https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Inne czasy, inne granie

Rozmowa z Ireneuszem „Irasem” Jeżem, liderem legendarnego wałbrzyskiego zespołu rockowego Defekt Muzgó.
 
ANIOLOWIE- druga strona
 
 
 
 
 
 
Czy ostatnia płyta zespołu Defekt Muzgó „Aniołowie” to zwiastun zmian?
Ireneusz „Iras” Jeż: – Tak!
 
Jakie to są zmiany?
– Przede wszystkim jest to pierwsza płyta, nagrana po 17 latach przerwy. W jej tworzeniu udział wzięli muzycy, którzy tworzyli Defekt Muzgó w ostatnich 30 latach. Usłyszymy zatem: Tomasza Wojnara – Siwego, Krzysztofa Migdała – Hebana, Bogdana Kocika – Wkitora, Dawida Szydełko – Świętego, Dariusza Konkela, Jana Siepielę – Młodego oraz gościnnie Grzegorza Salomona. I mnie. Poza nowymi muzykami mamy także nowe brzmienia. Są na tej płycie utwory rockowe, reggae, punkowe, i ballady rockowe. Większość z domieszką hard rocka, który wprowadzam do naszego brzmienia od 2011 r, Płyta jest do kupienia za pośrednictwem naszego profilu na Facebooku i strony internetowej http://www.defektmuzgo.pl/.
 
Są to trochę zaskakujące brzmienia, jak na Defekt Muzgó…
– Chcę urozmaicić naszą muzykę, by nie była monotonna. Wprowadzam bardziej ambitną muzykę, elementy hard rocka i inne brzmienia, co jest bardzo dobrze odbierane, zwłaszcza przez młodych. Dowodzi tego utwór „Aniołowie”, który wygrał konkurs słuchaczy w łódzkim Radiu Parada. Płyta „Aniołowie” pokazuje, że Defekt Muzgó może zagrać wszystko, bo nie jesteśmy zaszufladkowani. Cechuje nas otwartość, nie tylko ortodoksyjny punk rock.
 
Jak te zmiany przyjmują wasi fani?
– Generalnie fani do nas piszą, że są zadowoleni z nowego brzmienia i że wprowadzamy te zmiany. Ale zdarzają się także osoby niezadowolone, jak to bywa w życiu… Jednak z rozmów z fanami po koncertach wynika, że oni nie chcą w kółko słuchać przeróbek z pierwszej płyty Defektu Muzgó. Trzeba pamiętać, że to, co było 30 lat temu, to były całkiem inne czasy, inna technika, inne granie, inne przesłanie dla odbiorców, bo żyliśmy w państwie totalitarnym. Wtedy trzeba było przemycać slogany w piosenkach i trzeba było kołować cenzurę. Tylko podczas festiwalu w Jarocinie można było wyśpiewać co się chciało.
 
A co ma wspólnego Defekt Muzgó z legendarnym brytyjskim zespołem Joy Division?
– Dramatyczną historię. Joy Division, po samobójczej śmierci Iana Curtisa, zmienił nazwę na New Order i podobnie było w naszym przypadku.
 
Niewiele osób jednak wie, skąd wzięła się nazwa Defekt Muzgó.
– Fredek Wójcik był świetnym gitarzystą. W swoje 18 urodziny jadł obiad z siostrą, po czym wstał od stołu i… wyskoczył z okna mieszkania na wałbrzyskim Podzamczu. Podczas stypy na cmentarzu, suto zakrapianej wódką, przy jego grobie Heban powiedział: „Fredek, coś ty na robił w swoje 18 urodziny?! Ty chyba miałeś defekt mózgu!” I tak właśnie doszło do zmiany nazwy zespołu z Bunt na Defekt Muzgó.
 
Z zespołem pożegnał się „Siwy”, co dla wielu fanów oznaczało koniec starego Defektu Muzgó. Jak to wygląda z waszej perspektywy?
– O rozstaniu zadecydowały osobiste problemy Siwego. Mamy wielki szacunek dla niego i jego wkładu w historię zespołu, ale – jak powiedział Heban – „Siwy zwolnił się na własne życzenie”…
 
Co na to tak zwani starzy fani?
– Są podzieleni. Ale powiedzmy, że 80 procent starych fanów akceptuje zmiany. Tym bardziej, że nie odcięliśmy się od korzeni, bo na koncertach wciąż gramy stare kawałki: Jolka, Wałbrzych, Wojna światów, Obcy, Norma, Szklana róża i nasz „hymn narodowy”: Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Zatem wciąż jesteśmy bardzo dobrze odbierani. I jestem zaskoczony, że na nasze koncerty przychodzą młodzi ludzie. To jest już trzecie pokolenie, które przychodzi z rodzicami. Rodzice słuchają, podpowiadają, pokazują kasety, płyty i mówią im: „tego właśnie słuchaliśmy w waszym wieku”. A nasze utwory nie starzeją się, bo mają przesłanie.
 
Jakiś przykład?
– Proszę: Wojna światów – jak najbardziej aktualny.
 
Jak to się stało, że pół miliona ludzi na raz, z jednego miejsca, pozdrawiało Wałbrzych?
– W 2013 roku zagraliśmy na Przystanku Woodstock. W pewnym momencie dołączył do nas Jurek Owsiak i razem zaśpiewaliśmy „Wszyscy jedziemy na tym samym wózku”, wraz z widownią liczącą jakieś… pół miliona. Potem Jurek krzyknął: „Pozdrawiamy Defekt Muzgó i pozdrawiamy Wałbrzych”. I te pół miliona ludzi pozdrawiało. Jak widać nie jesteśmy jakimś lokalnym zespołem. Polonia prosi nas o koncerty, a potęga internetu daje nam teraz kontakt z całym światem. Dzięki Defektowi Muzgó i Wałbrzych jest promowany w świecie.
 
W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o najnowszym waszym teledysku „Wolfsberg”.
– Latem tego roku była premiera. Jest on do zobaczenia na naszej stronie internetowej czy na Youtube. Tam też Monika Brodka napisała: „Jestem zaskoczona. Super! Pozdrawiam z Las Vegas.” Klip ten został nakręcony w lutym tego roku, gdy nikt z nas nie przypuszczał, że wybuchnie wojna na Ukrainie. A teledysk „Wolfsberg” jest właśnie przesłaniem przeciwko wojnie.
 
 
Pracujecie nad nową płytą?
– Oczywiście! W przyszłym roku ukaże się płyta „Progress”. Już mamy 80 proc. materiału.
 
Kiedy i gdzie można was zobaczyć i usłyszeć na żywo?
– Na wiosnę planujemy trasę koncertową z Odziałem Zamkniętym, Frogg and Dog, w naszymregionie i w Polsce.
Rozmawiał Robert Radczak

REKLAMA

Aby kontynuować zaakceptuj korzystanie z plików Cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close