W niedzielny poranek zaskoczyła nas porażająca wiadomość:
– Dzisiaj w nocy odszedł od nas dobry człowiek – mój Tata. Wielu rzeczy nie zdąży już zrobić, ale jednego nie można mu zabrać – doczekał się wnuczki, o której zawsze marzył i która była kobietą jego życia. I takim ze zdjęcia go zapamiętam – napisał w portalu społecznościowym Fabian Kurzawiński, w ten wzruszający sposób informując o śmierci Jacka Kurzawińskiego.

Jacek Kurzawiński urodził się 24 lutego 1962 w Wałbrzychu. Pierwsze kroki w siatkarskiej karierze stawiał w Chełmcu Wałbrzych, pod okiem swojego ojca Mieczysława. W 1977 r. wywalczył wicemistrzostwo Polski juniorów i tytuł najlepszego zawodnika turnieju finałowego, który rozgrywany był w Warszawie. Miał zaledwie 15 lat gdy zadebiutował na pozycji rozgrywającego w drużynie seniorów wałbrzyskiego klubu, który wówczas występował w II lidze. W 1981 roku przeszedł do Resovii Rzeszów, a potem grał w Gwardii Wrocław oraz w tureckiej ekstraklasie. 16 razy (w latach 1979-1982) wystąpił w reprezentacji Polski. W 1993 roku z Chełmcem Wałbrzych dotarł do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Karierę zawodnika zakończył w 1998 roku w II lidze francuskiej w barwach ALCM Maromme – Canteleu i w tym klubie rozpoczął karierę trenerską. W 2006 roku powrócił jeszcze do gry w II ligowym VB Annecy, a potem skupił się na pracy trenerskiej. W Polsce prowadził m.in. Jokera Piła w I lidze mężczyzn i Sudety Kamienna Góra w II lidze mężczyzn. Ostatnim klubem w Jego karierze był Chełmiec Wodociągi Wałbrzych, w którym prowadził zespół seniorek, stwarzając podwaliny tegorocznego sukcesu, jakim był awans do II ligi siatkarek.
Jacek Kurzawiński był także dziennikarzem sportowym, piszącym między innymi dla Gazety Wyborczej.
– Pożegnanie Taty odbędzie się w środę, 20 listopada o godz. 15:00, w Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego przy al. Jana Pawła II w Wałbrzychu (Podzamcze). Pogrzeb odbędzie się po mszy św. na cmentarzu parafialnym przy ul. Pułaskiego w Wałbrzychu (Stary Zdrój). Żaden moment na umieranie nie jest dobry, ale ten nadszedł zdecydowanie za wcześnie – mówi Fabian Kurzawiński.
***
Z Jackiem znaliśmy się blisko 30 lat. Poznałem go jako siatkarza, a potem – jako dziennikarze – spotykaliśmy się na różnych imprezach sportowych. Był człowiekiem o pogodnym usposobieniu, otwartym i życzliwym, ale – jako sportowiec i trener z charakterem – był stanowczy i konsekwentny. Był twardy, ale zwyciężyła go śmiertelna choroba, na którą nie ma lekarstwa. Z dumą patrzył na swojego syna Fabiana, który – jak dziadek i ojciec – był siatkarzem, a teraz trenerem. Cieszył się, że najważniejsze chwile swojego życia spędził z najbliższymi.
Cześć Jego pamięci!
Robert Radczak