https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Hej szable w dłoń

Kiedy czytacie ten tekst, na Ukrainie zapewne trwają już rosyjskie naloty lotnictwa i ostrzał rakietowy, a także ciężkie walki naziemne… Proszę to zdanie uznać za moją nieskrywaną ironię, bo chociaż felieton ten piszę, kiedy jeszcze na wschodzie milczą „działa”, to jestem w 100% pewien, że milczeć będą nadal. Milczeć będą, ponieważ Rosja (czytaj Putin) nie ma żadnego interesu, aby na Ukrainę napadać, ponieważ jest to państwo gospodarczo tak słabiutkie, że śmiało można ją umieścić w grupie najuboższych państw Europy. Rosja, która również boryka z wieloma problemami gospodarczymi, nie ma żadnego interesu, aby na swoje utrzymanie brać kolejny „garb”, który jedynie może się przyczynić do pogłębienia jej trudności zarówno ekonomicznych, jak i politycznych. Na dodatek Ukraina nie ma liczących się lub najbardziej poszukiwanych surowców mineralnych, które by w Rosji nie występowały. Więc po co miałaby na Ukrainę napadać?

Jedynym celem działań podjętych przez prezydenta Rosji, jest wymuszenie na państwach tzw. Zachodu, poszanowania poczucia jej bezpieczeństwa i bezpieczeństwa jej obywateli. A bezpieczeństwo to zagrożone jest postępującą na wschód ekspansją NATO (czytaj Stanów Zjednoczonych), mającą na celu okrążenie Rosji siecią swoich baz wojskowych, co znacznie ograniczałoby jej zdolności obronne. Uważam, że każde państwo ma prawo do dążenia zabezpieczenia własnego bezpieczeństwa, tak samo jak każde inne (demokratyczne) państwo nie ma prawa do celowego tworzenia sytuacji, które takie zagrożenie może wywoływać. Rosja praktycznie nikomu nie zagraża, zwłaszcza Stanom Zjednoczonym, czego wyrazem może być np. fakt, że nie posiada swych wojskowych baz na terenach innych państwa świata, a te, które funkcjonują na obszarach byłych azjatyckich republik radzieckich, można policzyć na palcach jednej ręki. W odróżnieniu od niej amerykańskie bazy wojskowe znajdują się na terenach 57 państw, przez co oplatają cały glob, zapewniając Waszyngtonowi wpływ na światową politykę. Stany Zjednoczone, po rozpadzie ZSRR i Układu Warszawskiego, same sobie przyznały status globalnego żandarma i pod pozorem dążenia do utrzymania światowego pokoju, dbają jedynie o to, aby mogły zabezpieczyć własne interesy ekonomiczne.

Aby nie być gołosłownym, powołam się na jedną z wypowiedzi nowego prezydenta USA Joe Bidena, który w swym inauguracyjnym wystąpieniu potwierdził, że strefy wpływów USA znajdują się na całej kuli ziemskiej i będę chronione z wykorzystaniem wszystkich środków będących w jego dyspozycji. Nie muszę chyba przypominać nikomu, o jakie środki i możliwości ich zastosowania chodzi. Stany Zjednoczone chcą odgrywać rolę światowego hegemona, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że takie samo prawa do chronienia własnych interesów (stref wpływów) ma każde inne państwo na świecie, a więc i Rosja, która przez znawców tematu uznawana jest za piątą potęgę świata. Nie wspomnę już o Chinach, które stają się (lub nawet już się stały) potęgą większą niż Stany Zjednoczone i bliżej im obecnie do Rosji, z którą zacieśniają coraz bardziej gospodarcze, polityczne i wojskowe więzi. A wszystko przez amerykańskie dążenie do roli światowego hegemona.

Z prawem do własnych interesów jest tak jak z demokracją, której podstawową zasadą jest to, że granice rządów jednych nie mogą naruszać granic wolności i praw innych. Niestety, Stany Zjednoczone wyrosły z agresji i narzucania siłą innym swojej woli, na ludobójstwie i niewolnictwie, na całkowitym braku poszanowania podstawowych zasad demokracji, chociaż chwalą się swoją demokratyczną konstytucją, uchwaloną i obowiązująca prawie bez zmian od 4 marca 1789 roku. Obowiązywała ona więc w czasie, kiedy amerykańscy żołdacy dopuszczali się ludobójstwa, mordując na masową skalę liczne narody rdzennych mieszkańców tego kontynentu. Obowiązywała w czasie, kiedy amerykańska gospodarka rolna opierała się na niewolnictwie, nawet wówczas, kiedy inne państwa stosujące ten haniebny system, znosiły niewolnictwo jako coś niegodnego ludzkiej istoty. Wspomnę przy okazji, że Rosja niewolnictwo chłopa zniosła w 1861 roku, a w Stanach Zjednoczonych w latach 1861–1865 trwała wojna w obronie prawa właścicieli plantacji bawełny do posiadania „ludzkiego bydła”, czyli niewolników. Ta genetyczna amerykańska agresywna skaza objawia się obecnie w sposób cyniczny i brutalny, poprzez rozpętanie medialnej histerii wojennej, poprzez nieustanne oskarżanie Rosji, że zgromadziła na granicy z Ukrainą masę wojska, co USA interpretują jako przygotowanie zbrojnej agresji na to państwo. W Polsce maszynką do nakręcania tej histerii, tubą propagandy wojennej jest amerykańska stacja TVN24, która od tygodni emituje informacje, jak w czasach zimnej wojny emitowały rozgłośnie Radio Wolna Europa i Głos Ameryki, finansowane i sterowane przez CIA. Najbardziej mnie dziwi i zaskakuje to, że tej histerii uległy wszystkie polskie formacje polityczne, które jednym głosem wieszczą zgoła kłamliwe twierdzenie, że najpierw była Gruzja, później Ukraina, a po Litwie, Łotwie i Estonii, przyjdzie czas na Polskę. I niestety znaczna cześć polskiego społeczeństwa w tą kłamliwą propagandę wierzy, a niektórzy polscy generałowie (zwłaszcza ci, którzy brali udział w agresji na Irak i Afganistan), aż się ślinią obleśnie na myśl, że oto wreszcie okrzyk „hajda na koń, szable w dłoń” może się im ziścić. A tak naprawdę nie ma żadnego zagrożenia.

Stany Zjednoczone nakręcają spiralę wojenną, bo umożliwia to amerykańskim koncernom wojskowym na rozwinięcie produkcji zbrojeniowej oraz pomnożenie i tak krociowych zysków, uzyskiwanych z handlu bronią, a ponadto dzięki temu mogą osiągnąć swój główny cel. A celem tym jest wyeliminowanie Rosji ze światowego systemu gospodarczego, a przede wszystkim z handlu gazem, który staje się obecnie bardzo cennym towarem. Prezydent Biden powiedział o tym bez ogródek, grożąc Putinowi, że jeżeli choć jeden jego żołnierz przekroczy ukraińską granicę, to on doprowadzi do zniszczenia gazociągu Nord Stream 1 i 2, obiecując jednoczeniu Unii Europejskiej, że w zamian za gaz rosyjski Stany Zjednoczone sprzedadzą jej swój, który dostarczą do Europy pływającymi cysternami. Nie powiedział jedynie za ile, ale każdy sobie może to sam wyliczyć. I na pewno taniej nie będzie, bo Stany Zjednoczone nie mają przyjaciół, a jedynie interesy ekonomiczne, co jest oczkiem w głowie każdego prezydenta. I nikomu prezentów robić nie zamierzają. Wmawia się Polakom, że gazociągi to rosyjska broń, która ma rzucić Europę na kolana i nałożyć jej jarzmo. I jakoś nikt nie bierze pod uwagę niezwykle prostego faktu, że Rosja nikomu na siłę nie narzuca dostaw swego gazu, bo jest on potrzebny każdemu, kto odchodzi od nieekologicznych systemów energetycznych. To Niemcy, którzy zlikwidowali górnictwo węgla i zamykają swe elektrownie atomowe, zwróciły się do Rosji o dostawy gazu poprzez zbudowanie niezbędnych gazociągów. Oba te kraje mają te same cele i mają one wymiar ekonomiczny, a nie wojenny. Dokonując agresji na Irak, Libię czy Afganistan, Stany Zjednoczone miały do zrealizowanie jeden główny cel, a mianowicie przejęcie kontroli nad tamtejszymi złożami naftowymi, co mogło być możliwe jedynie poprzez całkowitą deregulację państwowości tych krajów. Teraz chodzi im o przejęcie pełni zysków z handlu gazem, co może grozić sprokurowaniem jakiejś cynicznej prowokacji na ukraińsko-rosyjskiej granicy i oskarżyć Rosję o agresją, tak jak to było w przypadku konfliktu z Gruzją, wywołanego przez mającego bliskie związki z USA i CIA byłego prezydenta Saakaszwilego. Tak jak to było z kłamstwem CIA, mającym uzasadnić atak na Irak. Rosja Ukrainy nie zaatakuje, bo się to jej nie opłaca pod każdym względem. Rosja chce jedynie gwarancji, że amerykańskie bazy odsuną się od jej granic i aby to osiągnąć, pokazuje światu, że jest tak samo groźna jak Stany Zjednoczone.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA