Ciemność widzę

Polecamy13 września, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Naprawdę ze zgrozą czytam wypowiedź wicepremiera Glińskiego, który mówi, że PiS nie będzie dążył do przyśpieszonych wyborów z uwagi na to, że chociaż w sondażach już teraz mógłby osiągnąć większość konstytucyjną, to większość konstytucyjną PiS zbuduje w normalnych wyborach za dwa lata. Zgroza moja budzi się dlatego, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że te słowa ciałem stać się mogą i faktycznie za dwa lata prezes IV RP wprowadzi swoją konstytucję, wobec której tzw. konstytucja kwietniowa (z 23 kwietnia 1935 roku) zdać się będzie symbolem prawdziwej demokracji i praworządności.

Dla niewiedzących, o co chodzi (np. dla jednego absolwenta szkoły zawodowej) przypomnę, że konstytucja kwietniowa wprowadziła w II RP system autorytarny z elementami faszyzmu, co pozwoliło rządzącemu w Polsce obozowi piłsudczyków prowadzić politykę wewnętrzną i zewnętrzną, mającą z demokracją tyle samo wspólnego, co rządy Hitlera w Niemczech, czy też Stalina w Związku Radzieckim. Konstytucja kwietniowa z 1935 roku odrzucała zasadę trójpodziału władzy, co już prezes Jarosław czyni, nie oglądając się na obowiązującą konstytucję, za pomocą niekonstytucyjnych ustaw wprowadzających władzę autorytarną tylnymi drzwiami. Również bardzo znajomo brzmią i inne zasady zawarte w konstytucji z 1935 r., mianowicie odrzucenie zasady suwerenności narodu i wprowadzenie pojęcie państwa jako dobra wspólnego wszystkich obywateli, wprowadzenie elitaryzm, zgodnie z którym niektóre jednostki czy grupy są bardziej wartościowe od innych i z tego powodu powinny zajmować uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie. Wprawdzie każdego dnia prezes Jarosław oraz cała jego armia wiernych akolitów (naśladowców) bez przerwy odwołują się do o tzw. suwerena, to jednakże ani myślą, aby głosu jego posłuchać, albowiem uważają – ba, są o tym święcie przekonani! – że jako elita polityczna i intelektualna państwa, lepiej wiedzą, co dla wspomnianego suwerena jest lub będzie najlepsze.

Lepiej zorientowani w niuansach dzisiejszej rzeczywistości wiedzą, że obowiązująca dzisiaj konstytucja stoi na zasadzie egalitaryzmu, czyli całkowitej równości między ludźmi pod względem ekonomicznym, społecznym i politycznym. I chociaż w praktyce zasada ta nie jest i nigdy przez rządy prawicy nie była w pełni przestrzegana, to jednak, chociaż w ograniczonym zakresie, funkcjonowała. Prezes Jarosław marzy zaś o takiej formie władzy, jaką udało mu się zaprowadzić w swojej partii, gdzie rządy partyjnych elit pozwalają mu na coś w rodzaju samodzierżawia, czyli jedynowładztwa, na zasadzie rządów znanych w dawnej (a może nawet i obecnej) Rosji, gdzie jedyną władzę stanowił „batiuszka car”. Starsi czytelnicy pamiętają chyba jeszcze rządy takiego cara batiuszki w „socjalistycznej” Rumunii, zwanego Słońcem Karpat, który żelazną ręką (wraz ze swoją niesamowicie brzydką żoną) trzymał swych poddanych za twarz, mimo że w Rumunii istniała konstytucja, mówiąca o demokratycznych zasadach stanowiących podstawy socjalistycznego ustroju tego państwa. Nie znającym tamtej historii przypomnę, że jedną z pierwszych rzeczy, jakie po objęciu władzy (urzędy prezydenta mającego prawo do wydawania dekretów) uczynił, było wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji oraz zakazu rozwodów. Mam nadzieję, że nie tylko oni pamiętają także, czym się to dla rumuńskiego Słońca Karpat (i jego niesamowicie brzydkiej żony) skończyło.

Wszystko o czym mówi prezes Jarosław, a powtarzają za nim jak papugi rzesze jego wyznawców, wskazuje na to, że marzy mu się, by wzorem prezydenta II RP (konstytucja kwietniowa) posiadać najwyższą i niepodzielną władzę państwową, nie ponosić odpowiedzialności politycznej i konstytucyjnej (odpowiedzialność przed Bogiem i historią), sprawować zwierzchnictwo nad rządem, Sejmem, Senatem, siłami zbrojnymi, sądami i kontrolą państwową. Chciałby zapewne, aby jego dekrety nie wymagały kontrasygnaty, a także mieć prawo mianowania i odwoływania premiera, prezesów Sądu Najwyższego i NIK, powoływania 1/3 składu Senatu, rozwiązywania Sejmu i Senatu przed upływem kadencji itd, itp. Wszystko to nam grozi, jeżeli damy się ponownie uwieść obietnicom i wilczemu uśmiechowi Grzegorza Schetyny, albo różnym banialukom opowiadanym przez Ryszarda Petru, a zwłaszcza licznym bredniom opowiadanym przez Pawła Kukiza. Pisząc „my”, mam na myśli tych wszystkich wyborców o lewicowych poglądach, którzy w 2015 roku, zniechęceni do SLD, oddali swoje głosy na te partie prawicy, naiwnie sądząc, że staną się one przeciwwagą dla pisowskich zakusów obalenia polskiej demokracji. A doprowadziło to w rezultacie do tego, że brak SLD w Sejmie pozwolił prezesowi Jarosławiowi na zbudowanie większości parlamentarnej opartej na kilku przybudówkach, będących na krótkiej pisowskiej smyczy. Jarosław Kaczyński wie, jak kupić sobie poparcie. Najpierw uwiódł niezamożnych Polaków programem 500 +, programem budowy niby tanich mieszkań i powrotem do starych zasad wieku emerytalnego, przez co głosy poparcia utrzymują się na prawie stałym poziomie. Teraz rzuca nową obietnicę, zgodnie z którą, od 2018 roku każdy emeryt otrzymujący miesięcznie mniej niż 2000 zł, otrzyma dokładkę w postaci kolejnych 500 zł. I kto by na takiego dobroczyńcę nie zechciał zagłosować? Cieszcie się więc obrabowani dziś emeryci MSW – za kilka miesięcy prezes Jarosław, w łaskawości swojej, da wam te dodatkowe 500 zł, chyba, że wprowadzi dla was trzecią ustawę represyjną. Przerażenie mnie ogarnia, kiedy uświadamiam sobie, że niejaki Jacek Kurski miał rację twierdząc, że „ciemny lud wszystko kupi” i w przyszłych wyborach poleci głosować na nasze rodzime „Słońce Mazowsza”, dobrego ojczulka i opiekuna biednych i odrzuconych. I na to właśnie liczy prezes IV RP, który po uzyskaniu za dwa lata – w drodze demokratycznych wyborów – większości konstytucyjnej, zaprowadzi nam w Polsce taki porządek, że nawet mała szara myszka będzie się bała, w swoim ciemnym kąciku pisnąć w jakimkolwiek proteście. I – co najgorsze – może to potrwać przez długie lata, czego ani sobie, ani moim rodakom absolutnie nie życzę. I dlatego już dziś wołam o opamiętanie. Bo w innym przypadku będę mógł jeno zakrzyknąć, tak jak Maks w „Seksmisji”: ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,