https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Bezdroża sprawiedliwości

Bezdroża sprawiedliwości

Wielokrotnie na łamach Tygodnika DB 2010 poruszałem przejmującą sprawę Pani Janki Biniszewskiej, która w przekonaniu wałbrzyskich policjantów (a konkretnie tych z Komisariatu I Policji w Wałbrzychu), prokuratury i sądów dwóch instancji, stała się ofiarą brutalnego rozboju dokonanego przez Pana Andrzeja Dackiewicza, z którym pod jednym dachem zamieszkuje bez mała od prawie 30 lat, mającego – w przekonaniu wspomnianych organów – wymusić na niej przemocą wydanie mu… 15 zł. Piszę o sprawie „pani Janki”, ponieważ to ona tak naprawdę wyrokiem skazującym Pana Andrzeja na 2 lata bezwzględnego więzienia została pokrzywdzona, o czym przekonuję się wielokrotnie podczas licznych rozmów, jakie po wyroku z nią prowadziłem i prowadzę nadal. Bo Pani Janka w dalszym ciągu nie może pogodzić się z tak jawną – w jej ocenie – niesprawiedliwością. Nie może się z tym wyrokiem pogodzić też Pan Andrzej Dackiewicz, który zapewne nie zawsze w stosunku do niej zachowywał się po dżentelmeńsku, ale chyba każdy przyzna, że brak podstawowych zasad kindersztuby żadnym przestępstwem nie jest, chociaż powinno być nagannie oceniane. Gdybyśmy za ten feler występujących we wzajemnych stosunkach między ludźmi chcieli karać, to chyba połowa moich rodaków siedziałoby w więzieniach i aresztach.

Jednakże wałbrzyski sąd uznał, że Pan Andrzej dopuścił się rozboju i skazał go na jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Tak łagodny za rozbój wyrok uzasadnił tym, że Pan Andrzej nie był wcześniej karany, pomiędzy nim a panią Janką doszło do pojednania, a on sam przeprosił ją za swoje niegrzeczne postępowania (co w sądzie na jednej z rozpraw słyszałem), no i również i z tego względu, że po zdarzeniu nadal mieszkają pod jednym dachem, a Pan Andrzej jest jej wielce pomocny w pokonywaniu trudów dnia codziennego, co ma swe istotne znaczenie z uwagi na wiek i stan zdrowia fizycznego Pani Janki. Od wyroku tego pan Andrzej się nie odwoływał, co można odczytywać jako pogodzenie się z nim z powodu jego słuszności, jednakże decyzję sądu bardzo boleśnie odczuła Pani Janka, która uznała, że przyczyną krzywdy (tak to ona nazywa) jaka dotknęła Pana Andrzeja, jest ona sama przez to, że w efekcie wielkiego zdenerwowania zadzwoniła na numer alarmowy policji, informując dyżurnego, że ktoś jej grozi pozbawieniem życia. Zrobiła to w momencie wielkiej emocji i już w trakcie rozmowy z dyżurnym zdała sobie z tego sprawę i przerwała połączenie w pół słowa. Pan Andrzej został zatrzymany (nie podaję wszystkich okoliczności, ponieważ wielokrotnie o tym pisałem), a Pani Janka już następnego dnia wydeptywała ścieżki do prokuratury i sądu, składając ustne i pisemne petycje informujące te organa, że żadnego rozboju nie było i że całe to zdarzenie jest jedną wielką pomyłką. I to samo nieustanie podnosiła przed sądem, wyrażając nadzieję, że tam spotka się ze zrozumieniem tego, że to co człowiek opowiada w stanie emocjonalnego wzburzenia, nie zawsze jest odzwierciedleniem stanu faktycznego.

Przykro mi o tym mówić i pisać, ale w moim i pani Janki odczuciu została ona przez sąd – z uwagi na swój wiek – uznana za osobę nieporadną życiowo, niezdającą sobie w pełni sprawę z tego, co się wokół niej dzieje. Wyrazem tego było m.in. powołanie biegłego psychologa, który miał za zadanie ocenić jej aktualne predyspozycje psychiczne, czego powodem – jak już wspomniałem – był jedynie mocno zaawansowany jej wiek. Przyznam, że mało to eleganckie, ale sąd miał prawo tak postąpić. Jestem od niej młodszy o 11 lat i czuję się dosyć nieswojo. Z wyrokiem tym nie mogła się pogodzić prokuratura, która koniecznie chciała widzieć Pana Andrzeja za kratami i skierowała do Sadu Okręgowego w Świdnicy apelację, w efekcie czego sąd ten wyrok zaostrzył, wyznaczając Panu Andrzejowi karę dwóch lat bezwzględnego więzienia. Przyznam, że takim postępowaniem organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości byłem mocno zaskoczony, chociażby tylko z tego względu, że nie tak dawno jeden z moich znajomych został skazany na kilkanaście miesięcy więzienia za czyn zagrożony 25 latami pozbawienia wolności. I nawet nie był tymczasowo aresztowany, a Pan Andrzej był jak najbardziej i w areszcie przesiedział 3 miesiące. Niektóre wałbrzyskie wróble znające się na rzeczy, ćwierkają o prawdopodobnych przyczynach tej łaskawości, o czym nie będę pisał z powodu tak zwanej ostrożności procesowej. Powiem tylko tyle, że w tym ćwierkaniu doszukuję się jednak istotnego ziarna prawdy. Tak więc Panu Andrzejowi grozi dwuletnia odsiadka, a Pani Jance dwuletnia wielka trauma, pogłębiona na dodatek tym, że w czasie trwania pandemii nawet Pana Andrzeja nie będzie mogła w więzieniu odwiedzić.

Ale jest szansa na to, że uniknie on odsiadki, ponieważ swą bezinteresowną pomoc zgłosił mecenas Marcin Czwakiel z Kancelarii Adwokatów „Czwakiel i wspólnicy”, który w imieniu Pana Andrzeja złożył w Sądzie Najwyższym wniosek o kasację wyroku, a jednocześnie o wstrzymanie wykonania zaskarżonego orzeczenia do czasu rozpoznania niniejszej kasacji, wraz z zastosowaniem wobec skazanego dozoru policji, polegającego na nałożeniu na Pana Andrzeja obowiązku stawiania się raz w tygodniu we właściwej, z uwagi na jego miejsce zamieszkania, jednostce policji. Być może już niedługo, przynajmniej w sprawie tego wniosku, zapadnie stosowne rozstrzygnięcie tego sądu, a następnie orzeczenie co do głównego wniosku kasacyjnego. Mam nadzieję, tak samo jak Pani Janka i Pan Andrzej, że sprawa powróci do ponownego rozstrzygnięcia przed Sądem Okręgowym w Świdnicy, który być może spojrzy się na tę sprawę innym okiem i nie tylko Pani Janka, ale też Pan Andrzej będą mogli dalej spokojnie, nikomu nie wadząc, mieszkać pod wspólnym dachem i nawzajem sobie pomagać. Myślę też, że i Pan Andrzej inaczej też spojrzy i oceni niektóre swe zachowania i dotrze do jego głowy to, że kobietę – niezależnie od jej wieku – zawsze należy traktować z odpowiednim szacunkiem, zwłaszcza wtedy, kiedy stanowi ona istotne dla niego wsparcie.

Na marginesie tej sprawy wspomnę tylko, że nie tak dawno przeczytałem w prasie krajowej informację o tym, że krakowski sąd umorzył postępowanie przeciwko partnerowi pewnej pani, która zgłosiła rozbój na jej osobie. Chodziło o to, że pan ten chciał od niej 10 zł na piwo, których ona mu nie chciała dać, więc wykorzystując swą przewagę fizyczną pieniądze te wziął sobie sam. Podczas rozprawy pani owa wycofała swe zawiadomienie, uznając, że żadnego rozboju nie było, a ona postąpiła pochopnie, ponieważ działała w emocjach. I krakowski sąd uznając, że nie ma przestępstwa, kiedy nie ma osoby nim pokrzywdzonej, postępowanie sądowe umorzył. Ale to miało miejsce w Krakowie, mieście o wielkich prawniczych tradycjach. Szkoda, że wałbrzyski i świdnicki sąd nie zechciał zauważyć, że Pani Janka nie tylko nie czuje się jakąkolwiek ofiarą, ale też czuje się osobiście skrzywdzoną przez wymiar sprawiedliwościowi. I chyba w tym przekonaniu nie jest odosobniona. Zaiste, powiadam wam, że nie zgłębione są ścieżki tejże sprawiedliwości, które niestety zbyt często – w przypadku zwykłych szarych ludzi – zamieniają się w wyboiste bardzo bezdroża.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA