https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Okiem psychologa: czy jesteśmy indywidualistami? (2)

Okiem psychologa: czy jesteśmy indywidualistami? (2)

Dowody płynące z badań wskazują, że ludzie rzadko myślą samodzielnie. Nasze indywidualne umysły mieszczą w sobie społeczną, grupową wiedzę i memy, które znalazły w nich odpowiedni grunt. Umysł ludzki nie mógł powstać w odizolowanych indywiduach, a jedynie w organizmach będących częścią środowiska społecznego. Stąd pojedynczy umysł zawsze pozostaje w relacji z innymi umysłami i dzięki temu kształtuje się, rozwija poznaje świat i doświadcza uczuć. Abyśmy stali się zrozumiali dla samych siebie i dla innych ludzi, nasze doświadczenia muszą być zgodne z utrwalonymi wzorcami kulturowymi. Dlatego przyczyn np. własnych porażek w miłości szukamy zwykle w dzieciństwie – zaburzonych relacjach z rodzicami, przeżytych traumach, a ich uświadomienie sobie i zdefiniowanie uważamy z kolei za warunek sine qua non samorozwoju (jeszcze w XIX wieku nikt tak nie myślał). Innym doskonałym przykładem zgodności osobistych poszukiwań sensu z kulturową narracją jest wyjaśnianie cierpienia w kategoriach wzrostu czy mądrości (dzięki cierpieniu stajemy się mądrzejsi, silniejsi, bardziej świadomi siebie itd.). Nie jesteśmy świadomi tego, jak bardzo ograniczona jest nasza wiedza o świecie, jak niewiele wiemy i jak bardzo, opieramy swoje życie na ogólnych schematach myślenia i narracjach charakterystycznych dla danej kultury. Mówienie „myśl po swojemu” jest w istocie skrótem myślowym. Nasze myślenie oparte jest na mechanizmach i procesach wspólnych dla wszystkich ludzi, a materiał na jakim operują nie jest wytworem indywidualnego umysłu, lecz został nam wszczepiony w toku rozwoju. Nasze przekonania są głęboko powiązane z przekonaniami innych ludzi, podzielanymi społecznie wartościami. Doskonale rozumieją to ludzie żyjący w kulturach wschodu, czyli kulturach kolektywistycznych (Japończycy, Chińczycy, Koreańczycy). Ich sposób myślenia o świecie, jak zauważa badacz różnic w myśleniu ludzi wschodu i zachodu R. Nisbet, można nazwać dialektycznym. Jego cechą charakterystyczną jest położenie nacisku na kontekst i na relacje, postrzeganie obiektów i zdarzeń jako części większej całości, zrozumienia jak działają systemy i że źródłem życia oraz wszelkich zmian są interakcje między systemami. Rozwój ludzkości i jej przewaga nad innymi gatunkami zwierząt wynika nie z naszej indywidualności, a nawet racjonalności, ale ze zdolności do wspólnego myślenia, podzielania wspólnych opowieści. Kiedy przyjrzymy się procesom umożliwiającym życie to zauważmy, że rządzi nim zasada współpracy. W ludzkim organizmie jest ok 10 razy więcej komórek bakterii, niż komórek własnych (to każe zadać pytanie o definicje jaźni, indywidualności – skoro mikroby mają wpływa na wiele procesów wewnątrz naszego organizmu, jak przemiana materii, procesy poznawcze czy doznawane nastroje). Niektóre komórki naszych ciał potrzebują do powstania włączania w swoją strukturę bakterii. Komorki współpracują ze sobą tworząc tkanki, a tkanki, by stworzyć narządy i układy. Można powiedzieć, że pojedyncze komórki „rezygnują z własnej niezależności po to, by ostatecznie uzyskać dostęp do wspólnych dóbr i zwiększyć swoje szanse na przetrwanie. Jesteśmy częścią złożonego układu i dzięki temu udaje nam się przeżyć. Oddajemy swoją całkowitą niezależność i indywidualność ale zyskujemy znacznie więcej- lepsze życie, większy dobrostan”.

Wszyscy jesteśmy zakładnikami kultury w jakiej żyjemy. I nieważne, czy jesteś mieszkańcem LA, Berlina, Mediolanu, czy Wrocławia, jesteś jej nośnikiem, egzemplifikacją, epigonem. Foucault wyznaczył nowy paradygmat myślenia o kulturze. Zerwał z upraszającym założeniem, że podmiot niezmienny zbliża się do rzeczywistości takiej samej różnie ją interpretując. Według niego, poszczególne epoki nie tyle żyły w rożnych koncepcjach świata, lecz w różnych światach, a pomiędzy nimi nie ma ciągłości, lecz nieustający pochód kryzysów i pęknięć. Człowiek nie mówi językiem i używa go do poznania świata, lecz to języki mówią nami. Skądinąd jest to stanowisko zgodne z tzw. hipotezą Sapira-Whorfa, mówiącą o tym, że język, będący tworem społecznym, jako system, w którym wychowujemy się i myślimy od dzieciństwa, kształtuje nasz sposób postrzegania otaczającego świata. Ludzie mówiący tym samym językiem myślą podobnie.

Socjolożka E. Illouz twierdzi, że nasze aspiracje i doświadczenia mieszczą w sobie treści natury społecznej i kolektywnej. To nowoczesność wyodrębniła i zaakcentowała indywidualność i atrybuty jednostki w tworzeniu własnego losu. Stąd, twierdzi badaczka, ludzie są do siebie bardziej podobni niż się nam zdaje. W tym punkcie dotykamy sedna problemu związanego z indywidualizmem. Nasze poczucie unikatowości jest efektem podzielanej społecznie kulturowej narracji, a nie wynikiem faktycznych, wyraźnych różnic miedzy ludźmi. „Chociaż możemy wierzyć, że jesteśmy naprawdę wyjątkowi, a nasze postrzeganie świata różni się od innych, może być przydatne uświadomienie sobie, że miliardy innych ludzi mają podobne postrzeganie swojej wyjątkowości.” (The Evolution of our Ego Consciousness – Anneloes Smitsman).

Na koniec pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia dotycząca tego, jak myślenie kategoriami i pojęciami współczesnego indywidualizmu (jestem wyjątkowy, niezależny od innych, charakteryzuje mnie pewna istota, esencja, zwana osobowością) wpływa na losy poszczególnych jednostek, na ich dobrostan i relacje z innymi ludźmi. Cofając się na chwilę do przeszłości zauważamy, że przynależność do jakiejś wspólnoty powodowała, iż człowiek przyjmował z góry ustalony zestaw ról społecznych, szczegółowych zasad zachowania, kryteriów oceny własnego postępowania i odróżnienia tego co dobre od tego, co złe. Czyli zostawał wyposażony w pełen zestaw jasnych i nie podlegających dyskusji właściwości. Jego charakter (indywidualność) uwidaczniał się właśnie w respektowaniu i trzymaniu się owych właściwości, życia zgodnie z nimi. Na takim człowieku można było polegać, można mu było zaufać, bowiem to stałość i wierność swoim zasadom i postawom była wartością, nie zaś zmienność. W świecie indywidualizmu ludzie stawiają siebie w opozycji do tego co na zewnątrz, do wzorów i stylów życia, co powoduje, że cały ciężar kształtowania własnego losu spoczywa w rękach pojedynczej jednostki, w jej umyśle – wolnym, nie mającym (jak się sądzi), niemal żadnych ograniczeń, poza własnymi lękami, oportunizmem i konformizmem, które dla własnego dobra i szczęścia trzeba przezwyciężyć. Jednocześnie współczesność, jak zauważa A. Giddens, stawia przed człowiekiem wiele różnorodnych możliwości, nie udzielając przy tym żadnych jasnych wskazówek, które z nich wybrać. Jedynym, naprawdę wartym uwagi imperatywem wewnętrznym stał się imperatyw „bycia sobą” (tożsamym z „byciem innym” niż pozostali członkowie społeczności). To życiowe zadanie bycia sobą, które współczesna liberalna kultura zdaje się stawiać jednostkom, obliguje do poszukiwania swojego autentycznego ja. Poszukiwanie prawdziwego i autentycznego ja, tego Świętego Grala kultury narcyzmu, ostatecznie kończy się rozmyciem własnej tożsamości w wielości oferowanych przez rzeczywistość opcji. Rozciągnięty w nieskończoność proces realizacji najlepszej wersji siebie osłabia zaangażowanie w konkretne sfery życia. Bowiem – jak zauważa E. Illouz – zaangażowanie wiąże się z rezygnacją z dalszych poszukiwań, optymalizacji własnych szans Jak twierdzi psycholog T. Maruszewski, strategia maksymalizacji i doskonalenia siebie dawniej były zbyt kosztowne i nieopłacalne. W końcu czas przeznaczony na samodoskonalenie jest ograniczony i zaczyna go nam brakować na inne ważne działania, choćby na żywe kontakty z ludźmi, z własną rodziną i przyjaciółmi.

Taka sytuacja rodzi wiele frustracji, wzbudza rosnącą niepewność, tak charakterystyczną dla współczesności. Uciekając przed niepokojem, ostatecznie wolimy zrezygnować z własnej indywidualności, pozostać człowiekiem bez właściwości i bezrefleksyjnie poddać się najbardziej powszechnym i popularnym w danej kulturze narracjom. Jak twierdzi filozof polityki John Gray, „na tym polega dziś problem wyborów tożsamościowych. Rządzą trendy, nie myśli” (a brak właściwości sprzyja rozprzestrzenianiu się trendów). Nawet współczesny liberalizm zastąpił wolność myślenia wolnością niemyślenia. Z. Bauman z kolei pisze w „Sztuce życia”: prawdziwą nowością są wysiłki pozbycia się ja i zapewnienia sobie tożsamości na zamówienie a także przekonanie, że wysiłki owe mogą się powieść. Tożsamość, będąca niegdyś projektem na całe życie, zmienia się dziś w znamię chwili. Idąc tym tropem można zaryzykować twierdzenie, że współczesny liberalizm uwolnił nas od ciężaru właściwościowi, pozostawiając pustą przestrzeń, którą można wypełnić dowolną treścią. A ponieważ człowiek nie lubi wysiłku umysłowego, owa wolność powoduje, że wypełnia ją tym, co tuż obok. W ten oto sposób nakaz indywidualizmu przeradza się w swoje przeciwieństwo – staje się wezwaniem do porzucenia wysiłku, redukcji napięć i poddaniu temu, co najbardziej przystępne (np. obecne w mediach), podzielane społecznie i zgodne z dominującymi trendami. Bycie sobą okazuje się ostatecznie synonimem „bycia jak wszyscy”.

Marek Aureliusz uznawał indywidualny charakter za najlepszy azyl poszukiwania szczęścia, zaś jego istotę można było poznać przede wszystkim przez rozpoznanie własnych słabości, ograniczeń, jakie nakłada na nas natura, a także dzięki pielęgnowanie uniwersalnych cnót – umiarkowania, sprawiedliwości i mądrości. Droga do prawdziwej niezależności i indywidualności miała wieść nie przez samorealizację, szukanie swojej najlepszej wersji samego siebie, lecz przez pokorę i świadomość własnej ignorancji, dostrzeżenia, że jesteśmy częścią większej całości – świata innych ludzi, natury i wszechświata, a nie odizolowanymi od siebie atomami. Przyznanie i docenienie wspólnego charakteru wiedzy powinno nam przy tym pomóc uświadomić sobie własne uprzedzenia oraz realistycznie spojrzeć na to, co określa nasze przekonania i wartości. Jesteśmy na tyle indywidualistami, na ile przyznajemy się do podobieństwa do innych ludzi. Świadomość podobieństwa do innych może nam pomóc w uwolnieniu się od dręczącej samotności, pogłębić więzi z innymi, ułatwić dostrzeżenie w „innym” nie konkurenta czy wroga, lecz współtowarzysza w drodze przez życie, w walce o sens.

Marek Gawroń

Od redakcji: autor jest psychologiem – terapeutą, coachem, ekspertem w wielu krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz rozwojowych. Publikował w czasopismach naukowych z zakresu psychologii emocji, empatii i relacji terapeutycznych. Prowadzi prywatny gabinet. Kontakt: margaw@op.pl.

Część pierwsza dostępna jest tutaj:

REKLAMA

REKLAMA