https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Dramat w Afganistanie

Dramat w Afganistanie

Amerykanie, po 20 latach okupacji Afganistanu, w której udział brała również Polska, podwinęli ogon pod siebie i tak jak przed laty wiali z Wietnamu, tak i teraz uciekli z tego nieprzyjaznego dla zachodnich demokracji kraju. Niektórzy się obruszą na stwierdzenie o okupacji, ponieważ celem wojskowych „misji” – jak eufemicznie okupację tę zwykło się nazywać – miało być krzewienie demokracji na zachodni wzór. No cóż, jakoś do mnie nie przemawia zaprezentowany światu sposób tego krzewienia przy pomocy karabinów, czołgów i potężnego lotnictwa bojowego. Demokrację winno się szerzyć za pomocą oświaty i nauki oraz prezentowania osiągnięć demokratycznej kultury, co oczywiste musi rodzić olbrzymie trudności w kraju takim jak Afganistan. Ale trudności są po to, aby je przełamywać. Okupacja zawsze będzie budziła odruchy obronne, o czym my, Polacy wiemy doskonale, a chęć wygonienia okupanta jest tym silniejsza, jeżeli reprezentuje on diametralnie obcą kulturę i religijne wyznanie.

Bez obrazy obywateli Afganistanu trzeba jednak powiedzieć, że jego terytorium zamieszkują górskie plemiona, które mentalnością społeczną i religijną tkwią w głębokim średniowieczu, licząc europejską miarą. Walczący z agresorem talibowie, tak jak i terroryści spod znaku Al Kaidy, mają jasno wyznaczony cel, jakim jest zwycięstwo islamu w całym świecie. Brzmi to jakoś znajomo, ponieważ pod hasłem podobnego zwycięstwa chrześcijaństwa, kilkaset lat temu mordowano okrutnie i skutecznie setki tysięcy ludzi, uznanych przez kościół za pogan i barbarzyńców. Islam jest młodszy od chrześcijaństwa o ponad 500 lat, a więc różnica w kulturowej i religijnej ewolucji społecznej jest znaczna, co widoczne jest na każdym kroku. I głównie w tej różnicy tkwi problem w krzewieniu tam demokratycznych zasad i obyczajów, które dla tych ludów są wrogie z uwagi na to, że podważają one istniejące od wieków obyczaje i zasady świata islamu określone w Koranie, świętej księdze tej religii. Amerykanie najechali Afganistan, tak jak poprzednio Irak i Libię, ponieważ uznali, że są to kraje będące rozsadnikami terroryzmu, przez co całkowicie zburzyli istniejący tam porządek, zapewniający milionom ludzi bezpieczne życie, przy okazji zabijając setki tysięcy całkiem niewinnych, cywilnych obywateli tych państwa. Ale Afganistan to górzysta kraina, przez wieki odcięta od świata i zamieszkana przez ludzi, których nikomu dotychczas nie udało się ujarzmić i tak też stało się obecnie, co spowodowała, że w 2020 roku prezydent USA Donald Trump zdecydował się na wycofanie swych wojsk, co w życie wprowadził prezydent Joe Biden.

Stany Zjednoczone i wspierające je kraje tzw. demokracji zachodniej, najechały Afganistan ścigając terrorystów, którzy 11 września 2001 roku dokonali zamachu na dwa nowojorskie wieżowce oraz Pentagon, zabijając przy tym 2973 amerykańskich obywateli. Afganistan najechali dlatego, że uznali, iż właśnie na terenie tego kraju znajdują się bazy Al Kaidy, która w tamtym czasie stała praktycznie za wszystkimi zamachami terrorystycznymi na świecie. Jednakże, jak czas pokazał, główna baza duchowego przywódcy Al Kaidy Osamy bin Ladena, znajdowała się na terenie Pakistanu, a więc de facto państwa dla USA sojuszniczego. Nikt mi nie wmówi, że pakistański wywiad o bazach Al Kaidy na terenie tego państwa nie wiedział, ale USA nie odważyła się Pakistanu zaatakować, ponieważ dysponuje on potężną zawodową armią, wyposażaną w nuklearne głowice. Amerykański prezydent musiał jednak pokazać swym amerykańskim wyborcom, że sprawcom i inspiratorom zamachu nie odpuści, więc zażądał od władz Islamskiej Republiki Afganistanu wydania bin Ladena, oskarżając je o jego ochronę oraz organizację logistyki baz i obozów szkoleniowych Al Kaidy na ich terytorium. Ponieważ talibowie nie spełnili ultimatum prezydenta Georga Busha, 7 października 2001 roku rozpoczęła się inwazja na Afganistan, zakończona pod koniec kwietnia 2002 roku i od tego momentu rozpoczęła się okupacja, trwająca do dziś, chociaż ograniczona już tylko do terenu lotniska w Kabulu.

Przypomnę w tym miejscu, że samym Amerykanom wytropienie bin Ladena zajęło dokładnie 10 lat, albowiem jego zabójstwo, dokonane przez komandosów z Navy SEALs na terenie Pakistanu, miało miejsce 2 maja 2011 roku. Piszę o zabójstwie, ponieważ Osamy bin Ladena nie skazał żaden amerykański sąd, ani też Międzynarodowy Trybunał Karny, a amerykański rajd na terytorium Pakistanu odbył się bez wiedzy i zgody tego państwa. Bin Ladena zamordowano dwoma strzałami w głowę, na oczach jego żony i trzyletniego syna, przy okazji mordując też innego jego syna oraz osobistego kuriera i jego małżonkę. Był to klasyczny terrorystyczny zamach, wykonany na rozkaz prezydenta USA, ponieważ prezydenci tego państwa roszczą sobie uprawnienia do wydawania rozkazów zabijania na całym świecie ludzi, którzy – z różnych względów – byli lub są dla USA niewygodni. Lista takich amerykańskich zamachów jest tak długa, że nawet nie będę się silił na jej przywołanie. Rozkaz zabicia bin Ladena wydał prezydent Bush, ale nie zważając na to, obecny prezydent USA Biden, nazwał prezydenta Rosji zabójcą, oskarżając go (bez żadnych dowodów) o osobiste wydanie rozkazów zgładzenia różnych swych przeciwników. Szkopuł w tym, że nikt nigdy nie przedstawił żadnych wiarygodnych na to dowodów, a opowiadanie o jego sprawstwie kierowniczym opiera się jedynie na przypuszczeniach medialnych, tak ochoczo kolportowanych na całym świecie, a w Polsce ze szczególnym upodobaniem. Opuszczający Afganistan prezydent Biden opuszcza jednocześnie tysiące Afgańczyków, którzy uwierzyli w demokrację i pomoc oraz opiekę demokratycznego (ponoć) świata, dzięki któremu w wielkich miastach ich ojczyzny powstały zręby demokratycznych struktur i obyczajów. I teraz zdecydowana większość z nich pozostanie na łasce talibów, którzy już zapowiedzieli wprowadzenie prawa szariatu i odebranie wszelkich praw kobietom, z których przez ostatnie 20 lat korzystały. Na naszych oczach rozgrywa się ich tragedia, najbardziej widoczna na lotnisku w Kabulu, chronionym głównie przez amerykańskich żołnierzy, którzy 31 sierpnia będą jednak musieli się wycofać i odlecieć do swych amerykańskich baz w Europie i innych częściach świata. Na szczęście państwa uczestniczące w okupacji Afganistanu stanęły na wysokości zadania i robią co w ich siłach, aby wywieźć z tamtąd przynajmniej część tych, którzy wojska okupacyjne wspierali, udzielając im wszelkiej możliwej pomocy. Bo to tym ludziom i ich rodzinom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony fundamentalistów islamskich, powracających dzięki USA do realnej władzy, co spowoduje, że w Afganistanie zacznie się znów średniowieczne piekło, którego efektem będzie kolejna wielka fala migracji tych, którzy w nim żyć nie chcę i nie mogą. Ale o tym napiszę w innym razem. Także i o tym, co się dzieje (lub działo) na polsko-białoruskiej granicy, gdzie od kilkunastu dni koczują afgańscy uchodźcy, którym obecne polskie władze odmawiają wszelkiej pomocy, w tym w postaci żywności, wody i opieki medycznej. Tam dzieje się nie tylko tragedia tych uchodźców, ponieważ tam rozgrywa się też tragedia dotycząca nas samych.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here

REKLAMA