https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Mieroszów jakiego nie znamy: gdzie podział się tamten gwar?

Z okazji 700-lecia Mieroszowa często patrzymy w przeszłość, szukając wielkich dat i przełomowych wydarzeń. Ale prawdziwa dusza dawnego Mieroszowa i okolic nie kryje się w urzędowych dokumentach, lecz… przy stoliku. Przeglądając unikalne materiały zebrane przez Stowarzyszenie Pasjonatów Historii Ziemi Mieroszowskiej, można odnieść wrażenie, że nasi przodkowie byli mistrzami czerpania garściami z życia. Ten region był wręcz stworzony do gościny, a liczba hoteli, zajazdów i karczm na metr kwadratowy mogłaby zawstydzić niejedno współczesne miasto turystyczne.

Wyobraźmy sobie spacer po dawnym Mieroszowie. To nie było miasto, które zasypiało po zmroku. Przy obecnej ulicy Żeromskiego, w budynku dzisiejszego Mieroszowskiego Centrum Kultury, tętnił życiem Hotel Schlesischer Hof. To tam, w eleganckiej sali z centralnym ogrzewaniem, odbywały się koncerty orkiestry i wielkie bale. Z kolei kawałek dalej, przy ulicy Kopernika w Restauracji Zamkowej (Zur Burg), panowie w cylindrach nie tylko dyskutowali o polityce przy piwie z monachijskiego browaru Paulaner, ale też rywalizowali w kręgielni. Tak, Mieroszów miał swoją kręgielnię i salę samochodową na długo, zanim stało się to modne!

Dlaczego tych miejsc było aż tyle? Odpowiedź jest prosta: gospoda była dawnym internetem, świetlicą i salonem w jednym. W czasach bez telewizji to właśnie w Białym Rumaku czy Czarnym Orle toczyło się prawdziwe życie. Tam dobijano targów, swatało pary i plotkowało o sąsiadach. Nawet wymiar sprawiedliwości miał ludzką twarz – w Golińsku działała Karczma Sądowa, gdzie po rozprawach mieszkańcy mogli od razu „omówić” wyroki przy kuflu, a budynek pełnił te funkcje zamiennie.

Fenomenem na skalę regionu była różnorodność. Sokołowsko, jako kurort, oferowało szyk i elegancję w miejscach takich jak Hotel Bergland (późniejsze kino „Zdrowie”), ale mniejsze miejscowości wcale nie zostawały w tyle. Unisław Śląski miał ambicje wręcz światowe – czy wiecie, że działała tam gospoda o dumnej nazwie „Miasto Wiedeń”? Z kolei w Rybnicy Leśnej turyści ściągali do „Zamku Radości” (Freudenschloss), pięknego obiektu z muru pruskiego, który niestety spłonął w latach 40.

Kultura spędzania czasu była inna. Ludzie wędrowali. W weekendy całe rodziny ruszały na szlak, by ostatecznie wylądować w gospodzie takiej jak Pod Zielonym Drzewem (późniejsze kino przy placu Niepodległości). Jadano prosto, ale syto: jajecznice, mięsiwa, a wszystko popijano miodem lub winem. Te budynki, choć często zmieniły funkcję na mieszkalną lub zniknęły z powierzchni ziemi, są niemymi świadkami czasów, gdy Mieroszów był gwarnym, towarzyskim sercem regionu.

Świętując 700-lecie, spójrzmy łaskawszym okiem na te stare kamienice. Każda z nich ma wmurowaną w ściany historię tysięcy toastów, przetańczonych nocy i ludzkich spotkań, które budowały tożsamość naszej małej ojczyzny.

Tomasz Tarcewski

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty