https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Przełomu nie ma

W poprzednim felietonie, który optymistycznie zatytułowałem „Coś na rzeczy jest”, wyraziłem przekonanie, że w plotce, która zaczęła po Kotlinie Kłodzkiej krążyć, musi tkwić jakieś ziarno prawdy, a więc istnieje szansa na procesowe ustalenie, kto w 1997 r. dopuścił się zbrodni zabójstwa na Annie Kembrowskiej i Robercie Odżga na Narożniku w Górach Stołowych. Wskazywały na to nie tylko nieoficjalne informacje, jakie zaczęły do mnie z tamtego terenu lawinowo napływać, ale także charakter czynności podejmowanych przez krakowskich policjantów. Już sam fakt, że do Kudowy Zdroju przyjechała krakowska ekipa policyjna, która podjęła czynności określone w kodeksie postępowania karnego, wskazywał, że zostały one podjęte za wiedzą Prokuratury Krajowej Oddział Zamiejscowy w Krakowie. Przypomnę, że wszystko to dotyczyło jednego z mieszkańców Kudowy Zdroju, który został tymczasowo aresztowany na wniosek Prokuratury Okręgowej w Świdnicy w związku z tym, że dostarczył broń palną (nielegalnie zresztą posiadaną) dwóm kobietom, podejrzanym o dokonanie zabójstwa małżeństwa S. w Kudowie. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, więc wydawało mi się czymś naturalnym, że w przypadku, kiedy „jej” podejrzany przyznaje się do zabójstwa popełnionego na obszarze jej terytorialnej właściwości, na dodatek dotyczącego zabójstwa studentów, to siłą rzeczy, Prokuratura Krajowa Wydział Zamiejscowy w Krakowie, winna sprawę tę z tzw. automatu zwrócić do Świdnicy.

Przypomnę, że od lat umorzone śledztwo w tej sprawie, było bodajże od 2008 objęte działaniami tzw. Archiwum X w Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, nadzorowanymi zresztą, o ile mi wiadomo, przez prokuratora Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Tomasza Orepuka. Niestety, wrocławskim policjantom z KWP nie udało się złamać „oporu materii” i w 2019 roku śledztwo to przejął Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie, przy czym jego prowadzanie, w ramach określonych w k.p.k., powierzył wydziałowi kryminalnemu KWP w tym mieście. W 2020 roku gruchnęła wieść, że kłodzcy i wrocławscy policjanci, 29 czerwca tegoż roku, po rozbici grupy przestępczej z Trzebieszowic, zabezpieczyli – oprócz narkotyków – trzy tysiące sztuk amunicji oraz 39 sztuk nielegalnie posiadanej broni palnej, wśród której znajdował się pistolet użyty w zabójstwie na Narożniku w 1997 r. Prokuratura zaprzeczyła tym rewelacjom, a fakt, że nikomu z zatrzymanych nie postawiono zarzutu dotyczącego zabójstwa na Narożniku, pośrednio dowodzi, że raczej niczego nie ukrywała. Bo i po co? Natomiast, w Łężycach, Złotnie i Radkowie pojawili się policjanci z Krakowa, którzy szukali czegoś również na Narożniku i okolicy, posługując się georadarem, a ponadto nurkowali w stawach w Złotnie i Kudowie oraz przesłuchiwali kilka osób, przy czym u niektórych przeprowadzono przeszukania. Te przesłuchania i przeszukania wzbudziły nie tylko moje zdziwienie. Rozumiem, kopanie, nurkowanie itp. ale prawdę mówiąc śmieszy mnie przesłuchiwanie kogokolwiek po ćwierć wieku od wydarzenia, bo wydaje mi się, że każdy prokurator i policjant winien się orientować, jaką wagę mają takie przesłuchania. Wystarczy przeczytać kilka fachowych książek, aby sobie to darować. Albo mieć po prostu wiedzę o tym, że po tylu latach ludzie opowiadają nie o tym, czego faktycznie byli świadkami, ale o tym, czego następnie dowiedzieli się z prasy, telewizji, radia, Internetu, albo w rozmowie z sąsiadami.

Minęły dwa lata, a w sprawie w dalszym ciągu zalegała cisza. Zdawało mi się, że może coś się ruszy po informacji, jaką podczas osobistej rozmowy telefonicznej oraz w mailu przekazałem w kwietniu miłej policjantce z Wydziału Kryminalnego KWP w Krakowie. Chodziło o to, że na jednym z portali internetowych pojawiła się oferta sprzedaży aparatu fotograficznego takiej samej marki i numerze fabrycznym, jak aparat Anny Kembrowskiej. I – co najważniejsze – moi młodzi „pomocnicy” szybko ustalili bardzo dokładne dane, pozwalające oferenta aparatu namierzyć. Minął miesiąc i cisza. A ponieważ pani policjantka obiecała, że da mi znać, gdyby informacja się potwierdziła, uznałem, że – niestety – jest to kolejna „pucha”, jak kiedyś mawialiśmy o nie udanym jakimś naszym przedsięwzięciu. Dlatego też bez specjalnych emocji przyjąłem wieści o tym, że Dariusz Z. z Kudowy przyznał się do zabójstwa studentów, wskazał miejsce ukrycia broni, z której strzelał do studentów, a także, że podczas przeszukania po ujawnieniu zwłok małżeństwa S. w jego mieszkaniu znaleziono nie tylko aparat fotograficzny, ale też i fotografie zwłok Anny i Roberta, „jakich policjanci dotychczas nie widzieli”. Skontaktowałem się jednak z prokuratorem Tomaszem Orepukiem, który tych rewelacji nie potwierdził. Przyjąłem to do wiadomości, ale też przecież dobrze wiedziałem, że nie jest on rzecznikiem prasowym krakowskiego Zamiejscowego Wydziału Prokuratury Krajowej, więc nie może informować o czymś, co nie leży w jego gestii. Dzięki temu jakiś umiarkowany optymizm jeszcze się we mnie tlił. Tym bardziej, że w Kudowie znów pojawili się (w sporej liczbie) krakowscy policjanci, którzy ponownie przeszukali dom Dariusza Z., kopali w ogródku oraz ponownie szukali czegoś w obrębie nieruchomości będących własnością przebywającego w areszcie „kolekcjonera broni” z Trzebieszowic. Ponadto przy pomocy straży pożarnej oraz pracowników asenizacji miejscowych wodociągów, wypompowali całą zawartość przydomowego szamba Dariusza Z., a także nocą, przy pomocy specjalistycznych urządzeń, sprawdzali mieszkanie małżeństwa S., tak jakby szukali w nim dowodów świadczących o tym, że to on dokonał zabójstwa studentów. Wiążę to z „Narożnikiem” ponieważ w zasadzie czynności tego rodzaju były w kompetencji świdnickiej prokuratury. Pytanie tylko, czy 25 lat temu Dariusz Z. był właścicielem lub lokatorem tego mieszkania? Może był. Nie wiem, ale jeżeli nie, to czynność ta była zupełnie pozbawiona sensu. Tak jak ta sprzed kilku lat, kiedy dokonano ekshumacji zwłok Anny i Roberta, aby pobrać próbki ich DNA. A przecież DNA ofiar pobiera się po to, aby można było je porównać z DNA zabezpieczonym na przedmiotach będących własnością studentów, a ujawnionych po latach u osoby (osób) podejrzewanych. Kolejność więc powinna być taka, że najpierw trzeba takie przedmioty zabezpieczyć, a następnie przeprowadzić ekshumację zwłok, aby niepotrzebnie nie ranić niczyich uczuć. No i zastanawiam się, co ze śladami biologicznymi ofiar, jakie (choć nieliczne) udało się nam zabezpieczyć. Czyżby już ich nie było?

Natomiast na pytanie: dlaczego krakowscy policjanci szukający sprawców zabójstwa na Narożniku, poszukiwali dowodów w mieszkaniu ofiar zabójstwa w Kudowie – znalazłem odpowiedź. Bo być może krakowska prokuratura przejęła również i to śledztwo (co zlecić może Prokurator Krajowy), bo chociaż nic nie wskazuje, że w „sprawie Narożnika” osiągnięto jakiś sukces, to po połączeniu śledztw, będzie można mówić o sukcesie w 50%. Zawsze jest to lepsze niż nic. Oczywiście wyzłośliwiam się, ponieważ nie wiem dlaczego Prokuratura Krajowa w sprawie Dariusza Z. nabrała wody w usta. Przecież chodzi o sprawę, która od 25 lat prawie na stałe zadomowiła się w obiegu medialnym, można by więc powiedzieć „tak” albo „nie” i to by na razie wszystkim wystarczyło. Wszystko więc wskazuje na to, że chyba wrócę do dokończenia książki, poświęconej tragedii na Narożniku, co chwilowo zawiesiłem zakładając, że śledztwo nareszcie zbliża się do pozytywnego zakończenia. Bo przecież o sprawie, która przestała być tajemnicą, mało kto będzie chciał czytać. Ale wydaje się, że ta ponura tajemnica nad szczytem Narożnika będzie wisiała tak długo, aż tylko jakiś szczęśliwy traf pozwoli ją policjantom rozwiązać. I w zasadzie już tylko na to liczę, ponieważ przełomu nie ma, ale nadzieja umiera ostatnia.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w artykule nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA