https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Pytania retoryczne

Pytania retoryczne

I znów ilość wydarzeń, a jedno ważniejsze od drugiego. Mam więc mam mętlik w głowie i trudno mi jest wybrać temat, na którym mógłbym się skoncentrować. Chciałbym kontynuować temat „świdnickich wirusów”, co zapowiadałem w ostatnim felietonie na ten temat, ale klawiatura aż się z ochoty grzeje, aby choć na chwilę powrócić do politycznych wydarzeń ostatnich dni. A jest co komentować, bo to i filozofia, polityka, prawo do godnego życia i do życia w ogóle, aborcja, liberalizm, kultura osobista, wielkie rocznice, no i bezpieczeństwo naszych granic w kontrze do podstawowych zasad humanitaryzmu.

Nie jestem w stanie wszystkich tych tematów zamieścić w krótkim felietonie, więc ograniczę się do tego ostatniego. Zwłaszcza, że i ten w sposób oczywisty dotyczy określonych formacji mundurowych, a konkretnie Straży Granicznej, Wojska Polskiego, policji i czegoś, co jest niby wojskiem, ale tak naprawdę to „cywil banda” ubrana w mundury i wyposażona w bardzo dobrej jakości broń palną. Inne formacje mundurowe tylko im zazdroszczą jakości giwer, w jakie ich wyposażono. To o czym chcę napisać nie jest jakąkolwiek próbą naruszenia tzw. godności mundury (mój galowy policyjny do tej pory wisi w szafie), a jedynie próbą zwrócenia uwagi na pewne zdarzenia, których istnieniu nikt nie zaprzeczył, a które same w sobie są nadzwyczaj niebezpiecznie, a w zasadzie niesamowicie groźne. Zastrzeżenie to podnoszę z uwagi na to, że np. Prokuratura Okręgowa w Warszawie 8 listopada 2021 r. wszczęła dochodzenie w sprawie znieważenia przez Barbarę Kurdej-Szatan (znaną aktorkę telewizyjną, filmową i teatralną) funkcjonariuszy Straży Granicznej wykonujących czynności służbowe na granicy polsko-białoruskiej. Otóż zbulwersowana tym, co zobaczyła przy granicy z Białorusią, zareagowała bardzo emocjonalnie i użyła w stosunku do funkcjonariuszy SG słów uznawanych za obelżywe, które zresztą szybko z Internetu wycofała i przeprosiła za ich opublikowanie. Przy okazji napomknę tylko, że jeżeli dochodzenie to faktycznie dotyczy znieważenia funkcjonariuszy, to – moim zdaniem – aktorka nie musi się obawiać, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem formacji znieważyć nie można i być może chodzi tu o zniesławienie. Ale ja opieram się na treści komunikatu dla prasy, przedstawionego 9 listopada przez rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandrę Skrzyniarz, która zapewne – jako fachowiec od prawa karnego – znieważenie (art.226 k.k.) od zniesławienia (art.212 k.k.) odróżnić potrafi.

Ale ad rem, jak mawiali starożytni Rzymianie. Mnie niesamowicie zbulwersowały ostanie informacje medialne (z listopada b.r.), z których wynika, że w okolicach strefy objętej stanem wyjątkowym, dzieją się historie, jakby wycięte z durnowatych amerykańskich kryminałów, w których szeryf-kretyn z lubością podkreśla, że w jego mieście (hrabstwie) to on stanowi (i jednocześnie egzekwuje) prawo, a obywatel konstytucję i wszelakie prawa (stanowe czy federalne) może wykorzystać w najbliższym wychodku. Chodzi mi o informację (z 09.11.br.) przekazaną prasie przez grupę medyków-specjalistów, zwaną „Medycy na granicy”, dotyczącą zdarzenia, z przebiegu którego wynika, że umundurowani w polskie mundury i uzbrojeni w broń palną osobnicy (dwaj mężczyzn i kobieta), poruszających się oliwkowym volkswagenem, którego numery rejestracyjne zaczynały się od »UA» (oznaczenie pojazdów Wojska Polskiego) spuścili powietrze z opon ambulansu medycznego, jakim „Medycy na granicy” się poruszali. Miało to miejsce w czasie, kiedy grupa tychże medyków przebywała w lesie na akcji ratunkowej. Ministerstwo Obrony Narodowej zaprzeczyło, aby „żołnierze Wojska Polskiego mieli cokolwiek wspólnego z uszkodzeniem samochodu grupy Medycy na granicy. Żołnierze, zarówno żołnierze wojsk operacyjnych, jak i Wojsk Obrony Terytorialnej z dużym poświęceniem bronią bezpieczeństwa naszej granicy, za co należy im się wdzięczność i szacunek, i obecnie mają dużo poważniejsze sprawy od dementowania fake newsów w przestrzeni medialnej”. Nie mam podstaw, aby MON-owi nie wierzyć, ale ponieważ zdarzenie potwierdziła policja, nie mam podstaw, aby nie wierzyć „Medykom na granicy”, a więc nie pozostaje mi nic innego, tylko przyjąć, że w okolicy terenów objętych stanem wyjątkowym, najeżonym tysiącami funkcjonariuszy mundurowych i wojska, bezkarnie grasuje jakaś banda uzbrojonych bandytów, którzy – przebrani w polskie mundury – dopuszczają się czynów haniebnych, przy okazji narażając na szwank honor polskiego munduru, tak bardzo przez władze chronionego. Ale to nie wszystko, albowiem doktor Jakub Sieczko (koordynator inicjatywy „Medycy na granicy”) poinformował, że w nocy z 13 na 14 listopada nieznani sprawcy siekierami uszkodzili samochody należące do grupy „Medycy na granicy”, która od początku kryzysu świadczy pomoc medyczną migrantom. W prywatnych samochodach lekarzy przebito opony, potłuczono szyby oraz zniszczono karoserię, a sami lekarze zaczynają się obawiać, że celem kolejnego ataku staną się oni sami. No i na koniec informacja, którą podały: Gazeta Wyborcza, Dziennik Trybuna i stacja TVN24 (mam wiec prawo sądzić, że jest prawdziwa), dotycząca zdarzenia, jakie poza strefą objętą stanem wyjątkowym, miało miejsce 5 listopada na parkingu przy lesie koło miejscowości Narewka. Z relacji kilku osób wynika, że zostali napadnięci przez grupę nieumundurowanych ale uzbrojonych mężczyzn, którzy powalili ich na ziemię i mierzyli do nich z broni palnej. Napadnięci (podając swoje imiona i nazwiska) opowiadali, że ci zamaskowani mówili, że są z „jakiejś tajnej grupy i nie będą się legitymować”. Mężczyźni ci mieli maski, a na nich uśmiechające się trupie czaszki. Natomiast rzeczniczka Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej stwierdziła, że „te osoby są po to, żeby w sposób niejawny obserwować teren i wspierać funkcjonariuszy, którzy działają w terenie”. Jak dodała, funkcjonariusze wzięli mieszkańców za przemytników, a po tym, jak okazało się, że są obywatelami Polski, zostali wylegitymowani. Kto zatem spuścił powietrze z kół ambulansu medycznego i zniszczył prywatne samochody wspomnianych lekarzy? Czy pytanie to mogę uznać za retoryczne?

Za retoryczne uznaję też pytanie, dlaczego na pograniczu polsko-białoruskim wprowadzono stan wyjątkowy, który w głównej mierze został skierowany przeciwko dziennikarzom, których na to pogranicze władza boi się wpuścić. Także retoryczny charakter ma pytanie, dlaczego prezes Jarosław polecił uchwalenie przez pisowską większość ustawy naruszającej Konstytucję RP, która wyraźnie wskazuje kiedy i jak długo stan wyjątkowy może trwać. A także, że nie można go wprowadzać zwykłymi ustawami, ponieważ jest to kuglowanie prawem polskim i międzynarodowym. A chodzi – przypomnę – o dziennikarzy, którzy – za sprawą bezpośrednich relacji – takie bezprzykładne naruszanie przez funkcjonariuszy i żołnierzy obowiązującego prawa, mogliby z miejsca pokazywać i piętnować. Stan wyjątkowy (i jego planowany surogat) ma bowiem pokazać niesamowitą troskę prezesa Jarosława o bezpieczeństwo naszych granic i obywateli RP, przez co napędzać mu „słupki poparcia”, które zaczęły wykazywać tendencję zniżkową. I wszystko jasne… is fecit, cui prodest.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA