Jeszcze niedawno mówiło się o rozwoju transportu i lepszym skomunikowaniu regionu. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że zamiast walki z wykluczeniem komunikacyjnym trwa walka o wyeliminowanie prywatnych przewoźników z wałbrzyskiego rynku. Nie jest tajemnicą, że Prezydent Wałbrzycha chce, aby miejska spółka transportowa rozwijała się i generowała coraz większe wpływy. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy rozwój jednej strony odbywa się przez administracyjne osłabianie drugiej. Nowoczesne autobusy, inwestycje i środki unijne powinny służyć wszystkim. Pytanie brzmi jednak: czy publiczne pieniądze mogą być wykorzystywane do niszczenia prywatnej konkurencji?
Prywatni przewoźnicy od lat obsługują połączenia w regionie bez wielomilionowych dopłat z budżetów gmin i powiatu. Działają na własne ryzyko, utrzymują firmy z wpływów od pasażerów i własnych środków. Tymczasem dziś muszą konkurować z miejską spółką, finansowaną z publicznych pieniędzy, która coraz częściej pojawia się dokładnie na tych samych trasach i w tych samych godzinach. I właśnie tutaj pojawiają się bardzo poważne pytania i wątpliwości prawne.
Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu uchylił przed tygodniem tak zwaną uchwałę przystankową Rady Miejskiej Wałbrzycha (wyrok nie jest prawomocny), wskazując na jej wadliwość. Jeszcze mocniej wybrzmiało stanowisko Rzeczniczki Małych i Średnich Przedsiębiorców Agnieszki Majewskiej, która zwróciła uwagę na możliwe naruszenie zasad wolności działalności gospodarczej, równości przedsiębiorców wobec prawa oraz konstytucyjnych zasad uczciwej konkurencji. To już nie są wyłącznie lokalne pretensje przewoźników. To sygnał, że działania samorządu mogą budzić poważne konsekwencje. Tym bardziej, że zarówno polskie przepisy, jak i regulacje Unii Europejskiej jasno wskazują, iż środki publiczne nie mogą służyć zakłócaniu konkurencji i eliminowaniu prywatnych przedsiębiorców z rynku. Komisja Europejska oraz Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wielokrotnie zajmowały się przypadkami, w których samorządy lub spółki komunalne wykorzystywały publiczne finansowanie w sposób prowadzący do nieuczciwej przewagi rynkowej. W słynnej sprawie Altmark Trans przeciwko Niemcom, Trybunał Sprawiedliwości UE wyraźnie zaznaczył, że finansowanie transportu publicznego nie może prowadzić do nieuczciwej przewagi nad prywatnymi przewoźnikami. To sygnał, którego samorządy nie powinny lekceważyć. Następstwa takich działań mogą być bardzo poważne: od kontroli instytucji krajowych i europejskich, przez zarzuty dotyczące niedozwolonej pomocy publicznej, aż po konieczność zwrotu części środków publicznych lub unijnych. Odpowiedzialność może mieć nie tylko wymiar polityczny, ale również finansowy i prawny.
Apeluję do samorządowców, radnych i przede wszystkim do Starosty Powiatu Wałbrzyskiego o reakcję i podjęcie działań, w wyniku których będą tworzone połączenia tam, gdzie transportu rzeczywiście brakuje. Finansowanie rentownych linii jest nie tylko niezgodne z prawem, ale też nieetyczne z punktu widzenia wykorzystywania środków publicznych. Niestety, dzisiejsza polityka transportowa idzie w złym kierunku, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że celem przestaje być rozwój komunikacji, a zaczyna nim być monopolizacja rynku. A monopol – nawet samorządowy – nigdy nie służy pasażerom tak dobrze, jak zdrowa konkurencja. Prywatni przewoźnicy nie oczekują specjalnego traktowania. Oczekują jedynie równych zasad gry. Bo uczciwa konkurencja oznacza, że wygrywa ten, kto oferuje lepszą usługę, a nie ten, kto dysponuje większym wsparciem z publicznych pieniędzy i przewagą administracyjną.
To moment, w którym samorządowcy powinni odpowiedzieć sobie na jedno fundamentalne pytanie: czy publiczny transport ma służyć mieszkańcom całego regionu, czy budowie monopolu jednej miejskiej spółki?
Beata Żołnieruk
***
Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.