Przez 18 lat była przede wszystkim mamą Karola. Zrezygnowała z pracy, podporządkowała życie terapiom i szukaniu najlepszych rozwiązań dla syna. Dziś mówi już nie tylko o tym, czego potrzebuje osoba z autyzmem, ale także o tym, czego potrzebują rodzice – zrozumienia, wsparcia i prawa do własnego życia. Historia Marty Lachowicz pokazuje, że wykluczenie często dotyka nie tylko osoby z niepełnosprawnością, ale także całe rodziny, które każdego dnia próbują odnaleźć się w świecie pełnym ocen i stereotypów.
Diagnoza zmienia życie całej rodziny
Marta Lachowicz ma 43 lata, wykształcenie i doświadczenie prawnicze. Dziś jednak jej życie zawodowe i społeczne wygląda zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu. Wszystko zmieniło się, gdy syn Marty otrzymał diagnozę autyzmu. Chłopiec urodził się zdrowy, otrzymując maksymalną liczbę punktów w skali Apgar. Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się około osiemnastego miesiąca życia, pełną informację o stanie zdrowia dostali, gdy Karol miał 2 lata. Marta podjęła decyzję o rezygnacji z pracy, aby całkowicie skupić się na synu i zapewnić mu najlepsze możliwe wsparcie. Przez lata uczestniczyli w licznych terapiach, konsultacjach
i zajęciach, jednak mimo ogromnego zaangażowania, dzisiejszy osiemnastolatek nadal nie mówi, nie czyta i nie pisze. Jest jednocześnie dorosłym, wysportowanym człowiekiem, którego niepełnosprawności nie widać na pierwszy rzut oka. To sprawia, że każdego dnia mierzą się z niezrozumieniem otoczenia.
Gdy matka znika za diagnozą dziecka
Marta nie ukrywa, że przez wiele lat trudno było jej mówić o sobie inaczej niż tylko w wersji: mama Karola. Wszystkie decyzje, plany i działania podporządkowane były potrzebom syna. Nie oznaczało to jednak, że chciała zrezygnować z własnych aspiracji. Wręcz przeciwnie – zawsze miała potrzebę działania, pracy i rozwoju. Z czasem coraz mocniej zauważała, że w roli opiekunki zaczyna brakować miejsca na nią samą. Jej doświadczenie pokazuje problem, o którym wciąż mówi się zbyt mało – wykluczenie rodziców osób z niepełnosprawnościami. System koncentruje się przede wszystkim na dziecku, natomiast rodzic jest pozostawiony sam – z ogromną odpowiedzialnością, emocjami i koniecznością organizowania życia całej rodziny. Marta zwraca uwagę, że nikt nie przygotowuje opiekunów na to, jak rozmawiać z bliskimi o diagnozie, jak zadbać o własną psychikę i jak się po prostu w tym wszystkim nie zgubić. Jej historia pokazuje, że troska o drugiego człowieka nie powinna oznaczać rezygnacji z własnej tożsamości. Rodzic osoby z niepełnosprawnością również ma prawo rozwijać się, pracować, mieć pasje i budować swoje życie.
Walka o miejsce dla siebie
Po przeprowadzce na Dolny Śląsk Marta zaczęła budować swoje życie na nowo. Nie chciała być wyłącznie opiekunką syna, dlatego zdecydowała się zdobywać nowe kompetencje i wrócić do aktywności zawodowej. Została asystentką osoby z niepełnosprawnością, wykorzystując doświadczenie oraz wiedzę zdobytą przez lata życia z Karolem. Jej codzienność to połączenie pracy, obowiązków domowych, opieki nad synem i dbania o własny rozwój. Kobieta podkreśla, że ogromne znaczenie ma dla niej aktywność fizyczna, szczególnie trening siłowy, który pomaga dbać nie tylko o ciało, ale przede wszystkim o kondycję psychiczną. Wie, że opieka nad osobą z niepełnosprawnością jest długotrwałym wyzwaniem i wymaga siły rozłożonej na lata – bo to maraton, nie sprint. Wie również, że musi zadbać o siebie – i nie jest to egoizm, ale po prostu konieczność.
Autyzm, którego nie widać
Brak społecznego zrozumienia to jeden z największych problemów, z jakimi mierzą się rodzice dzieci z autyzmem. Schorzenie nie zawsze jest widoczne, dlatego nietypowe zachowania bywają oceniane jako efekt złego wychowania.
– A ocenianie innych przychodzi nam tak łatwo. Nie wnikamy, nie pytamy, nie próbujemy zrozumieć czyjejś historii i jego codziennych zmagań. A tych na pierwszy rzut oka zwykle nie widać… – mówi Marta, która po wielu latach intensywnej pracy terapeutycznej zmieniła swoje podejście do rozwoju syna.
Dzięki temu zrozumiała, że najważniejsze nie są kolejne zajęcia, ale przygotowanie Karola do możliwie samodzielnego życia. Dziś koncentruje się przede wszystkim na praktycznych umiejętnościach i codziennym funkcjonowaniu. Karol ma swoje obowiązki domowe, uczestniczy w życiu rodziny, uczy się samodzielności. Zamiast skupiać się na czynnościach, z jakimi wie, że sobie nie poradzi, Marta wybiera rozwiązania ułatwiające mu życie. Dla niej kluczowe jest, by syna traktowano jak dorosłego mężczyznę, nie jak dziecko wymagające nieustannej opieki. Chce, aby miał swoje miejsce w rodzinie i poczucie sprawczości. Ta zmiana myślenia pozwoliła jej dostrzec nie tylko ograniczenia Karola, ale przede wszystkim jego możliwości.
Z doświadczenia powstała pomoc dla innych
Marta nie zatrzymała swoich doświadczeń wyłącznie dla siebie. Wraz z Elwirą i Sylwią założyły Fundację „Kalejdoskop Autyzmu”, który stanowi przestrzeń do rozmowy, wymiany doświadczeń
i wzajemnego wsparcia wielu rodzin. Fundacja prowadzi warsztaty i projekty skierowane do osób z niepełnosprawnościami oraz ich bliskich. Marta wykorzystuje w tej działalności wykształcenie prawnicze, doświadczenie organizacyjne i wiedzę zdobytą przez lata opieki nad synem.
Historia Marty Lachowicz pokazuje, że największą zmianą nie zawsze jest pokonanie niepełnosprawności, ale zmiana sposobu, w jaki społeczeństwo na nią patrzy. Kobieta przez lata słyszała, czego jej syn nie potrafi. Dziś pokazuje przede wszystkim, czego może się nauczyć, jeśli dostanie odpowiednie warunki i akceptację. To nie jest opowieść o poświęceniu, ale o sile, sprawczości i prawie do własnego życia. Bo osoba z niepełnosprawnością nie powinna być dla społeczeństwa wyzwaniem do ukrycia, lecz człowiekiem, któremu trzeba stworzyć miejsce. Tak samo jak jego rodzinie i opiekunom.

