https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Procesy


 
 
 
 
Toczy się proces we Wrocławiu. Proces przeciwko byłym już policjantom z Komisariatu Wrocław-Stare Miasto, których niewyobrażalne prostactwo i brutalność doprowadziło do śmierci 25-letniego chłopaka. Być może Igor Stachowiak nie był ideałem, być może zdarzało mu się zapalić „trawkę” lub przyjąć jakiś inny narkotyk, ale przede wszystkim był Człowiekiem i Obywatelem, któremu przysługiwały wszelkie prawa podstawowe. Był Człowiekiem i Obywatelem, wobec którego prawo (w tym prawo międzynarodowe) zabrania stosowania tortur i szykan fizycznych oraz psychicznych. Oglądam nagrania z monitoringu miejskiego (wrocławski Rynek) i widzę tego chłopaka jak chodzi sobie spokojnie, bo widocznie na kogoś czeka. Następnie widzę go, jak spokojnie przygląda się trzem funkcjonariuszom policji, którzy najpierw oglądają jego dowód osobisty, a następnie przeglądają jego torbę. Wszystko przebiega zgodnie z prawem do czasu, kiedy pojawia się radiowóz oznakowany, a policjanci którzy nim przybyli, nie rzucają się na chłopaka z zamiarem założenia mu kajdanek. Jak się później okazało, ktoś kto oglądał legitymowanie i przeszukanie torby, skojarzył sobie widzianego na monitorze chłopaka z mężczyzną, który kilka dni wcześniej uciekł policjantom z tego komisariatu. No i zaczęła się jazda bez trzymanki. Oczywiście Igor Stachowiak miał autentyczny, czyli legalny, dowód tożsamości, nie był poszukiwany, ani też nie dopuścił się żadnego wykroczenia lub przestępstwa, które pozwalałoby policjantom zastosować środki przymusu bezpośredniego w celu odwiezienia zatrzymanego do wspomnianego komisariatu.
Wszystko, co się od momentu próby zatrzymania Igora Stachowiaka zaczęło toczyć, z prawem nie miało absolutnie żadnego związku, a funkcjonariusze policji zaczęli popełniać różne przestępstwa kryminalne, połączone z przestępstwem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Łącznie z bezprawnym polowaniem, zatrzymywaniem i rekwirowaniem telefonów osób, które bezprawne działania policji w przestrzeni publicznej dokumentowały. Podkreślić muszę, że akurat w tym przypadku działali na polecenie swojego przełożonego służbowego, którym w tym momencie był oficer dyżurny tej jednostki, wydający przez radio polecenia takiego, a nie innego ich zachowania. Jednakże policjanci winni wiedzieć, że żaden rozkaz zmuszający ich do popełnienia czynu niezgodnego z prawem nie musi być wykonany, a w przypadku wątpliwości, co do jego bezprawności, powinien być wydany na piśmie. Jednakże, z przykrością muszę stwierdzić, że żaden z nich co do kwestii zgodności z prawem podjętych działań nie miał wątpliwości. A to marnie świadczy o naszej współczesnej policji, która swoich funkcjonariuszy nie potrafi na bezwzględne przestrzeganie prawa uczulić. Teraz okazuje się, że biegły powołany przez sąd do oceny dowodów pochodzących z wszystkich nagrań, dotyczących całego przebiegu zdarzenia, czyli od pierwszego nagrania pokazującego Igora Stachowiaka chodzącego po Rynku, stwierdził, że dowody te noszą ślady zamazywania i usuwania. A przecież tego nie mógł dopuścić się sąd, który materiały te biegłemu przedstawił. Więc kto? Mamy więc kolejne przestępstwo niszczenia dowodów procesowych w sprawie i prokuratura winna wszcząć kolejne postępowanie zmierzające do ustalenia, kto się tego dopuścił. W kryminalistyce od wieków funkcjonuje starorzymska formuła is fecit cui prodest, czyli czynu dopuścił się ten, komu przyniósł on korzyść. Komu to przyniosło korzyść chyba wiadomo, ale nie koniecznie tylko samym oskarżonym.
Rozmyślając nad tym, co się we wrocławskim sądzie dzieje, przypomniał mi się nie tak dawno zakończony w Sądzie Okręgowym w Świdnicy proces dotyczący śmierci Piotra Grucy. Za niewielkie wykroczenie został zatrzymany przez dwuosobowy policyjny patrol i dowieziony do Komisariatu V Policji w Wałbrzychu. W czasie całego pobytu w tej jednostce tylko ci dwaj policjanci z tego patrolu (Paweł H. i Grzegorz K.) mieli z nim bezpośredni kontakt, chociaż na jej terenie przebywało jeszcze trzech innych funkcjonariuszy. Po jakimś czasie od wyjścia z komisariatu Piotr Gruca upadł na ulicy i zmarł w wyniku krwotoku wewnętrznego, spowodowanego wieloma obrażeniami narządów wewnętrznych (w tym pękniecie śledziony i złamanie żeber). Obrażenia te mogły powstać tylko i wyłącznie wskutek pobicia na terenie komisariatu, albowiem toczące się bardzo długo drobiazgowe śledztwo, nie doprowadziło do ujawnienia jakichkolwiek innych okoliczności, w których zmarły mógł doznać tak dotkliwych wewnętrznych obrażeń ciała. Okoliczności takich nie byli w stanie podać również obrońcy oskarżonych, mimo że czynili wiele, aby taką ewentualność zaszczepić sądowi. 14 marca 2018 roku Sąd Okręgowy w Świdnicy uniewinniając obu oskarżonych, bardzo mocno i z wielkim ubolewaniem zaakcentował, że do pobicia doszło na terenie komisariatu i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jedyne wątpliwości, które zdecydowały o tym, że zapadł wyrok uniewinniający, były takie, że sąd nie był w stanie ustalić, który z tych funkcjonariuszy dopuścił się pobicia, co według sądu było nie dającą się usunąć wątpliwością, nakazującą mu – z godnie z prawem – obu oskarżonych uniewinnić. Powtórzę więc raz jeszcze za Sądem Okręgowym w Świdnicy: na terenie Komisariatu V w Wałbrzychu doszło do ciężkiego pobicia Piotra Grucy, a na pewno nie dokonali tego trzej pozostali przebywający tam w tym czasie policjanci. Dziwny więc to wyrok, bo w bardzo głośnej sprawie zabójstwa w 2000 roku wałbrzyskiego antykwariusza, Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał na kary 25 lat pozbawienia wolności dwóch nieletnich oskarżonych w sytuacji kiedy z ustaleń prokuratury wynikało, że sprawców było trzech. Niestety, tego trzeciego nie udało się ustalić i wygląda na to, że nikt go już nie ściga. Nie udało się też udowodnić, który z oskarżonych strzelał do antykwariusza. A mimo to sąd nie miał żadnych wątpliwości (w wątpliwym zresztą procesie poszlakowym bez żadnych dowodów), że jeżeli strzelał jeden, to drugi był przy tym obecny i nie zapobiegał temu, a więc działał jako współsprawca.
Przyrównując te dwa wałbrzyskie procesy stwierdzam z żalem, że meandry sprawiedliwości w zbyt wielu przypadkach są na rękę sprawcom wielu przestępstw, w tym nawet odrażających zbrodni. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze. I nie mają się z czego uniewinnieni byli policjanci cieszyć, ani też wielkie grono ich zwolenników (co już mnie przeraża), bo na początku maja br. Prokurator Okręgowy w Świdnicy skierował do Sądu Najwyższego w tej sprawie wniosek kasacyjny. Poczekamy, zobaczymy.
I na koniec przypomnę, że w kolejce na wyrok oczekuje dwóch innych policjantów z Wałbrzycha, którzy dopuścili się pobicia, bezpodstawnie przez nich zatrzymanego w Szczawnie Zdroju, Jacka D. z Lichenia, o czym też n a łamach Tygodnika DB 2010 już pisałem.
Janusz Bartkiewicz
www.janusz-bartkiewicz.eu

REKLAMA

Kliknij tutaj