https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Lipcowa uchwała przystankowa zaskarżona

Lipiec 2026 roku upłynął pod znakiem kolejnej odsłony walki o przystanki. Rada Miejska Wałbrzycha – jakby nie zrażona faktem, że Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu z „hukiem” unieważnił jej wcześniejsze uchwały – postanowiła spróbować raz jeszcze. I 14 lipca przyjęła nową uchwałę, która znów ogranicza dostęp do miejskich przystanków przewoźnikom spoza grona wybranych operatorów miejskich. Ta uchwała także została zaskarżona.

Także i tym razem ograniczenia są tak daleko idące, że trudno je nazwać inaczej niż próbą „wyproszenia” konkurencji z miasta. Przewoźnikom pozostawiono raptem dwanaście przystanków na obrzeżach i jeden w centrum. W praktyce jest to jednak sześć miejsc, bo każdy przystanek liczony jest osobno dla przyjazdu i odjazdu. Efekt? Mieszkaniec ościennej gminy, który chce dostać się na uczelnię przy ul. Wrocławskiej, musi najpierw dotrzeć na którąś z pętli na rogatkach, a potem przesiąść się na autobus miejski. A czasem nawet na dwa.

Oczywiście, zawsze może wsiąść w samochód – w końcu Rada Miejska Wałbrzycha powołuje się na ekologię, więc dlaczego nie wjechać do miasta kolejnym autem? Jeśli takich studentów będzie dziesięciu, to może warto zadać pytanie: co jest bardziej „eko”? Jeden bus, który i tak przejeżdża obok przystanku, czy dziesięć samochodów krążących po mieście? Trudno dostrzec logikę tego rozwiązania.

Równie niepokojący jak sama treść uchwały jest sposób, w jaki ją przygotowano i uchwalono. W duchu budowania zaufania do administracji publicznej, projekt nie został wcześniej opublikowany na stronie urzędu. Podobnie jak zeszłoroczne projekty: pojawił się nagle i został wprowadzony do porządku obrad rady miasta bez wcześniejszej zapowiedzi. Konsultacje społeczne z mieszkańcami? Dyskusja z przewoźnikami? Cóż, należałoby, ale… po co? Przecież wynik głosowania wydawał się być przesądzony jeszcze przed rozpoczęciem dyskusji, ponieważ większość „za” była zapewniona. Niesmak pozostaje, nawet jeśli formalnie takie działanie było dopuszczalne.

W uzasadnieniu podjętej uchwały rada przedstawiła w zasadzie cztery powody, dla których ograniczenia są rzekomo konieczne. Mają one zapewnić niezawodność przewozów o charakterze publicznym, podkreślić różnicę między operatorem a przewoźnikiem, zagwarantować mieszkańcom aglomeracji „dogodny dostęp” do centrum i integrację z komunikacją miejską oraz wpisać się w rozwój transportu zeroemisyjnego.

Brzmi to wszystko ładnie, ale trudno nie zadać pytania: czy za tymi argumentami nie kryje się bardziej przyziemna kalkulacja – finansowa? Uchwała Rady Miejskiej Wałbrzycha wygląda jak kolejna próba administracyjnego wyeliminowania konkurencji z rynku przewozów. Argumenty o ekologii i stabilności transportu publicznego brzmią efektownie, ale trudno je obronić w zderzeniu z realiami. W tle widać przede wszystkim interes operatorów i kosztowny program wodorowych autobusów, który ktoś musi sfinansować. Najbardziej uderza jednak brak merytorycznego wyjaśnienia, jak dotychczasowy system udostępniania przystanków miałby destabilizować transport publiczny. Jak niby uniemożliwiał „niezawodną realizację przewozów”?

Ponownie odpowiedzi na te pytania będzie musiał poszukać Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu. Uchwała została bowiem zaskarżona przez przewoźników i to sąd zdecyduje, czy Rada Miejska Wałbrzycha miała prawo tak daleko ograniczyć dostęp do miejskich przystanków.

Marcin Czwakiel

Kancelaria Adwokatów Czwakiel i Wspólnicy

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty