Koszykarze Górnika Zamek Książ Wałbrzych pokonali w piątkowy wieczór Legię Warszawa 81:79 i pozostają jedynym zespołem w ekstraklasie koszykarzy, który w tym sezonie nie przegrał meczu we własnej hali.
Choć Legia przyjechała do Wałbrzycha bez czterech kontuzjowanych graczy: Michała Kolendy, Mathiassa Tassa, Ojarsa Silinsa i Andrzeja Pluty, to – jak na mistrza Polski przystało – wysoko zawiesiła Górnikowi poprzeczkę. Było to już 7 w tym roku starcie tych zespołów i – jak zawsze – bardzo zacięte. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk 12 razy, 11 razy na tablicy był remis, a największa różnica po obu stronach wynosiła 7 punktów. Gospodarze osiągnęli ją w połowie I kwarty, gdy po dwóch rzutach wolnych Marca Garcii prowadzili 14:7. Warszawiacy szybko zniwelowali straty i już w 8 minucie, po trafieniu za 3 punkty Jayvona Gravesa, objęli prowadzenie 16:14. Na druga kwartę Górnik wyszedł przy stanie 23;25, by po dwóch akcjach Barreta Bensona i Lovella Cabbila odwrócić wynik na 30:27, by po chwili prze4grywać 35:37. Gdy Tauras Jogela wykorzystał 3 rzuty wolne gospodarze wygrywali 38:37, a potem przez długi czas wynik był pod kontrolą gości. Po I połowie Legia prowadziła 51:49, a gdy w 6 minucie III kwarty Carl Ponsar wykorzystał oba rzuty wolne, uzyskała najwyższe prowadzenie 59:52. Po pół godzinie gry w hali Aqua_Zdrój był remis 63:63 i w IV kwarcie emocje sięgnęły zenitu, a obraz gry nie uległ zmianie. Na 2 minuty i 41 sekund przed końcową syreną Błażej Czapla dwa razy trafił z linii rzutów wolnych, po których ekipa ze stolicy wygrywała 79:76. Jak się później okazało, były to ostatnie trafienia mistrzów Polski w tym meczu. Szybko spod kosza odpowiedział Garcia, a na minutę i 36 sekund przed końcem starcia Cabbil wykorzystał 2 z 3 rzutów wolnych, dając wałbrzyszanom prowadzenie 80:79. Po przerwie na żądanie trenera Andrzeja Adamka ten sam gracz popełnił stratę pod koszem rywali, a gdy na zegarze czasu spotkania pozostało 14 sekund, szansę na odzyskanie prowadzenia miał Race Thompson. Najskuteczniejszy w tym meczu legionista zmarnował jednak dwa rzuty wolne, a faulowany przez Gravesa Garcia wykorzystał jeden rzut wolny i na 7 sekund przed końcem podstawowego czasu gry było tylko 81:79. W odpowiedzi Graves nie trafił zza łuku, a po szybkim faulu Bena Shungu, okazję do zamknięcia meczu miał Cabbill. Amerykanin dwa razy spudłował, a przyjezdnym pozostały 3 sekundy na zmianę wyniku lecz nie byli już w stanie z tego skorzystać.
– Mecz ciągnął się na remisie. Mieliśmy problemy, żeby przełamać Legię, której należy się ogromny szacunek, bo przyjechała w osłabionym składzie i walczyła z nami do samego końca – powiedział po końcowej syrenie obrońca Górnika Kacper Marchewka.
W następnej kolejce wałbrzyszanie zagrają 20 grudnia 2025 r. o godz. 15.00 w Lublinie z wicemistrzem Polski Startem. Kolejny mecz w Wałbrzychu Górnik rozegra tuż po świętach – 27 grudnia o godz. 17.30 z Twardymi Piernikami Toruń.
Górnik Zamek Książ Wałbrzych – Legia Warszawa 81:79 (23:25, 26:26, 14:12, 18:16)
Górnik: Marc Garcia 24, Tauras Jogela 20, Lovell Cabbil 10, Kacper Marchewka 8, Barret Benson 8, Dariusz Wyka 4, Avery Anderson III 4, Ike Smith 3, Adam Łapeta 0, Maciej Puchalski 0;
Legia: Race Thompson 19, Ben Shungu 16, Shane Hunter 13, Carl Ponsar 11, Jayvon Graves 9, Błażej Czapla 8, Maksymilian Wilczek 3, Wojciech Tomaszewski 0.
(RED, fot. Maja Radczak)





