Mało brakowało, a bardzo bym się wzruszył, słuchając w Sejmie wystąpienia Andrzeja Dudy, który tak pięknie o jedności Polaków prawił, podkreślając, że istniejące pomiędzy nimi różnice światopoglądowe i polityczne są czymś naturalnym i nikomu nie można z ich powodów odbierać miana Polaka, bo Polakiem jest każdy, kto Polskę w sercu nosi. Przypomniał niedowiarkom, że na grobach polskich żołnierzy z różnych okresów jej historii znajdują się liczne nazwiska o niepolskim brzmieniu, a w grobach tych spoczywają nie tylko wyznawcy wiary katolickiej, ale też wyznawcy prawosławia, judaizmu oraz mahometanie, czyli polscy Tatarzy od wieków stający z bronią w obronie Polskich granic. Czekałem tylko, aż padną słowa, że polskimi patriotami byli także i ci, przez zaborców i okupantów wieszani i rozstrzeliwani lub osadzani w kazamatach, którzy walkę swą prowadzili pod czerwonymi sztandarami. Ale się nie doczekałem, więc i nadchodzące wzruszenie szybko mi przeszło, chociaż kiedy spoglądałem na przemawiającego widziałem, że on sam mocno się swymi słowami wzruszył, ale u niego tak zawsze… Im dłużej przemawia, tym bardziej wierzy w to co mówi i wzrusza się tym ponad miarę. A ja – zanim się wzruszyłem – zdążyłem się mocno rozeźlić, bo kamera w pewnym momencie pokazała, że na sali plenarnej siedzi były prezydent Polski (jedyny do tej pory wybierany dwukrotnie) Aleksander Kwaśniewski. Fakt, że siedział na tzw. galerii dla widzów, dał mi do zrozumienia, że nie był na tę uroczystość zaproszony, tak jak ci zaproszeni goście, których witał prezydent Duda, wymieniając m.in. byłych marszałków Sejmu i Senatu. Byłego prezydenta Polski nie przywitał, co potwierdziło moje przypuszczenie, że Aleksandra Kwaśniewskiego nie było na liście zaproszonych gości. Zwrócił mu na to uwagę Włodzimierz Czarzasty, kiedy prezydent wzruszony swoim przemówieniem, poszedł podać rękę wszystkim posłom siedzącym w pierwszym rzędzie poselskich ław. Tym samym zmusił do przywitania byłego prezydenta marszałka seniora, który – jako pierwszy witający wszystkich (wymieniając skrupulatnie ich funkcje byłe i obecne) – Aleksandra Kwaśniewskiego nie dostrzegł.
Kiedy Antoni Macierewicz skończył swą inauguracyjną przemowę, zrozumiałem dlaczego Andrzej Duda wyznaczył mu to zadanie i tak wielce zaszczytną funkcję, co oburzyło wszystkie opozycyjne kluby parlamentarne, które nijak nie mogły zapomnieć, że przyszły marszałek-senior, to nikt inny, jak największy psuj polskich interesów politycznych, gospodarczych i militarnych. Tak bardzo szkodliwy, że nawet prezes Jarosław w pewnym momencie wysłał go na polityczną emeryturę, zostawiając mu na otarcie łez – wbrew prawu i obyczajom – pewne „zabawki” w postaci samochodu z kierowcą i ministerialnego gabinetu. Ba, sam prezydent Duda powiedział o nim całkiem niedawno, że jako minister obrony narodowej stosuje ubeckie metody i póki je stosować będzie, on – jako prezydent – nie podpisze generalskich nominacji dla tych, których Macierewicz chciał awansować. Słuchając zatem, co marszałek senior miał do przekazania Polakom, zrozumiałem szybko, że decyzja Andrzeja Dudy była niczym innym, jak elementem rozpoczętej przez niego kampanii wyborczej, albowiem dobrze wiedział (a w zasadzie jego doradcy), że Macierewicz nie odpuści, przez co on sam jawi się Polakom, jako koncyliacyjny gołąbek zgody narodowej, na którego warto głosować, aby dalej – jako prezydent – Polaków łączyć mógł w jedną wielką rodzinę, zgodnie budującą wielkość swej ojczyzny. I Antonii spełnił prezydenckie oczekiwania, bo jasno i wyraźnie powiedział, że przed nowym parlamentem stoi w zasadzie jedno wielkie zadania, czyli budowanie państwa narodowego opartego na jednej, czyli katolickiej wierze (państwowej?), w którym nie będzie miejsca dla wszelkich obcych i zdrajców, co kształt nowej Polski wypracowali 30 lat temu przy Okrągłym Stole. Tym samym jasno określił, że w przyszłej Polsce nie będzie też miejsca dla tych, którzy przed nim w ławach poselskich siedzieli wybrani z lewicowych i innych opozycyjnych, wobec prezesa Jarosława, list.
Ale nie tylko tak dramatycznie w tym dniu w Sejmie było, bo w przemowie zarówno marszałka seniora, jak i prezydenta, odkryłem wielkie pokłady politycznej satyry, co mnie poniekąd rozbawiło, chociaż w istocie śmiać się naprawdę z czego nie było. A rozśmieszyły mnie wielce napuszone słowa o tym, jak bardzo ważnym zadaniem jest przestrzeganie naszej konstytucji (której nota bene „ojcem” był niedostrzeżony przez obu mówców Aleksander Kwaśniewski), która stanowi źródło i opokę naszej państwowości oraz wszelakiej wolności i równości obywatelskiej. Słowa te wygłaszali ludzie, którzy przez lata swej działalności wszem i wobec, bez żadnej żenady, pokazywali, iż tę właśnie konstytucję mają w taki samym poszanowaniu, jak szanują tych, którzy o Polskę walczyli z innymi niż oni hasłami na ustach. Tych, których dekomunizowali, dezubekizowali i wymazywali (i wymazują) z przestrzeni publicznej i pamięci Polaków, a którzy przecież też Polskę w swych sercach nosili, że tak patetycznie za Andrzejem Duda powtórzę. Słuchając tych wzniosłych słów o znaczeniu i roli konstytucji, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że obaj ci panowie kpiny sobie ze słuchaczy (również tych przed telewizorami) urządzają, bo oto dzień wcześniej (11 listopada), podczas tzw. marszu niepodległości, policjanci zarekwirowali transparent z napisem KONSTYTUCJA, a niosących go młodych Polaków wylegitymowali, spisali i usunęli z trasy przemarszu. Jak się później tłumaczono, uczyniono tak, aby nie wywoływać niepokoju i zagrożenia dla uczestników głównego marszu. Straszne i śmieszne zarazem, ale przecież nie był to czyn jednostkowy, bo doskonale pamiętam, jak policjanci „ścigali” wszystkich tych, którzy nosili koszulki z nadrukowanym na nich tym słowem lub zawieszali je na różnych pomnikach i nie tylko. Kpinę sobie z konstytucji czyni prezydent Duda, który dziś pamiętać będzie, że nakazuje mu ona przyjąć przyrzeczenie od wszystkich wybranych niedługo przez Sejm (czytaj prezesa Jarosława) sędziów Trybunału Konstytucyjnego, chociaż w kolejce od lat do złożenia tego aktu czeka trzech wcześniej przez Sejm wybranych. Wybranych zgodnie z prawem, co zresztą potwierdził wyrokiem Trybunał Konstytucyjny, też z wielką emfazą wspominany przez marszałka seniora i prezydenta.
Zaiste, potrafią ludzie prezesa Jarosława kota ogonem z kamienną twarzą odwracać, powtarzając przy tym jak mantrę, że nikt nie wmówi im, iż białe to białe, a czarne to czarne. Wierzę jednak, że przyjdzie czas, iż zrozumieją wreszcie, że zaklinanie rzeczywistości zdało się im jak psu na budę, albowiem prawdziwe poszanowanie konstytucji należy się Polakom jak psu kość.
Janusz Bartkiewicz
***
Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.