https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

O czym pamiętać należy

W polityce jakby się nic nie działo, chociaż kampania prezydencka w toku, a to z powodu nowego zagrożenia dla ludzkości w postaci robiącego karierę (również polityczną) nowego koronawirusa pochodzącego, było nie było, z komunistycznych Chin. Chociaż one komunistyczne są w takim samym stopniu, jak partia Prawo i Sprawiedliwość jest demokratyczną. Bo co to za komunizm, w którym kapitalistyczna gospodarka jest jedną z najbardziej dynamicznych na świecie, przez co nawet amerykańscy prezydenci bardzo boją się nadchodzącej chińskiej hegemonii gospodarczej. Tak samo z demokratyzmem w partii Prawo i Sprawiedliwość, której sztandarowym celem jest całkowite i nieodwracalne wzięcie obywateli za twarz. Tak, aby nikt inny, niż największy kochany przywódca, nie mógł decydować o tym, co dla tych obywateli jest najlepsze. A jak się komuś to nie będzie podobać, to „znajdzie się kij na każdy wredny ryj”, że pozwolę sobie sparafrazować głośne niedawno zawołanie skrajnie prawicowych bojówek, tak bliskich sercu Prawdziwego Polaka i Patrioty, a więc wyborcy najbardziej demokratycznej partii, jaką jawić się chce Prawo i Sprawiedliwość. Ale co to za demokracja, w której tak jak w czasach ponoć słusznie minionych, wybierający wprawdzie mają prawo wyboru, chociaż do wyboru mają tylko jedną opcję? A kto się z temu chciałby sprzeciwić, to znajdzie się… itd. itp.

Widać to doskonale podczas zgromadzeń publicznych, organizowanych jako wiece wyborcze Andrzeja Dudy, jednego z kandydatów na stanowisko prezydenta RP. Według politycznego słownika, zgromadzenie publiczne jest konstytucyjnym prawem obywateli, aby mogli publicznie wyrażać swoje poglądy, w tym poglądy polityczne. Zgodnie z tym prawem, każde zgromadzenie musi przez jego organizatora zostać zgłoszone odpowiednim władzom, ale uczestniczyć w nim ma prawo każdy zamieszkujący lub legalnie przebywający na terenie Rzeczpospolitej. W odróżnieniu od imprez zamkniętych, w których uczestniczyć mogą tylko osoby zaproszone przez organizatora, a więc wstęp na tego typu zgromadzenia jest znacznie i zgodnie z prawem ograniczony. Jak to wygląda w rzeczywistości oglądam w Internecie, w którym – na szczęście – o cenzurę jeszcze trudno. A więc oglądam obrazki z takich publicznych imprez organizowanych przez sztab wyborczy Andrzeja Dudy, w trakcie których starają się dać głos ci, którym tenże Andrzej Duda, jako ewentualnie przyszły prezydent RP, bardzo się nie podoba.

Zgodnie z Konstytucją RP, każdy ma prawo do publicznego wyrażania takiego niezadowolenia i wielu jest takich (naprawdę bardzo wielu), którzy to swoje niezadowolenie na publicznych zgromadzeniach chcą wyrazić, a mogą to czynić jedynie przez wznoszenie różnych haseł i prezentowanie własnoręcznie sporządzonych banerów i plakatów. I co się wówczas dzieje? Ano pojawiają się liczni policjanci, którzy wolnych obywateli zaczynają szykanować w ten sposób, że nakazują tymże obywatelom opuścić zgromadzenie, wypychają ich (często naruszając ich fizyczną nietykalność) ze zgromadzenia, no i legitymują na potęgę. Kiedy jakiś mocno upierdliwy obywatel pyta ich o powód legitymowania, ci odpowiadają, że legitymują, bo mają takie prawo. Niby racja, ale demokracja nie na tym polega, bo oni ich legitymują jedynie po to, aby Andrzej Duda nie był stresowany widokiem (i głosem) tych, którzy go nie chcą, bo tym samym zaburzają jego święte przekonanie, iż cały naród kocha go miłością czystą i całkowicie bezinteresowną. I – jak widzi i słyszy tych, którym policjanci na razie ust nie mogą zatkać – to strasznie nieszczęśliwe miny robi i opuszcza nisko podbródek, przez co przestaje być do il Duce podobny. I co najważniejsze, traci całkowicie rezon, przez co różnych dyrdymałek nie jest w stanie z patosem wielkim opowiadać. Zdarza się, że niektórzy bardziej krewcy obywatele swój sprzeciw wyrażają nie przebierając w słowach i wykrzykują, albo wymachują plakatami, z treści których wynika, że uważają, że obecnie za prezydenta mamy… – i tu, z ostrożności procesowej – nie użyję głoszonego przez nich epitetu. Mają do tego niepodważalne prawo, ponieważ nawet obraźliwa opinia, jest tylko ich opinią, a jeżeli ktoś poczuje się obrażany, ma możliwość skorzystania z prawa do wniesienia pozwu cywilnego. Oczywiście inna jest sytuacja jeżeli chodzi o pełniącego funkcję prezydenta, ponieważ chroni go art. 135 § 2 k.k. i z tymi opiniami jego dotyczącymi, trzeba być bardzo ostrożnym. Ale z przekory tylko dodam, że np. hasło, iż nie chcemy durnia na prezydenta, głowy państwa obrażać nie może, albowiem odnosi się do nieokreślonej osoby i chodzi o czas przyszły (jeszcze) niedokonany.

Wracając do innych obraźliwych opinii, to niedawnym przykładem była ta, dotycząca posłów opozycji i Polaków chorych na choroby nowotworowe, wyrażona publicznie obscenicznym gestem przez posłankę PiS, niejaką Lichocką, której za to włos z głowy nie spadł, a żaden policjant (tu marszałkowski strażnik) z sali jej nie wypychał, jak to czynią policjanci z niezadowolonymi z pięcioletniej prezydentury obecnego kandydata. Lecz nie tylko o zgromadzenia publiczne chodzi, bo policyjny kordon władza ustawia nawet wokół kościołów, do których nie chce dopuszczać wrażych im ludzi, chociaż prawo do udziału w mszy ma każdy, nawet innowierca (mimo, że nie jest to zgromadzenie publiczne). Widziałem niedawno taki obrazek przed jednym z kościołów w Warszawie, otoczonym gęstym policyjnym kordonem, z grupą policjantów (w tym nawet w stopniu podinspektora) blokujących wejście jednej pani, której nie chcieli wpuścić, a nie potrafili logicznie wytłumaczyć dlaczego. Ze smutkiem i przerażaniem oglądałem ten poniżający wszystkich spektakl, ale najbardziej zasmucił mnie porażający brak znajomości przepisów, co policjantom tym owa pani w każdym wypowiadanym zdaniu udowadniała. Niestety, na polskie ulice wychodzi do służby coraz więcej funkcjonariuszy, którzy nie znają nawet podstawowych dla niech przepisów prawa, przez co nie tylko prawo obywateli permanentnie naruszają, ale też sami narażają siebie na odpowiedzialność karną. A być może ktoś kiedyś im zarzuci służenie opresyjnemu państwu i odbierze przyznane im emerytury oraz renty. Precedens już jest i każdy funkcjonariusz powinien z tego zdawać sobie sprawę.

Na szczęście dla PiS i jego kandydata stało się, że w komunistycznych Chinach objawił się wirus, na którego nie ma lekarstwa, ale chociaż nie jest wcale groźniejszy od wirusa „normalnej grypy”, to na cały świat padł blady strach, z czego radochę mają wielkie kapitalistyczne koncerny chemiczne i produkujące różne antywirusowe gadżety, ponieważ kasa od przerażonych zaczęła płynąć coraz szerszym strumieniem. Radochę ma też PiS, które w sprytny sposób tymże „zagrożeniem” swoje wszystkie afery szczelnie przykryło. Bo kto dziś mówi o GetBanku, Banasiu, agencie Tomku, ustawie kagańcowej i represjach wobec sędziów oraz prokuratorów? Dziś tematem dnia jest ustawa „antykoronawirusowa”, którą zgodnie uchwalił cały Sejm, nie zważając na to, że do istniejącej i znakomicie się sprawdzającej ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych z 2008 r., wystarczyło dopisać tego chińskiego koronawirusa. Ale wówczas PiS nie miałoby okazji do pokazywania Polakom, jak „bardzo bardzo” o ich zdrowie dba, mimo sterczącego wciąż środkowego palucha niejakiej Lichockiej. Opozycja, ze względów wiadomych, nie mogła się temu sprzeciwić, i tak prezes Jarosław swych przeciwników koncertowo politycznie ograł. I o tym aż do 10 maja należy pamiętać.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty