Człowiek człowiekowi…

Polecamy23 sierpnia, 2017

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

Niedawno minęło 80 lat od rozpoczęcia w Związku Radzieckim ludobójczej akcji likwidacji „wrogów ludu”, której straszliwym plonem była śmierć ponad 700 tys. ludzkich istnień. To wyjątkowo tragiczne memento, uzmysławiające czym kończą się chore wizje degeneratów i zimnych ideowców – pomyleńców u steru państwa. Otóż kończą się morzem krwi. Przypominania czasów zezwierzęcenia (czy nie obrażam tu zwierząt?) trzymających polityczną władzę, nigdy za wiele.

Pomysłodawcą gigantycznego mordu był oczywiście Józef Stalin, jeden z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, jednak akcją wielkiego terroru kierował bezpośrednio ludowy komisarz spraw wewnętrznych (NKWD) Nikołaj Iwanowicz Jeżow. Mały (153 cm wzrostu) człowiek, ale z piekła rodem, który od lat młodości sympatyzował z bolszewikami. Zanim trafił na szczyty władzy, był m. in. ślusarzem i pracownikiem wytwórni krawatów.

30 lipca 1937 r. wydał rozkaz nr 00447, zarządzając masową likwidację „elementów antyradzieckich”. Trwała od sierpnia 1937 do września 1938 r. Jeżow ludowym komisarzem został we wrześniu 1936 r., rozpoczynając urzędowanie od krwawej rozprawy z ekipą swojego poprzednika Gienricha Jagody i podczas śledztwa często osobiście uczestniczył w torturach.

Ofiarami czystek zajmowały się haniebnej sławy „trójki”, składające się z naczelnika lokalnego NKWD, prokuratora oraz pierwszego sekretarza lokalnego komitetu partyjnego. Przywleczonym przed ich oblicza stawiano absurdalne zarzuty, np. szkodnictwa, sabotażu i próby obalenia ustroju, dochodzenie było fikcją. Jednego dnia „trójka” z Jeżowem w składzie skazała na rozstrzelanie 551 osób. W piśmie do NKWD w Nowosybirsku, „krwawy karzeł”, jak go nazywano, napisał: „Zlecam wam wytępienie 10 tys. wrogów ludu. Depeszować o wynikach”. Wartość ludzkiego życia dorównywała egzystencji larwy.

Masakra dotknęła m. in. niemal wszystkich wysokiej rangi dowódców wojskowych. Zabito trzech z pięciu marszałków, czternastu z szesnastu dowódców armii i wszystkich ośmiu admirałów oraz tysiące ich podwładnych, ale poza nimi masowo ginęli np. urzędnicy, przedstawiciele inteligencji, robotnicy i chłopi. Ofiary mordowano w miejscach oddalonych od ludzkich siedzib, jak lasy Kuropaty pod Mińskiem, czy Bykownia pod Kijowem, dokąd skazanych zwożono nawet tramwajami. Rytuałem było pojenie wódką wykonujących wyroki funkcjonariuszy. Często nie zadawano sobie trudu zatarcia śladów i trupy wystawały z ziemi. Pozbawiono życia ponad 110 tys. mieszkających na terenie ZSRR Polaków, a więc kilkakrotnie więcej niż później w Katyniu. Okrucieństwo diabelskiego konusa było niezmierzone. Często bez akceptacji Biura Politycznego, zezwalał lokalnym katom z NKWD zwiększać limity osób do rozstrzelania, twierdząc, że „lepiej przegiąć, niż nie dogiąć”.

W końcu Stalin uznał, że na razie masowego zabijania wystarczy, co stało się początkiem końca piekielnego krasnala. Zarzucono mu udział w spisku na życie satrapy i szpiegostwo. Prawdopodobnie po tajnym procesie, Jeżowa rozstrzelano 4 lutego 1940 r. Jego następcą w NKWD został kolejny sadysta, Ławrientij Beria, kierujący m. in. akcją uśmiercania Polaków w Katyniu.

Żyjemy w skrajnie nieprzewidywalnych czasach. Kiedyś zastanawiałem się, czy w XXI wieku możliwe byłyby u nas rządy terroru spowodowanego przez oszalałych polityków i takiego, jak Jeżow, kurdupla z szatańskich czeluści. Uznałem to za coś niemożliwego, zupełną abstrakcję. Przecież żyjemy wiele lat po erupcji faszyzmu i komunizmu, osiągnęliśmy w miarę wysoki stopień cywilizacji, mamy w większości solidnych sąsiadów, wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, a już samo to wydaje się gwarantem bezpieczeństwa. Pewność tę tracę powoli, acz systematycznie. Nie muszę szerzej wyjaśniać o co chodzi.

Historia uczy, że w Niemczech Hitlera i we Włoszech Mussoliniego, nadejście upiorów sygnalizowała pogarda dla myślących inaczej i wyzwiska, które miały odczłowieczyć przeciwników, szykowanych do likwidacji.

„Komuniści i złodzieje! Polacy drugiego i trzeciego sortu! Łotry! Kanalie! Zdradzieckie mordy!”.

To się zwykle tak zaczyna… Zatem bądźmy czujni.

Andrzej Basiński

Tagi: ,