https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Wałbrzyszanin gwiazdą w Zielonej Górze

„Messi z Lubina”, który jest Wałbrzyszaninem, a reprezentuje Lechię Zielona Góra, wraca do gry na poziomie centralnym.  Dominik Więcek był w poprzednim sezonie jednym z architektów awansu Zielonogórzan do piłkarskiej II ligi. Na chwilę przed startem nowego sezonu, opowiada o: udanym sezonie w barwach Lechii, sportowo-życiowych wyborach i o tym, komu kibicuje w Wałbrzychu.

Gratuluję awansu do II ligi i Puchar Polski na szczeblu Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Niebawem rusza nowy sezon i oczekiwania wobec Lechii wcale nie są małe.

– Dziękuję. Za nami owocny sezon, było sporo radości po zwycięstwie w Polkowicach. Kibice byli fantastyczni, wspierali nas podczas meczu, zaczęliśmy z nimi świętować w Polkowicach, a później w Zielonej Górze, gdzie zorganizowali super przywitanie w mieście. Świetne wspomnienia, ale też duża mobilizacja przed czekającym nas sezonem. Jesteśmy beniaminkiem II ligi i chcemy się w tej lidze pokazać z jak najlepszej strony. Mamy ciekawą kadrę. Zarządowi udało się nie tylko utrzymać zespół, który wygrał rozgrywki trzecioligowe, ale jeszcze wzmocnić kadrę. Wiem, że jesteśmy na tyle silni, że nie musimy obawiać się rywali w II lidze. Przygotowania do nowego sezonu idą pełną parą. Ciężko pracujemy, graliśmy sparingi z wymagającymi rywalami, jak: Miedź Legnica i Śląsk Wrocław. Kalendarz naszych gier ułożył się jeszcze tak, że trzy pierwsze mecze zagramy w Zielonej Górze. Dla kibiców super przywitanie z 2. ligą. Mecze będą pewnie rozgrywane przy komplecie publiczności, wieczorami, przy sztucznym oświetleniu. Mam nadzieję, że moda na piłkę w Zielonej Górze będzie coraz większa. My zrobimy wszystko, żeby od pierwszej kolejki pokazać się, na boisku, z jak najlepszej strony.


Był Pan niezwykle istotną postacią w tym sezonie dla Lechii Zielona Góra, dla wielu najlepszym zawodnikiem sezonu. Według Transfermarkt 6 bramek, 17 asyst. Był w jakiś problem z aklimatyzacją po transferze z Gubina, bo nie zauważyłem…

– Podobnie, jak przy okazji naszej poprzedniej rozmowy, chciałem skorygować. 6 bramek, faktycznie, ale asyst zanotowałem 20! Mój management usiłuje skorygować te dane, na liczby, które faktycznie powinny być przy moim nazwisku… Inna sprawa, że tych bramek powinienem mieć więcej i o to mam, prawdę mówiąc, do siebie, trochę pretensji. Uczciwie powiem, że kilka sytuacji powinienem wykorzystać. Wtedy te liczby w stylu „double-double” prezentowałyby się okazalej. Jeśli chodzi o zmianę barw i mój start w Lechii, to w ligę wszedłem już dobrze, ale pierwsze sparingi nie były optymalne. Nie czułem, żebym grał, tak, jak potrafię, brakowało trochę boiskowego zrozumienia z nowymi kolegami, ale do startu ligi byłem już dobrze wkomponowany w zespół. Cieszę się, że to było widać i udało się zrealizować cele.

Czy jest duża różnica w boiskowych zadaniach i oczekiwaniach wobec Dominika Więcka między tym co było w Gubinie, a jest w Zielonej Górze?

– Ofensywnie, podobnie jak w Gubinie, cieszę się zaufaniem trenera i kolegów. Dostaję dużo piłek, mam szansę „brać grę na siebie”, mam możliwość kreowania sytuacji. To jest moja gra, w której czuję się najlepiej, ale najważniejsze, że przekłada się to na wyniki drużyny. W Lechii, trener Mordal wymaga od mnie więcej w defensywie. Mam intensywnie presować w określonych strefach, stąd porównując grę w Gubinie i Zielonej Górze, to w Lechii więcej dystansu pokonuję z sprincie (śmiech).

Po świetnym sezonie w Gubinie miał Pan oferty z wyższych lig. Na ile prawdziwe były propozycje z poziomu centralnego w Polsce i najwyższej ligi z jednego z krajów bałtyckich? I jakie były powody, że 3 ligę zmienił pan… na 3 ligę?

– Były faktycznie prowadzone rozmowy. Pojawił się temat Sandecji, a poważnie zainteresowana była drużyna z litewskiej ekstraklasy. Zostałem, bo wiedziałem jak ambitne plany ma Lechia i byłem przekonany, że klub będzie grał o awans. Poza tym ważne były dla mnie kwestie prywatne, czyli plany mojej partnerki, która kończyła studia i w tamtym momencie nie byłaby w stanie ze mną wyjechać. To był moment, w którym nie mogłem myśleć tylko o sobie. Można powiedzieć, że Lechia okazała się świetnym wyborem i sportowo i życiowo.

W bardzo ciekawej rozmowie na swoim kanale, Tomasz Ćwiąkała, pytał Rafała Adamskiego o talenty z Akademii Zagłębia. Pojawia się Dominik Więcek, który – według Adamskiego – prowadzi piłkę jak Messi. Rozumiem, że ta rekomendacja nie uszła uwadze skautów i agentów?

– Nie wiem, czy rozdzwoniły się telefony u mojego agenta, ale na pewno było mi bardzo miło, że Rafał w taki sposób o mnie powiedział. Przesłał mi po nagraniu, krótką informację, że był gościem Tomasza Ćwiąkały i że o mnie wspominał. Obejrzałem rozmowę i mogłem się tylko uśmiechnąć, że Rafał tak wysoko ocenia moje umiejętności.

Jak Pan wspomina współpracę z dzisiejszym piłkarzem Legii Warszawa, z którym graliście w rezerwach Zagłębia? Czego zabrakło mu w Lubinie, co później pokazywał w Pogoni Grodzisk Mazowiecki, czym wywalczył sobie transfer do Legii?

– Po odejściu z Zagłębia miał czystą kartę i „odpalił”. Jego „liczby” w Grodzisku nie mogły zostać niezauważone. Pokazywał w I lidze i pokazuje teraz najlepszą wersję siebie. Kiedy graliśmy w jednej drużynie imponował finalizacją, był niezwykle skuteczny w polu karnym. W Zagłębiu II Lubin ja dogrywałem, on strzelał…

Przyzna pan, że w Legii gra inaczej…

– Sam nie mogę uwierzyć ile i gdzie biega (śmiech). To nie jest profil zawodnika, który zapamiętałem z Lubina, ale to tylko pokazuje, jaki trener Papszun miał na Rafała plan i jak Rafał świetnie te oczekiwania spełnia. Fakt, że tyle biega, jest cały czas w ruchu, a nie gra głównie w polu karnym, daje mu liczby i dużo korzyści Legii.

Nie może zabraknąć lokalnego wątku na zakończenie naszej rozmowy. Śledzi pan lokalną piłkę w okręgu wałbrzyskim? Komu pan kibicuje?

– Staram się być na bieżąco z tym, co dzieje się w Wałbrzychu i okolicach. Oczywiście mam swoich faworytów. Kibicuję Czarnym Wałbrzych. Gra tam przyszły mąż mojej kuzynki – Patryk Motak, który jest kapitanem Czarnych. Mocno trzymam też kciuki za Unię Stare Bogaczowice i ich zawodnika, a mojego wujka, Marka Suchomskiego.

Rozmawiał Miłosz Kołodziej (fot. Sebastian Cielecki/LZG)

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty