https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

„Toto” Mołłow wrócił do wałbrzyskich korzeni

W niedzielę w Wałbrzychu rozpoczęło się zgrupowanie reprezentacji Polski koszykarek przed EuroBasketem 2017 w Czechach. Polki będą trenowały i rozegrają dwa mecze pod okiem Todora Mołłowa, dla którego przyjazd na Dolny Śląsk ma także sentymentalne znaczenie.  – Wracam do moich wałbrzyskich korzeni – powiedział.
 
– Z Wałbrzychem i Górnikiem, byłem niegdyś związany przez dziesięć lat, a ponieważ kojarzę z nim wiele radosnych i wzruszających wspomnień, to traktuję to miasto jako swoje drugie miejsce urodzenia – dodał szkoleniowiec reprezentacji.
 
Podczas zgrupowania Polski zmierzyą się – 17 listopada o godz. 18.30 – w meczu towarzyskim z Niemkami, a w sobotę  – 21 listopada o godz. 18.00 – rozegrają spotkanie kwalifikacyjne z Białorusinkami przed europejskim czempionatem.
 
W jakich okolicznościach trener Mołłow trafił z Bułgarii do Wałbrzycha?
 
– Przyjechałem tu na zaproszenie działaczy Górnika w 1986 roku, ale kontakty z tutejszym środowiskiem koszykarskim utrzymywałem wcześniej przez siedem lat, kiedy to prowadząc Dunaw Ruse wielokrotnie trenowaliśmy i graliśmy z Górnikiem. W tym czasie zawarłem wiele przyjacielskich znajomości z ludźmi związanymi z koszykówką. Nigdy ich nie zapomnę  – stwierdził.
 
Jak powiedział, bardzo ciepło wspomina z tamtego okresu takich ludzi z kierownictwa kopalni i klubu, jak m. in. Matulko, Szulc, Pawelec, Kozłowski i Mrozik, którzy – jego zdaniem – wywarli duży wpływ na działalność klubu i bardzo się dla niego zasłużyli. .
 
– Przyjęto mnie w klubie bardzo serdecznie. Jako dowód przytoczę scenkę, która wzrusza mnie do dziś. Pierwszy mecz, 1 listopada, graliśmy z Wisłą Kraków i kiedy prowadziliśmy 18:0, podszedł do mnie Staszek Anacko i powiedział: „Trenerze, to nasz pierwszy prezent dla pana”. A byłem wtedy asystentem prowadzącego zespół Jana Lewandowskiego – przypomniał.
 
Lewandowski doprowadził Górnika w 1988 roku do drugiego mistrzostwa Polski.
 
Mołłow objął drużynę w 1991 roku.
 
– Każdemu trenerowi życzyłbym takich, jak moi, podopiecznych. Mietek Młynarski, Tadzio Reschke, Staszek Kiełbik, Jurek Żywarski, Maciek Buczkowski, Zenek Kozłowski, Wojtek Krzykała, Rysiek Wieczorek i Staszek Anacko, to ważne postaci polskiego basketu – wyliczył.
 
– Byli to prawdziwi profesjonaliści, ludzie z charakterem iście górniczym, twardzi, zadziorni i waleczni, a nie grzeczni chłopcy, przechodzący obok meczu bez ikry i błysku. Jestem z nich dumny do dziś – podsumował.
 
Gdy na początku lat 90. „górnikom” groził spadek z I ligi, Mołłow wezwał ze „swojego” Dunawu Ruse posiłki. Szczególnie przydatny „biało-niebieskim” okazał się mierzący 204 cm Rosen Murarow, znakomity snajper, który zagościł w Górniku na dwa sezony oraz Płamen Deczew, grający w Wałbrzychu przez jeden sezon. W meczu z Provide Włocławek Murarow zdobył 49 pkt.
 
Popularny w środowisku „Toto” często wraca pamięcią do sezonu 1994/1995, kiedy to Górnik przemianowany na ten okres z przyczyn organizacyjno – finansowych na Śnieżkę ASPRO Świebodzice, zajął na finiszu rozgrywek czwarte miejsce.
 
– To były piękne czasy – wspomina.  – Typowano nas na spadkowiczów z ekstraklasy, zwłaszcza, że nie mieliśmy w składzie ani jednego obcokrajowca. A tymczasem mocno zamieszaliśmy dzięki takim zawodnikom, jak Daniel Puchalski, Romek Rutkowski, Andrzej Adamek, Paweł Mazur, Sławek Kapuściński, Jacek Krzykała, syn Wojtka, i Arek Osuch.
 
Jak podkreślił, byli oni godnymi spadkobiercami i kontynuatorami
poprzedniego, znanego z waleczności Górnika.
 
Mołłow nie może się również nachwalić ówczesnej postawy wałbrzyskiej publiczności.
 
– To, co działo się na meczach Górnika w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji, było trudne do opisania. Nieustanny, ogłuszający doping zwykle nadkompletu kibiców, a reszta pomagała im poza halą. OSiR nie bez powodu nazwano „wałbrzyskim kotłem”, który kipiał na trybunach i balkonach.Miał ogromny wpływ na stworzenie atmosfery, która niosła zawodników do zwycięstw.
 
Z powodów finansowych, po wspomnianym sezonie Górnik (Śnieżka) wycofał się z ekstraklasy i przeniósł do III ligi. Mołłow powędrował wówczas do Przemyśla, by szkolić tamtejszą Polonię, a w ślad za nim pociągnęli Adamek i Puchalski. Z nowym zespołem zajęli trzecie miejsce wśród najlepszych krajowych drużyn.
 
„Bardzo mi było żal, że musiałem rozstać się z Wałbrzychem. Jednym z głównych tego przyczyn, było postawienie przez władze miasta na futbol i siatkówkę” – zaznaczył trener.
 
Czy można mówić o specyficznym stylu Mołłowa?
 
– Stawiałem na szczelną obronę i wykorzystanie każdej rozsądnej okazji do przeprowadzenia szybkiego ataku. Mam tę satysfakcję, że wielokrotnie ten styl się sprawdził. Przypominałem też z uporem, że nie ma straconych piłek i walczy się przez 40 minut. Koszykarskie szachy nie były dla mnie i moich zawodników – zauważył.
 
Sentencją, którą, jak powiedział, często się posługiwał było: „nigdy euforii, nigdy załamania”.
 
Czym, w jego opinii, różni się basket „górniczych” czasów od obecnego?
 
– Wydaje mi się, że teraz gra jest bardziej siłowa. Przede wszystkim dąży się do rozpracowania rywala, a nie do wykorzystania własnych umiejętności. Po prostu obecna koszykówka jest nudniejsza niż dawniej, kiedy była dynamiczna, atrakcyjna i widowiskowa. Taka, jaką prezentował m. in. Górnik Wałbrzych do połowy lat dziewięćdziesiątych – wyliczył.
 
Co jeszcze pamięta z pobytu w Wałbrzychu?
 
– Przyznam się, że koszykówka zdominowała niemal bez reszty moje wspomnienia. Żyłem przede wszystkim treningami i meczami. Mieszkałem na początku w hotelu, a później na największym, 40-tysięcznym, osiedlu Podzamcze, wtedy jeszcze nowym. Pamiętam, że każda dzielnica miała swoją specyfikę. Jest to miasto pięknie położone i pięknieje w ostatnich latach.
 
Dodał, że jego żona, Małgorzata, jest Polką. W Wałbrzychu przyszła na świat ich córka, Magdalena.
 
– Zawsze powtarzam, że to miasto jest moim drugim miejscem urodzenia i drugą, małą ojczyzną, wspominaną również przez moją rodzinę. Nie jest to kurtuazja, lecz wypływające z serca przekonanie. Dlatego postawiłem na Wałbrzych jako na miejsce zgrupowania kadry i będziemy tu w tym celu jeszcze przyjeżdżać, zwłaszcza, że ośrodek Aqua Zdrój ma znakomitą renomę.
 
Jak trener widzi szanse prowadzonej przez siebie reprezentacji?
 
– Niektórzy mówili dziewczynom, że się już do niczego nie nadają i nie należy od nich oczekiwać przyjemnych niespodzianek. A ja jestem odmiennego zdania. Nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Obserwuję pozytywne zmiany, tworzy się kolektyw i uważam, że mają warunki i możliwości, by wywalczyć awans, a same twierdzą, że mają sobie i innym coś do udowodnienia.
 
Szkoleniowiec dodał, że Białorusinki są co prawda półfinalistkami ostatniego EuroBasketu, ale nie stanowią przeszkody nie do pokonania. W razie porażki najgorszym doradcą, jak stwierdził, jest pesymizm.  – Nie uda się teraz, spróbujemy z Belgijkami. Nasze jeszcze pokażą, że mogą nawet gryźć parkiet, by dopiąć swego – zakończył Teodor Mołłow.
Rozmawiał Andrzej Basiński
SONY DSC
Od lewej: Trener Todor Mołłow, kapitan reprezentacji Polski Martyna Koc oraz menedżer reprezentacji Olga Kijewska podczas ponidziałkowej konferencji w Wałbrzychu.

REKLAMA

Kliknij tutaj