https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Sny spokojne

Bardzo często zastanawiam się: czy ci wszyscy absolwenci szkoły prawniczej z ul. Nowogrodzkiej w Warszawie wierzą w to wszystko, co na temat polskiego systemu prawniczego i polskiego ustawodawstwa mówią, czy też są to tylko ideowi, ale mocno cyniczni gracze, którzy wykonają każdy, nawet najgłupszy lub najokrutniejszy rozkaz swojego wodza? Bo w to, że są to tylko zwykli głupcy, jakoś nie chce mi się wierzyć, aczkolwiek wśród nich wielu zwykłych durniów rozpoznałem. Najgorszym wszakże wydaje mi się nie to, że różni tacy wierutne bzdury opowiadają, lecz to, że znajdują się tacy, którzy w różnego rodzaju brednie wierzą. A wierzą, bo są bardzo słabo wyedukowani, przez co nic z tego, co się w Polsce dzieje, nie rozumieją, albo może i coś tam potrafią zrozumieć, lecz wszystko to mają głęboko w… no, powiedzmy, że w nosie. No cóż, na pewno postawa „moja chata z kraja” jest bardzo wygodna, ale względny spokój zapewnić może jeno do czasu, kiedy efekty tych wszystkich prawnych harców nie dotkną takiego obojętnego osobiście i bardzo boleśnie. I wówczas nastanie czas płaczu rzewnego i łez rzęsistych, ale wtedy, jak to zawsze bywa, jest już za późno, a żyć trzeba będzie. Niekiedy moje obserwacje doprowadzają mnie do stanu takiego rozeźlenia, że zaczynam sobie myśleć: daj sobie chłopie spokój, dużo czasu już ci nie zostało, więc zajmij się czymś przyjemniejszym i pomyśl wreszcie o sobie, a inni niech sami sobie posłania ścielą. Nie twoje łóżko i nie twój sen, a świata i tak nie zbawisz…

* * *

Zresztą świat ten przez ludzką głupotę i pazerność milowymi krokami zbliża się do wielkiego krachu, czego być może osobiście nie doświadczę, ale moja wnuczka i wnuczek już na pewno. I o ile wnuczka ma to szczęście, że słowo śnieg będzie się jej jeszcze kojarzyć z okresem, w którym na sankach z rożnych pagórków zjeżdżała, to – być może – wnuczek czym jest ten śnieg, dowie się już z tylko z Internetu. O ile Internet będzie jeszcze działał. Z jednego będzie tylko miał pożytek, o ile o jakimkolwiek pożytku będzie można mówić, że do morza będzie miał znacznie bliżej, ponieważ mieszka w jednej z dolnośląskich miejscowości, znajdującej się 119 metrów nad poziomem morza. Wałbrzyszanie będą mieli trochę dalej, bo ich miasto znajduje się znacznie wyżej, bo 495 metrów nad poziomem morza, a kiedy stopnieją arktyczne lody, to morza i oceany podniosą się o kilkadziesiąt metrów. Żadna to jednak pociecha, kiedy ma się świadomość, że stanie się tak dzięki bezgranicznej ludzkiej głupocie i pazerności, która powoduje, że dany nam świat już stanął na krawędzi przepaści. Na krawędzi, a więc jest jeszcze niewielka chwilka, aby się zatrzymać i zacząć powoli odbudowywać to, co sami zniszczyliśmy. Ale aby na ratunek nie było za późno, do dzieła muszą przystąpić wszyscy, co raczej wydaje się niemożliwe. Na przeszkodzie temu stają dwie olbrzymie siły, będące zresztą również – jak wszystko na tym świecie – wytworem człowieka. Pierwszą z nich jest kapitalizm, którego znakiem rozpoznawczym jest dążność do maksymalizacji zysków, bez oglądania się na jakiekolwiek skutki uboczne. Drugim, równie niebezpiecznym, jest religia i wiara w siły nadprzyrodzone, które ludziom nakazały ponoć czynić Ziemię sobie poddaną. Więc czynią to bezmyślnie, słuchając kapłanów swej wiary, którzy chcących ratowania ziemskiego życia, nazywają ekoterrorystami. Smutna konstatacja tego wszystkiego jest taka, że największym i najbardziej niebezpiecznym drapieżnikiem na Ziemi jest człowiek, czyli przedstawiciel gatunku nie mającego litości nawet dla swoich. Zabija wszystko, co zabić jest w stanie. Ludzi, zwierzęta, przyrodę, powietrze i wodę. Lecz sama Ziemia ludziom zabić się nie da i już podjęła z nimi walkę, czego doświadczamy tu i teraz. Za lat 30-40 znikną lodowe czapy na biegunach, a wcześniej wszelkie lodowce na gór szczytach, przez co ludziom zacznie brakować wody i aby ją zdobyć, zaczną się nawzajem wybijać bez żadnej litości. Temu ich dziełu towarzyszyć będą dalsze obrończe działania Ziemi, czyli niesamowite tornada i temperatura zabijająca wszystko, co się ruszać jeszcze zdolne będzie. A wszystko to za przyczyną zatrzymania prądów oceanicznych, które od tysiącleci sterują klimatem na Ziemi. Do zatrzymania dojdzie, kiedy lód morski i lodowce stopnieją, bo słodka woda ma mniejszą gęstość od słonej, przez co utrzymywać się będzie na powierzchni i przerwie cyrkulacje oceaniczne, co z kolei doprowadzi do olbrzymich problemów z wymianą ciepła pomiędzy biegunami i równikiem. Efektem tego będzie kolejna epoka lodowcowa, różniąca się od poprzedniej tym, że nastanie nie w milion lat, a w czasie najbliższych dziesięcioleci, czego doświadczyć będą mogli nasi najbliżsi, przychodzący na ten świat obecnie. Ale w tym nowym świecie przeżyją jedynie najbogatsi, którzy będą dysponować warunkami i siłą pozwalającą im zająć miejsce w strefach podzwrotnikowych, na obszarach, których woda nowego potopu nie zaleje. Przeżyją więc ci, którzy do zguby dzisiejszego świata najbardziej się przyczynili. Pamiętajmy o tym, bo nie są to żadne wizje, tylko nieubłagana rzeczywistość, a więc nie czas na sny spokojne.

* * *

Przez ostatnie kilka miesięcy analizowałam akta sądowe, dostarczone mi przez Wojciecha Pyłkę, który już 12 lat siedzi za kratami, skazany na 25 lat za zabójstwo Janusza L., do którego doszło w styczniu 2008 roku. Akta te liczą bez mała 3 tysiące stron i wszystkie je dokładnie przeczytałem. Zdecydowaną większość z nich wielokrotnie. Oczywiście nie wszystkie dokumenty miały dla mojej analizy jednakową wartość, bo kilkaset z nich to dokumenty nie mające dla samego procesu znaczenia. Ale je też musiałem przeczytać. Przynajmniej raz. Uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy liczy sobie 19 stron, moja analiza stron 137. Ale nie o liczbę stron chodzi, ale o to, co się w uzasadnieniu znajduje. Być może zdecyduję się moją analizę opublikować, bo to z czym się zapoznałem woła o przysłowiową pomstę do nieba. Nieudolnie prowadzone śledztwo, celowo lub nieświadomie fałszowane dowody, omijanie niewygodnych dla śledczych tematów, to tylko niektóre z dziesiątek bulwersujących zachowań policjantów, prokuratora i sędziów, którzy tego wszystkiego nie chcieli lub nie byli w stanie dostrzec. Jednak najbardziej zbulwersował mnie fakt, że Wojciecha Pyłkę skazano nie przedstawiając mu żadnego (dosłownie) dowodu na to, że dopuścił się zbrodni zabójstwa, ale nawet cienia dowodu na to, że znajdował się chociażby na terenie wałbrzyskiego Białego Kamienia, gdzie mieszkała jego rzekoma ofiara, która zresztą po czasie rzekomej zbrodni, żyła jeszcze co najmniej 12 godzin. Na co w aktach sprawy jest niepodważalny dowód. I co najdziwniejsze, organa ścigania nie przedstawiły żadnego dowodu pozwalającego na wykluczenie aktu samobójczego, a sąd tego nie chciał, albo nie potrafił dostrzec. Jestem przekonany, że głośna sprawa Tomasza Komendy z Wrocławia, to nic w porównaniu do sprawy Wojciecha Pyłki. W tamtej sprawie przynajmniej były jakieś dowody, tylko źle odczytane przez biegłych. W sprawie Pyłki ŻADNEGO dowodu nie ma. I wszyscy – poza skazanym – śpią spokojnie sobie snem sprawiedliwych. Ale do czasu…

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty