https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Światełko nadziei

Zapowiadane dokończenie felietonu z ubiegłego tygodnia jestem zmuszony odłożyć, co oczywiście oznacza, że wrócę do tematu, ponieważ dotyczy on naprawdę – w mojej ocenie – bardzo ważnych spraw, o których coraz częściej zaczyna się mówić i pisać w świecie. Jednakże, jak się zwykło mawiać, koszula bliższa ciału, więc ostatnich wydarzeń, które miały miejsce w Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu dni, nie mogę pozostawić bez komentarza. A zdarzyło się wiele.

Pisałem już o niesamowitej marności politycznego kabaretu, jaki zafundował nam zwykły poseł Jarosław Kaczyński, sterujący swoimi politycznymi kukiełkami, ale co było do przewidzenia, kabaret ten miał jeszcze jedną, sejmową odsłonę, odegraną w dwóch aktach. Akt pierwszy to exspose niby premiera Morawieckiego i jego przymilna prośba o udzielenie mu wotum zaufania. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki są tak bardzo politycznie – i w ogóle – naiwni, czy też niesamowicie cyniczni, przez co interes „matki partii” stawiają ponad interes Polski i obydwu płci Polaków. No bo trzeba być naprawdę kimś pozbawionym zdolności logicznego myślenia aby zakładać, że partie polityczne mające w Sejmie swe reprezentacje, które już wielokrotnie publicznie zapowiadały, iż Morawieckiemu wotum zaufania nie udzielą, nagle – pod wpływem tego, co usłyszeli w jego expose – zmienią zadanie. Trudno uwierzyć, że tenże Mateusz nabrał przekonania, iż istniejąca już oficjalnie demokratyczna koalicja (tzw. Koalicja 15 października) też nagle uzna się za nieistniejącą i złoży mu swe dziękczynne hołdy. Jeżeli więc nie zwykła polityczna naiwność, to co? Odpowiedź jest prosta jak końcówka kija. Wszystko to, co obojga płci Polacy oglądali, to efekt cynicznej gry politycznej zrodzonej w głowie szeregowego posła, który w dalszym ciągu nie jest w stanie zrozumieć, czym tak naprawdę jest demokracja i dlaczego tak bardzo Polacy obojga płci za nią tak bardzo tęsknili. Poseł ów, kierowany nieskrywaną nienawiścią do Donalda Tuska, gotów jest zrobić wszystko, aby czyniąc mu wbrew, przedłużyć chociażby o kilkanaście godzin agonię swego autokratycznego panowania. W tym celu wysłał „do boju” wszystkich prawie swych poselskich pretorian, aby maksymalnie wydłużyć czas przed spodziewanym wotum zaufania dla ministrów nowego rządu, wskazanych przez Donalda Tuska. Na co liczył? Na jakiś cud? Trudno powiedzieć, ale chwytał się każdej możliwej i nadążającej się okazji.

I nagle „cud” taki się ziścił w postaci haniebnego czynu przestępczego (p)osła z Konfederacji, który użył bezprawnie gaśnicy, aby zgasić palące się w sejmowym holu chanukowe świece, narażając jednocześnie zdrowie obecnych tam ludzi, w tym dzieci. Wykorzystując to przestępstwo i – jak napisałem – wielce haniebny czyn, szeregowy poseł rzucił od razu do boju znanego z niesamowitego cynizmu i braku kultury posła, który z miejsca wniósł o przerwę w obradach, mającą trwać do dnia następnego, w którym to „bojcy” Jarosława będą mogli dokończyć swe pytania. A zostało ich bodajże 94. Cel tej prostackiej w sumie zagrywki był jasny jak słońce w południe na bezchmurnym niebie. Chodziło o to, aby nie dopuścić do zaprzysiężenia przez prezydenta na stanowisko premiera Donalda Tuska oraz wszystkich jego ministrów, a tym samym nie dopuścić do tego, aby Donald Tusk udał się do Brukseli, a w zamian niego poleciał tam Morawiecki. Prostacka ta zagrywka spaliła na panewce, kiedy Sejm odrzucił wniosek o przerwę, a Donald Tusk, po zakończeniu maratonu pytań (w sumie 7 godzin) zapowiedział, że na pytania te odpowie na piśmie. Pochwalę się, że kiedy tylko zobaczyłem, iż na mównicę wchodzi bez żadnej kartki, głośno z miejsca wyraziłem przekonanie, iż tak właśnie postąpi. I na nic zdały się pisowskie protesty, ponieważ wszystko to odbyło się zgodnie z regulaminem Sejmu, co bardzo łatwo marszałek Hołownia posłom PiS wyjaśnił. Tak więc ostatnie konwulsyjne podrygi „zwycięskiej” partii zdały się psu na budę i 13 grudnia Andrzej Duda zmuszony został przez historię i Polaków (płci obojga), zaprzysiąc Donalda Tuska jako premiera Rzeczpospolitej oraz rząd złożony z przedstawicieli wszystkich partii wchodzących w skład Koalicji 15 października.

Przyznam szczerze, że trochę mnie zaskoczył, ponieważ ton jego przemienienia miał – a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie – wyraźnie wyczuwalny koncyliacyjny charakter, co daje podstawy do ostrożnego założenia, że prezydent nie będzie takim betonem, jak życzyłby sobie tego wspominany już kilka razy szary poseł Jarosław. Podobało mi się też wystąpienie premiera Tuska, który wyraźnie (z widocznym półuśmiechem na twarzy) dał Andrzejowi Dudzie do zrozumienia, że podwalina jego rządu będzie Konstytucja RP, której przestrzeganie jest podstawowym obowiązkiem nas wszystkich, ale przede wszystkim członków rządu i Prezydenta RP. W moim przekonaniu było to wyraźne przypomnienie Andrzejowi Dudzie, że premier i jego rząd zawsze będą pamiętali o dosyć ambiwalentnym i swobodnym traktowaniu tego najwyższego aktu przez obecnego Prezydenta RP i jego środowisko polityczne. No cóż, wszystko już wiadome, a my wszyscy, znów mamy szansę żyć w normalnym demokratycznym, szanującym prawo i działającym sprawiedliwie państwie.

I na zakończenie chciałbym podzielić się pewną refleksją, jaka dopadła mnie wczoraj po tym, kiedy polscy rabini wydali swe wspólne stanowisko w sprawie haniebnego czynu posła z Konfederacji. Bardzo często wspominali o chanukowym światełku, które Braun zgasił w holu sejmowym i wówczas pomyślałem, że wielka szkoda, iż to światełko symbolizujące dobro, które zwycięża zło, Żydzi z Izraela nie zanieśli do Palestyny, gdzie dalej – w wyniku izraelskiego bombardowania – giną tysiące cywilów i gdzie dalej giną tysiące dzieci…

Janusz Bartkiewicz

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty