Po znakomitej grze w IV kwarcie, koszykarze Górnika Zamek Książ Wałbrzych pokonali w Warszawie Dziki 84:78. Zwycięstwo jest tym cenniejsze, że Wałbrzyszanie w stolicy musieli sobie radzić bez Lovella Cabbila.
Po dwóch porażkach na własnym parkiecie z Anwilem i Zastalem, Górnik miał dwa tygodnie na przygotowanie się do starcia z Dzikami.
– Bardzo dobrze przepracowaliśmy ten czas, mamy bardzo dobrze rozpracowany zespół rywali i jedziemy do Warszawy po zwycięstwo – zapowiadał w piątkowe południe kapitan Górnika Dariusz Wyka.
Ale po przedmeczowej analizie video, do klubowego autokaru nie wsiadł najlepiej punktujący, asystujący i przechwytujący gracz biało-niebieskich, czyli Lovell Cabbil, który w meczu z Zastalem nabawił się urazu. Za to do dyspozycji trenera Andrzeja Adamka był już powracający po kontuzji Grzegorz Kulka.
Górnik, wspierany zza ławki rezerwowych przez grupę kilkudziesięciu kibiców z Wałbrzycha, dobrze rozpoczął mecz w hali Koło. Znakomicie poczynał sobie Tauras Jogela, który dawał się rywalom we znaki tak w obronie, jak i w ataku, dobrą partie rozgrywali także Avery Anderson, Mark Garcia i Kacper Marchewka. Od stanu 5:5 w 2 minucie meczu, goście w trakcie kolejnych 4 minut zdobyli 13 punktów z rzędu i taką przewagę utrzymali do końca I kwarty. Po przerwie gra wyrównała się i Dziki zaczęły stopniowo odrabiać straty i na długą przerwę Wałbrzyszanie schodzili prowadząc 41:35.
Gdy w 2 minucie III kwarty Ike Smith wykorzystał jeden rzut wolny, Górnik wygrywał 44:35 i mogło się wydawać, że mecz jest pod kontrolą podopiecznych trenera Andrzeja Adamka. Nic z tego! Od tego momentu wydarzenia na parkiecie zdominowali gospodarze. Agresywną obroną zmuszali rywali do popełniania strat i oddawania niecelnych rzutów, a sami poprawili skuteczność swoich akcji ofensywnych i w połowie tej ćwiartki Darnell Edge, dwoma rzutami wolnymi, odzyskał prowadzenie (47:46). Na niewiele zdała się przerwa na żądanie szkoleniowca Górnika, bo jego podopieczni nie byli w stanie odzyskać kontroli nad grą. A na niespełna 2 minuty przed syrena kończącą 3 część meczu Tahlik Chavez trafił zza łuku, Dziki prowadziły już 62:47! Strzelecką niemoc gości przełamał w końcu Anderson, ale po pół godzinie gry to Warszawiacy prowadzili 64:51.
Kolejny zwrot akcji nastąpił na początku IV kwarty. Górnik uporządkował grę w obronie i w końcu odzyskał skuteczność rzutową. Po trójce Andersona, gdy zrobiło się już tylko 64:59 trener Dzików Marco Legovich poprosił o czas. I choć po wznowieniu gry Landrius Horton trafił spod kosza, to ekipa spod Chełmca nie dała się wybić z uderzenia. Wręcz przeciwnie! Na 4,37 min. przed końcową syreną Smith trafieniem za 3 punkt odzyskał prowadzenie, którego biało – niebiescy nie oddali już do końcowej syreny. W pełni kontrolując grę i wynik, wygrywali IV kwartę aż 33:14. Jednym z kluczowych elementów, które dały Górnikowi zwycięstwo, były rzuty wolne, bo tym razem podopieczni trenera Adamka zmarnowali tylko 4 z 23.
Kolejny mecz Górnik rozegra w Wałbrzychu 15 lutego o godzinie 12.30 z Treflem Sopot.
Dziki Warszawa – Górnik Zamek Książ Wałbrzych 78:84 (11:24, 24:17, 29:10, 14:33)
Dziki: Horton 24, Edge 15, Kamiński 11, Oguama 8, Soares 7, Frąckiewicz 6, Chavez 3, Kempa 2, Vander Plas 2.
Górnik: Garcia 21, Anderson 18, Jogela 13, Smith 11, Benson 9, Marchewka 4, Wyka 4, Bojanowski 2, Kulka 2, Łapeta.
(RED, fot. Maja Radczak)