https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Na Berdyczów

Na Berdyczów

W ubiegłym tygodniu pisałem o przypadkach napaści na lekarzy i ratowników medycznych z grupy „Medycy na granicy” jak i innych obywateli RP, dokonywanych przez funkcjonariuszy Straży Granicznej i niezidentyfikowanych osobników ubranych w mundury Wojska Polskiego i poruszających się samochodem z wojskowymi tablicami rejestracyjnymi. Odnosząc się do opisanych przypadków, MON jednoznacznie zaprzeczyło, aby cokolwiek z tym wspólnego mieli polscy żołnierze, natomiast Straż Graniczna, ustami swej podlaskiej rzeczniczki przyznała, że ci zamaskowani kominiarkami z trupimi czaszkami cywile z bronią, to w istocie funkcjonariusze operacyjni, którzy w sposób niejawny wspierają oficjalne działania SG na tym terenie. Jak nieoficjalnie ustalili niektórzy niezależni dziennikarze, mogą nimi być funkcjonariusze Wydziału Operacyjno-Śledczego Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. Kompetencje funkcjonariuszy tej formacji określają szczegółowo art. 1 i 11 Ustawa o Straży Granicznej i absolutnie nie wynika z nich, aby jakikolwiek nieumundurowany funkcjonariusz (lub grupa funkcjonariuszy) mógł zatrzymywać i traktować ludzi w sposób opisany przez napadniętych. W opisywanym szeroko w mediach przypadku, funkcjonariusze ci dopuścili się zwykłego przestępstwa przekroczenia uprawnień, naruszenia wolności osobistej i nietykalności cielesnej obywateli oraz stosowania groźby karalnej. W normalnym, praworządnym państwie, w stosunku do takich osób zostałoby z miejsca wszczęte postępowanie dyscyplinarne i karne, a sąd nie miałby wątpliwości co do winy i rodzaju wymierzonej kary. Powtórzę, że w normalnym i praworządnym państwie… Postępująca od lat deformacja polskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości spowodowała jednakże, że obywatel, który stał się obiektem bezprawnego ataku funkcjonariusza publicznego (państwowego), jest zupełnie bezradny, a swoje żale może kierować się do przysłowiowego Berdyczowa. Bo nawet jeżeli złoży stosowne zawiadomienie do prokuratury, to spotka się z oczywistą odmową wszczęcia postępowania lub – przy optymistycznym założeniu – że postępowanie zostanie wszczęte, jego szybkie umorzeni z tego powodu, iż z różnych (niezawinionych przez siebie) przyczyn nie był w stanie podać personaliów osób, którzy potraktowały go jak zbójcy czyhający „po lasach i gościńcach”. Nie będzie znał ich personaliów chociażby z tego powodu, że owi „zbójcy” byli uprzejmi poinformować, iż są z „tajnej grupy i nie będą się legitymować”. Można śmiało stawić euro przeciwko orzechom, że ani policja, ani prokuratura nie będą w stanie ustalić kim owi zbójcy byli, a szefostwo Wydziału Operacyjno-Śledczego Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej stwierdzi, że to faktycznie jacyś zbójcy grasują, bo ich obowiązuje treść art. 9 wspomnianej ustawy, który stanowi, że funkcjonariusze SG w toku wykonywania czynności służbowych, mają obowiązek respektowania godności oraz przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela. A więc co to, to nie. To nie oni, bo tak mówi przepis.

I jeszcze kurz nie opadł po zadymie w okolicach Narewki, a już media doniosły o nowym wyczynie polskich wojaków, bo od początku wiadomo, że o dzielnych wojaków stojących na straży granic naszej ojczyzny, tym razem chodzi. Otóż zdarzyło się, że 16 listopada grupa umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy Wojska Polskiego dokonała bezprawnego zatrzymania, przebywających poza strefą stanu wyjątkowego w miejscowości Wiejki koło sławnego już Michałowa, trzech dziennikarzy, którzy na tym terenie mieli prawo przebywać i wykonywać swoje dziennikarskie obowiązki. Polskie przepisy nie wymagają od dziennikarzy, aby nosili jakieś szczególnie wyróżniające ich uniformy, ani też ozdabiali swe odzienie dziennikarskimi identyfikatorami, które tylko w określonych prawem okolicznościach muszą okazać – na żądanie – uprawnionym funkcjonariuszom. W strefie nie objętej stanem wyjątkowym jacykolwiek żołnierze takich żądań nie mają prawa stawiać. Niestety, w obecnej Polsce wszystko się niektórym całkowicie pomieszało, przez co obywatele coraz częściej narażani są na niebezpieczeństwo uszczerbku na zdrowiu, a nawet i utraty życia. A tak być nie może, bo we własnym państwie każdy obywatel ma prawo robić to, czego mu przepisy nie zabraniają, albo co mu te przepisy nakazują i nie może mu jakiś niedouczony trep grozić bronią, naruszać jego wolności osobistej, grzebać w osobistych bądź służbowych rzeczach, naruszając m.in. tajemnicę dziennikarską. Do zdarzenia na konferencji prasowej (oglądałem) odniósł się Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Tomasz Piątkowski, który – w mojej prywatnej ocenie – opowiadał straszne banialuki, niegodne honoru oficera Wojska Polskiego. Bajdurzył więc o jakichś podejrzanych typach w białych maskach na twarzy i ciemnych kurtkach, a na dodatek jeden z nich – o zgrozo – miał czarną brodę, no i żaden z nich nie miał jakichkolwiek oznaczeń, ale za to posiadali „jakiś sprzęt optyczny”. Jak widać, dla pana generała i jego podwładnych, każdy obywatel w maseczce antywirusowej i z aparatem fotograficznym, brodaty, a na dodatek w ciemnej kurtce, to niechybnie groźny terrorysta albo przynajmniej „ruski” szpieg, którego można potraktować jak przysłowiową szmatę. I jeszcze tenże generał raczył oświadczyć, że jeżeli „(…) ktoś w tej chwili mówi, że został poturbowany, że został pobity, absolutnie do niczego takiego nie doszło. Nikt nikogo nie uderzył, nikt nikomu nie ubliżał, nikt nikogo nie szarpał. Tak wyglądała sytuacja i jest to udowodnione przez żołnierzy, których meldunki otrzymałem i z notatki policyjnej, która to policja tam dojechała wezwana przez naszych żołnierzy (…)”. Jednakże pecha okrutnego ma, bo dziennikarze rozmowy z wojakami nagrali i dzięki temu każdy, kto je usłyszał, może sobie wyrobić własne zdanie na temat prawdomówności i nienachalnego intelektu owego wysokiego stopnia oficera formacji, na sztandarach której widnieją słowa mówiące między innymi o honorze, nie wspominając Boga, który za kłamstwo dziateczki swe rózgami karać karze. Bo na nagraniu słychać niezwyczajnie wulgarny język szwejów oraz chamskie odnoszenie się do nielegalnie zatrzymanych dziennikarzy, przebywających – powtórzę – poza strefą objętą stanem wyjątkowym. Żołnierze ci – w mojej ocenie – dopuścili się nie tylko przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej, nielegalnego pozbawienia wolności, naruszenia godności osobistej i naruszenia tajemnicy dziennikarskiej, a także nielegalnego przeszukania rzeczy i samochodu, ale też splamienia polskiego munduru, który – dla rządzących hurra-patriotów – ma ponoć wielkie znaczenie. Niestety, osobnicy w polskich mundurach, którzy dopuścili się wyżej wskazanych czynów, naruszających przepisy karne, nie poniosą żadnej odpowiedzialności służbowej, albowiem najwyższy ich przełożony (mówiąc po wojskowemu najczystszej krwi „cywil banda”) pochwalił ich zachowanie i – jak sam powiedział – „nagrodził” ich swym poparciem i słowami uznania. Zgroza. Wprawdzie dziennikarze zapowiedzieli podjęcie stosownych kroków prawnych, ale – tak jak wyżej wskazałem – nie wróżę im powodzenia, ponieważ przybyli na miejsce policjanci, mimo wyraźnego zgłoszenia takiego żądania, nie podjęli próby ustalenia tożsamości napastników, ograniczając się do poinformowania o możliwości złożenia w tej sprawie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. A bez podania personaliów napastników, skargi ich i tak trafią „na Berdyczów”, czyli najważniejszy obecnie w Polsce urząd.

PS. Pragnę na wszelki wypadek zaznaczyć, że według Słownika Państwowego Wydawnictwa Naukowego określenie „trep” to środowiskowa nazwa żołnierza zawodowego. Również Wikisłownik podaje, że jest to slangowe określenie takiegoż wojaka. A więc nic obraźliwego.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA