszych ośrodków. Ludzi, na których codziennie spoczywa ogromna odpowiedzialność. I teraz chcę powiedzieć coś najważniejszego.
Przepraszamy Was.
Przepraszamy, że w takiej sytuacji nie udało się zapewnić zwierzętom sprawnie działającego systemu pomocy kryzysowej. Przepraszamy, że nasi ludzie, mimo całego swojego doświadczenia, nie byli w stanie zastąpić specjalistów od wszystkich gatunków zwierząt. Przepraszamy, że nie mieliśmy środków, aby zrobić jeszcze więcej. Przepraszamy, że nie dysponujemy sztabem prawników i specjalistów, którzy mogliby rozwiązać wszystkie problemy, z którymi się tam zetknęliśmy. Przepraszamy, że to wszystko tak wyglądało. A przede wszystkim przepraszamy zwierzęta. Za nas, ludzi. Za to, że znowu znalazły się w samym środku ludzkiego konfliktu.
Jako Centaurus czujemy ogromny smutek, bezsilność i wstyd, że nie mogliśmy zrobić więcej. Że nie mamy wszystkich potrzebnych narzędzi. Że nie znamy się na każdym gatunku zwierząt. Że nie mogliśmy odmienić tej sytuacji tak, jak bardzo byśmy chcieli. Na swoją obronę możemy powiedzieć tylko jedno. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Ale dzisiaj czujemy, że polegliśmy. Wobec braku wystarczającej reakcji na nasze wielokrotne prośby podjęliśmy decyzję, że Centaurus wycofa swoich ludzi i zakończy dalsze zaopatrywanie ZOO. Nie widzieliśmy możliwości skutecznego kontynuowania pomocy w dotychczasowej formule. Bardzo nam przykro, że musieliśmy pozostawić tam zwierzęta. Ale nie mieliśmy już możliwości zapewnienia im opieki na poziomie, którego wymaga ta sytuacja. Trudne sytuacje wymagają trudnych decyzji. Nie decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Uznaliśmy, że dopiero za kilka tygodni czy miesięcy będzie można uczciwie ocenić to, co się wydarzyło. Mamy nadzieję, że odpowiedzialne służby i instytucje już dziś staną na wysokości zadania. Że odłożą na bok wszystkie konflikty i zapewnią zwierzętom to, co im się należy. Bo te zwierzęta są całkowicie zależne od człowieka. Same sobie nie pomogą. Jeśli macie do nas żal, jeśli nie sprostaliśmy Waszym oczekiwaniom – przepraszamy. Zrobiliśmy, co mogliśmy. Wierzymy, że po tylu apelach z naszej strony oraz ze strony innych organizacji, które razem z nami karmiły zwierzęta, ktoś wreszcie podejmie zdecydowane działania. I zadba o tych, którzy w całej tej sytuacji są najważniejsi. O zwierzęta. Bo to one są największymi ofiarami tej całej wojny – podkreślają przedstawiciele Fundacji Centaurus.
Przypomnijmy, że osoby poruszone sytuacją w ZOO Łączna na stronie https://www.change.org zainicjowały petycję w obronie ZOO Łączna, w której żądają sprawiedliwego procesu i ochrony zwierząt, którą w dwa dni podpisało ponad 7 tysięcy osób. Trwa także internetowa zrzutka pod hasłem: „ZOO ŁĄCZNA POMÓŻMY Właścicielowi stanąć na nogi!!!”. W ciągu dwóch 3 ponad 6 tysięcy osób wpłaciło już blisko 300 tysięcy złotych. Zbiórka prowadzona jest przez stronę https://pomagam.pl/8b7fnn.
Robert Radczak
O sprawie pisaliśmy tu: