https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Jagodność

Z osobistym podsumowaniem wyników wyborów do polskiego parlamentu czekałem do wskazania przez Andrzeja Dudę osoby, której ma zamiar powierzyć obowiązki sformułowania nowego rządu, co winien uczynić nie tylko zgodnie z postanowieniami Konstytucji RP, ale też z poszanowaniem woli większości wyborców. Wyborców, którzy pokazali mu, kogo u steru nowej władzy widzieć nie chcą. Bo nie ma co się oszukiwać, minione już wybory miały przede wszystkim charakter plebiscytu, w którym dominującym hasłem było zawołanie „Odsunąć PiS od władzy”. Najlepiej obrazuje to 11 599 090 głosów oddanych na wszystkie partie opozycji demokratycznej, czyli 52,77% osób biorących udział w glosowaniu. Nasuwa mi się też i taka myśl, że jeżeli ktoś na wybory nie poszedł, to znaczy, że żadnym fanem Jarosława Kaczyńskiego nie był. Bo nie biorąc udziału w głosowaniu, też się swój stosunek do rządzących wyraża. Sprawa wydawała się prosta jak końcówka kija bambusowego, ale nie dla Andrzeja Dudy, który już wielokrotnie – bez cienia żenady – pokazywał, że albo treści Konstytucji RP nie rozumie, albo ma ją w miejscu, w którym plecy kończą swą szlachetną funkcję. Nie wspomnę już o poszanowaniu woli tak zwanego suwerena, na którego, przez „ostatnie osiem lat”, zarówno on jak i jego nieformalny pryncypał bez przerwy się powoływał.

I oto nagle – 7 listopada o godz. 20.00 – Andrzej Duda staje raźno przed kamerami i mikrofonami, aby ogłosić suwerenowi swe stanowcze postanowienie, że zdecydował, iż obowiązek sformułowania rządu powierza dotychczasowemu premierowi, czyli Mateuszowi Morawieckiemu, ponieważ ten zapewnił go, że jest w stanie zebrać wymaganą większość. Zdaje się, że go cynicznie okłamał, bo wszystkie partie wchodzące do nowego Sejmu zdecydowanie oświadczyły (a czyniły to od wielu tygodni), że z Mateuszem Morawickim rozmawiać nie będą. I nie koniecznie dlatego, że obciążony jest on prawomocnym orzeczeniem sądu stwierdzającym, iż jest zwykłym kłamczuchem.

Wygłaszając swoje stanowisko, Andrzej Duda znów dopuścił się cynicznego naruszenia Konstytucji RP, o której poszanowanie prosił samego pana Boga. Bo Konstytucja RP w żadnym ze swych przepisów nie stanowi, że misję stworzenia rządu prezydent powierza komukolwiek z partii, która uzyskała w wyborach największą ilość głosów. Myślę, że nawet absolwent podstawówki szybko się zorientuje, że liczba głosów uzyskanych w wyborach nie jest tożsama z większością parlamentarną. Wygląda jednak na to, że Andrzej Duda cierpi na przypadłość zwaną fachowo dyskalkulią (zaburzenia zdolności wykonywania działań arytmetycznych) i nawet żona nauczycielka nie jest w stanie mu dopomóc. A może nawet jej nie uwierzył, że kiedy mu wyjaśniała, iż 194 to zawsze (nawet do góry nogami) jest mniejsze od 248. Jednak przypadłość ta (chociaż – jak widać – uciążliwa nie tylko dla niego) to pikuś wobec złamania art. 154 Konstytucji RP, który stanowi, że powierzenie misji stworzenia rządu może nastąpić w ciągu 14 dni od pierwszego posiedzenia Sejmu, które – jak wiadomo – tenże sam Andrzej Duda wyznaczył na 13 listopada 2023 r. Ale takimi drobiazgami jak Konstytucja RP Andrzej Duda, od dnia pierwszego ślubowania (8 lat temu), głowy sobie nie zawraca. Bo i po co? Przecież i tak o wszystkim decyduje jego polityczny szef, który – nota bene – tak go lekceważy, że nawet na rozmowy z szefami wszystkich partii politycznych nie zechciał się osobiście stawić. No cóż, c’est la vie!

Dla tych, którzy już się cieszą, że Morawiecki będzie tworzył rząd, mam smutną wiadomość. Ta zagrywka Andrzejowi Dudzie i jego pryncypałowi się nie uda, bo – tak jak powiedział 6 listopada 2023 r. w hali na wrocławskim osiedlu Jagodno Donald Tusk – „ich już nie ma”. Jeszcze trochę Polsce i Polakom będą szkodzić, jeszcze zyskają trochę czasu na kolejne skoki na państwową (czyli naszą) kasę, jeszcze się trochę obłowią i jakieś pieniądze swojakom rozdadzą, ale faktycznie ich już nie ma. Wytrzymaliśmy 8 lat, to i te kilka tygodni wytrzymamy, aby później rozliczyć wszystkich tych, którzy dopuścili się bezczelnego łamania prawa, krycia przestępców, tworzenia warunków umożliwiających popełnianie najprzeróżniejszych przekrętów oraz nabijania kasy członkom rodziny i „znajomym królika” albo innym „córkom leśniczego”. Rozliczeni zostaną także ci, którzy – jak ostatnio powiedział Marcin Horała – „kradli zgodnie z procedurami”. Zdaję sobie sprawę z tego, że wypowiedź ta była zwykłym lapsusem, podobnym do niedawnego stwierdzenia Mateusza Morawieckiego, że „rząd PiS jest największym zagrożeniem dla Polski”, ale najbardziej znamienne w ich przypadkach jest to, że w znakomity, aczkolwiek w niezamierzony sposób oddają istniejącą rzeczywistość pisowskich rządów.

A kiedy rządzić zacznie faktyczna większość parlamentarna (bo na tym polega demokracja, panie Andrzeju Duda) na 100% rozpocznie się rzucanie jej kłód pod nogi i wpychanie kija w szprychy, aby tylko Polakom pokazywać, że rządząca koalicja demokratyczna nie jest w stanie wypełnić obietnic składanych w kampanii wyborczej. Ale spokojnie. Koalicja ta będzie rządzić przez 4 lata, a Andrzej Duda będzie jej mógł szkodzić jeszcze tylko przez niespełna dwa lata. I im bardziej będzie szkodził, tym większe szanse na wygranie przyszłych wyborów prezydenckich będzie miał np. Rafał Trzaskowski, a kiedy już je wygra, to będzie miał jeszcze dwa lata (i następne cztery), aby pomóc rządzącym wprowadzić w życie wszystko to, co im Andrzej Duda uniemożliwiał i złożone obietnice wyborcze spełnić. Nie od razu Rzym zbudowano i dlatego – mimo tych kłód, rodzącego się niekiedy zniechęcenia lub poczucia zawodu – musimy pamiętać, że wszyscy głosujący za demokratycznymi zmianami jesteśmy z Jagodna i każdy z nas swą Jagodność w sobie ma.

Janusz Bartkiewicz

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty