Mieszkańcy Rybnicy Leśnej w Gminie Mieroszów są zaniepokojeni planami utworzenia w sąsiedztwie ich miejscowości rezerwatu przyrody. – Obawiamy się, że utworzenie rezerwatu przyrody może wpłynąć na nasze codzienne życie i codzienną pracę, z której od lat utrzymujemy nasze rodziny – napisał do redakcji Tygodnika DB 2010 Sołtys Rybnicy Leśnej Tadeusz Wendycz. W odpowiedzi na nasze pytania, Gmina Mieroszów twierdzi, że nie dysponuje wiedzą na temat planów utworzenia rezerwatu przyrody, który miałby obejmować obszar Sołectw Rybnica Leśna i Unisław Śląski, a Nadleśnictwo Wałbrzych i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu do zamknięcia tego wydania nie przesłały nam odpowiedzi.
– Dowiedzieliśmy się o planach utworzenia w sąsiedztwie rezerwatu przyrody. Wspólnie z wieloma mieszkańcami jesteśmy tymi planami bardzo zaniepokojeni. Uważamy, że tą sprawą powinny zająć się media, bo nikt z nami utworzenia rezerwatu nie konsultował. A z tego co wiemy, niesie to liczne ograniczenia, jeśli chodzi m.in. o uprawę ziemi, gospodarkę leśną, działania turystyczne. Tymczasem odpowiedzialna za tworzenie rezerwatów Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska niczego nam mieszkańcom, dotąd nie wyjaśniła. Nie było żadnych spotkań czy rozmów. Obawiamy się, że utworzenie rezerwatu przyrody może wpłynąć na nasze codzienne życie i codzienną pracę, z której od lat utrzymujemy nasze rodziny. Jesteśmy zwyczajnymi ludzmi, którzy w Rybnicy Leśnej żyją głównie z uprawy ziemi, prowadzenia od pokoleń gospodarstw rolnych. Niektórzy z nas wykorzystali piękno okolicy i otworzyli tu np. gospodarstwa agroturystyczne. Inni utrzymują się z gospodarki leśnej, albo otworzyli ,,biznesy”, zgodnie z zapotrzebowaniem lokalnego rynku. Każdy w naszej małej, spokojnej wsi radzi sobie, jak potrafi, ale jednocześnie ma ogromny szacunek do tego co dał mu los: przyrody wokół, niesamowitych krajobrazów, dzikiej natury, zwierząt i roślinności. Kochamy to i szanujemy. Chcemy bowiem tu żyć, to jest nasze miejsce na ziemi. Ja sam mieszkam w Rybnicy Leśnej od urodzenia, czyli od miemal 70 lat. Od początku utrzymuję się z gospodarki. Nie wyobrażam sobie innego życia, podobnie jak inni, którzy są stąd i tu zostali. Dlatego razem z wieloma mieszkańcami, żyjącymi w Rybnicy Leśnej ,,od dziada pradziada”, jesteśmy naprawdę zaniepokojeni planami utworzenia przez RDOŚ rezerwatu przyrody. Nie chodzi nam o ochronę środowiska naturalnego, bo to akurat to jest dla nas oczywiste. Raczej o to, z czym działanie rezerwatu przyrody wiąże się dla nas, mieszkańców. Czy pozwoli nam normalnie żyć i pracować? Jak nikt rozumiemy troskę o naturę, ale czy ktoś wziął pod uwagę nas, mieszkańców? Dlaczego o nas decyduje się bez nas? – napisał do naszej redakcji Tadeusz Wendycz, Sołtys Rybnicy Leśnej.
Urząd Miejski w Mieroszowie, w odpowiedzi na nasze pytania twierdzi, że Gmina Mieroszów nie dysponuje wiedzą na temat planów utworzenia rezerwatu przyrody, który miałby obejmować obszar Sołectw Rybnica Leśna i Unisław Śląski.
– Gmina Mieroszów nie uczestniczy w procedurze tworzenia rezerwatu przyrody na terenie Gminy Mieroszów i aktualnie nie ma takiej wiedzy, by taka procedura się toczyła – napisał Andrzej Mielczarek, Kierownik Referatu Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej w Urzędzie Miejskim w Mieroszowie.
Bez odpowiedzi
Do zamknięcia tego wydania Tygodnika DB 2010 nie dostaliśmy odpowiedzi od Nadleśnictwa Wałbrzych i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, zatem nie wiemy, czy obawy mieszkańców mają uzasadnienie. Zapytaliśmy Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska czy prowadzi prace mające na celu utworzenie rezerwatu w Gminie Mieroszów, który miałby obejmować grunty na terenie Sołectwa Rybnica Leśna i Unisław Śląski, a jeśli tak, to:
– na jakim etapie są prace?
– co będzie przedmiotem ochrony (krajobraz, roślinność, zwierzęta, woda)?
– jaki będzie obszar rezerwatu (powierzchnia, granice)?
– jakie będą ograniczenia wynikające z utworzenia rezerwatu dla leśników, mieszkańców, rolników, przedsiębiorców i turystów?
A według nieoficjalnych informacji, decyzje w sprawie utworzenia rezerwatu przyrody „Dolina Sokołowca” mogą zapaść w maju 2026 r.
Po co rezerwat?
– Rezerwat przyrody to jedna z najwyższych form ochrony przyrody na wybranym obszarze. O ich powstaniu, ze względu na rangę, nie decydują lokalne samorządy. Decyzje zapadają na poziomie województwa, w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, oczywiście po zasięgnięciu wszystkich wymaganych prawem opinii. Tworzy się je dla ochrony najcenniejszych form przyrody oraz roślin, zwierząt, ale także form geologicznych. Na przykład Rezerwat Przyrody „Wilcza Góra” koło Złotoryi powstał na bazie eksploatowanego niegdyś złoża bazaltu. Dzięki temu, że była tam kopalnia odkrywkowa, dziś można zajrzeć „w głąb ziemi” i zobaczyć bardzo cenne formy geologiczne. Z myślą o ochronie środowiska naturalnego tworzy się nie tylko rezerwaty przyrody. Ich „mniejszą” formą są użytki ekologiczne, od których tworzenia bardzo często zaczyna się proces ochrony danego obszaru. Decyzje o użytkach ekologicznych zapadają na poziomie lokalnych samorządów. Natomiast najwyższą formą objęcia natury ochroną są parki narodowe, o których powstaniu decydują ministerstwa. Warto dodać, że ochroną obejmuje się nie tylko pojedyncze gatunki fauny czy flory. Najczęściej są to zbiorowiska gatunków, np. rezerwaty ornitologiczne, czego przykładem są na Dolnym Śląsku choćby rezerwaty „Stawy Przemkowskie” czy „Stawy Milickie”, gdzie żyje wiele gatunków cennych ptaków, które zostały objęte kompleksową ochroną – wyjaśnia Krzysztof Strynkowski z Fundacji Ochrony Przyrody FOPIT GOBI, wieloletni wiceprezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Legnicy, członek Rady Ochrony Przyrody przy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) we Wrocławiu.
Rezerwat szkodzi?
Mieszkańcy Rybnicy Leśnej wskazują, że utworzenie rezerwatu nie zawsze sprzyja ochronie przyrody.
– To akurat prawda. Chodzi jednak o coraz rzadziej już stosowaną tzw. ochronę bierną danego gatunku. Bierną, czyli polegającą na tym, że na teren danego rezerwatu żaden człowiek nie ma wstępu, przyroda rządzi się sama. Niestety, taka forma ochrony, stosowana w naszym kraju jeszcze na początku XX w., przynosiła bardzo często odwrotne do zamierzonych skutki. Sztandarowym przykładem jest utworzony w Polsce rezerwat, mający na celu ochronę rzadkiego gatunku paproci Pióropusznik Strusi. Leśną polanę, na której ta rzadka paproć występowała, pozostawiono samej sobie, nie można było tam wchodzić, prowadzić na tym terenie gospodarki leśnej, w żaden sposób ingerować. Skutki okazały się opłakane. Polana zaczęła zarastać drzewami, krzakami, w końcu przestała być polaną, zniknęła we wcześniejszym kształcie. Wraz z nią… zniknął chroniony Pióropusznik. Dlatego obecnie tzw. bierną ochronę gatunków, czyli pozbawioną ingerencji człowieka, stosuje się bardzo rzadko. Prawda jest bowiem taka, że miejsca, które dziś chronimy, bardzo często powstały dzięki gospodarce prowadzonej przez człowieka. Lasów pierwotnych dawno już przecież nie ma. Gdyby np. na terenie obecnego Dolnego Śląska nie było przed wiekami Cystersów, nie mielibyśmy we współczesnych czasach takich rezerwatów przyrody, jak choćby wspomniane już „Stawy Przemkowskie” czy „Stawy Milickie”. Te zbiorniki wodne, na których występuje dziś tak wiele chronionych gatunków ptaków, zostały stworzone właśnie przez Cystersów. Gdyby ludzie nie prowadzili cały czas na ich terenie gospodarki wodnej, zniknęłyby, zarosły w wyniku naturalnej sukcesji. To tylko jeden z przykładów, że to gospodarka prowadzona od wieków przez człowieka kształtuje środowisko naturalne oraz tworzy miejsca tak cenne przyrodniczo, że warto je chronić. Na przykład w Rybnicy Leśnej działa kopalnia wydobywająca melafir, bardzo ważny dziś dla naszego kraju surowiec, służący do budowy ważnych dróg i szlaków kolejowych. Ale górnictwo jest tylko „na chwilę”, ponieważ zasoby naturalne, gdy je eksploatujemy, nigdy się nie odnawiają. Za to obszary poeksploatacyjne stają się cenne geologicznie. Chroni się je, tworzy rezerwaty, jak choćby na wspomnianej już „Wilczej Górze” – tłumaczy Krzysztof Strynkowski.
Co rezerwat oznacza dla okolicznych mieszkańców?
W Rybnicy Leśnej mieszkańcy reprezentowani przez sołtysa Tadeusza Wendycza obawiają się licznych i dotkliwych ograniczeń w ich codziennym życiu oraz prowadzonej działalności gospodarczej. Czy mają powody?
– Wiele zależy od tego, co znajdzie się w warunkach ochrony danego rezerwatu. Każdy przypadek jest inny. Istnienie rezerwatu może z jednej strony przyciągać turystów, dawać miejscowym pracę. Np. od kiedy Wąwóz Myśliborski na terenie Parku Krajobrazowego „Chełmy” stał się popularny turystycznie, okoliczni mieszkańcy prowadzą obok niego parkingi, lodziarnie, restauracje. Na tym zarabiają. Ale jeżeli dany rezerwat ma wpisane w warunki ochrony różne ograniczenia, dotyczące ruchu turystycznego, to raczej tych turystów… może odstraszać. Nie zawsze tak jest, ale na terenie rezerwatów mogą być np. ściśle wyznaczone ścieżki, które ograniczają chodzenie po ich terenie. Zdarza się, że ograniczona jest nawet liczba osób, które np. tygodniowo mogą wejść na teren rezerwatu. Nie można tam też wchodzić z pieskami, więc jest to duże ograniczenie nie tylko dla turystów, którzy podróżują ze swoimi czworonogami, ale też dla mieszkańców, którzy nagle nie mogą już iść na spacer z psem „tam, gdzie zawsze” – tu mówię o nowych rezerwatach. W rezerwatach nie można najczęściej korzystać z runa leśnego, więc ani mieszkańcy, ani turyści, nie mogą zbierać tam grzybów czy jagód, jak to przez „całe życie” robili. W przypadku nowych rezerwatów to duże zaskoczenie dla mieszkańców. Choć wytyczanie rezerwatów przyrody nie koliduje zazwyczaj z terenami rolniczymi, to może zdarzyć się tak, że sąsiadujący z danym rezerwatem rolnicy otrzymują zakaz stosowania chemicznych środków ochrony roślin na użytkowanych łąkach, co też jest dużą zmianą w ich dotychczasowym sposobie gospodarowania. Na obszarze rezerwatów przyrody jest też ograniczona gospodarka leśna, nie mogą odbywać się – poza uzasadnionymi sytuacjami – polowania, co ogranicza łowiectwo. Także z jednej strony sąsiedztwo rezerwatu jest ważne, prestiżowe, bo mamy blisko siebie cenną przyrodę, którą trzeba chronić. Może też dawać pracę. Z drugiej strony, od tej ochrony nie ma wyjątków – muszą się do niej dostosować i mieszkańcy, i turyści, a to wiąże się z różnymi ograniczeniami, zmianami dotychczasowego życia, co nie zawsze jest łatwe – mówi Krzysztof Strynkowski.
Do tematu wrócimy, gdy otrzymamy odpowiedzi na nasza pytania z Nadleśnictwa Wałbrzych i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu.
Robert Radczak (fot. archiwum)