https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Zupa Romana

Zupa Romana

Choć od wielu lat moja aktywność polityczna jest zdecydowanie mniejsza, to jednak działalność zawodowa i społeczna w Fundacji Zielone Wzgórze i PTTK Ziemi Wałbrzyskiej sprawia, że często spotykam się z mieszkańcami Wałbrzycha i odpowiadam na pytania dotyczące ważnych spraw: i tych lokalnych, wałbrzyskich, i tych krajowych, warszawskich. Podczas tych licznych rozmów, zwłaszcza w ostatnim czasie, wyczuwam obawy i troskę o przyszłość naszego regionu i kraju. Co ważne, ludzie, których spotykam, nie mówią o sytuacji na granicy z Białorusią czy o sprawach związanych z wyrokami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale za to wspominali o sytuacji związanej z kopalnią Turów, która – w najgorszym razie – może skończyć się tak jak z przemysłem wydobywczym w Wałbrzychu i okolicach, co wielu mieszkańców naszego regionu doskonale pamięta…

Jednak największym zmartwieniem moich rozmówców są galopujące ceny energii, węgla oraz stale rosnących cen we wszystkich obszarach codziennego życia. Martwią się, czy będzie ich stać na w miarę normalne i spokojne funkcjonowanie. I tu pojawiają się uwagi na temat podwyżek, które w tym roku zostały uchwalone przez Radę Miejską Wałbrzycha: opłat za przejazdy komunikacją miejską, opłat za parkowanie oraz lokalnych danin.

– Niech pan senator coś z tym zrobi! – apelują do mnie jakby zapominając, że służbę w Senacie RP zakończyłem 10 lat temu…

A sytuacja nie jest łatwa, bo: z jednej strony wspomniane podwyżki opłat lokalnych nie są obojętne dla portfeli wałbrzyszan i mieszkańców gmin powiatu wałbrzyskiego (którzy przecież dojeżdżają do Wałbrzycha do pracy, szkół, lecznicy itp.), a z drugiej strony są konieczne dla właściwego funkcjonowania miasta, o czym wiem doskonale z doświadczenia kilku lat pracy na stanowisku zastępcy prezydenta Wałbrzycha. Teraz, jako mieszkaniec tego miasta i przedsiębiorca, na własnej skórze doświadczam co miesiąc skali tych problemów i skrobie się w po głowie jak tu w terminie odprowadzić rosnący podatek od nieruchomości do gminnej kasy… Jednak przyjmuję to z pokorą i w nadziei, że moje ciężko wypracowane pieniądze będą wydane we właściwy sposób i będą służyły wałbrzyszanom. Nie będę zatem ukrywał, że zdenerwowałem się, gdy dotarła do mnie informacja, że wałbrzyscy rajcy podwyższyli sobie diety do niespotykanej do tej pory wysokości. Co dzisiaj mam powiedzieć pani kasjerce w sklepie, seniorce z emeryturą poniżej 2 tysięcy złotych po 35 latach pracy, urzędnikowi w MOPS lub w innym wydziale? Co mam powiedzieć dzisiaj organizacjom „żebrzącym” o każdy grosz na działalność charytatywną? Płacz i płać?! Wielka szkoda, że radni Rady Miejskiej Wałbrzycha nie pomyśleli o tych, którzy składają się rożnymi daninami na rzecz miasta, czyli o przedsiębiorcach… Ale nie tych z wypchanymi portfelami, tylko o tych, którzy codziennie walczą o swój byt, żeby im w tej walce o utrzymanie miejsc pracy choć trochę pomóc. Niestety nie, nie pomyśleli, choć wśród nich są także przedsiębiorcy… Ale za to nie zapomnieli o sobie, w myśl hasła „władza zawsze się wyżywi”…

Żenujące jest też tłumaczenie się „koniecznością wynikającą ze zmiany przepisów”. Przecież nigdzie nie jest zapisane, że radni muszą sobie podnosić diety (tak samo, jak nie muszą robić tego parlamentarzyści). Przepisy dają im tylko taką możliwość. Nic nie stoi na przeszkodzie, by z tego prawa – biorąc pod uwagę wszechobecną drożyznę – nie skorzystać i tym samym wykazać się solidarnością z mieszkańcami Wałbrzycha.

Roman Ludwiczuk

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA