Antyeuropejczyk – to jest to!

Polecamy23 sierpnia, 2017

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Parę lat temu niejaki Piotr Wierzbicki, jak się dowiaduję z jego książki – „jeden z najbardziej znanych polskich publicystów” – napisał przenikliwie dowcipną książeczkę, „Podręcznik Europejczyka. Z Ciemnogrodu do Paryża”. Zakpił w niej z tych Polaków, dla których Polska w Unii Europejskiej stała się nie tylko celem, ale i swego rodzaju ideą. Zalecił wszystkim zwolennikom wspólnoty europejskiej, by swe dzieło przekształcenia się w Europejczyka rozpoczęli od trzech kroków: po pierwsze – uznali, że są ciemniakami; po drugie – uznali, że mieszkają w Ciemnogrodzie; po trzecie – uznali wielkość europejskich autorytetów. I dalej roztacza autor ponury obraz Europy, kpiąc ze wszystkiego, co udało jej się osiągnąć w życiu społecznym, w nauce i kulturze, w rozwoju cywilizacyjnym, a w dalszej kolejności rozprawia się z wydumanym przez siebie środowiskiem posierpniowym, które ideę demokracji i pluralizmu uznało li tylko za środek do zdobycia władzy absolutnej, eliminując z życia publicznego inne ruchy opozycyjne.

Nie potrzeba było wielu lat, by się przekonać jak bliski jest ów „podręcznik” w swych założeniach „Dziejom głupoty w Polsce” nieodżałowanego Aleksandra Bocheńskiego. Rzecz w tym, że nieomal wszystkie zarzuty stawiane temuż właśnie bliżej nieokreślonemu środowisku posierpniowemu, pasują jak ulał do środowiska obecnie dzierżącego władzę, a nawet przekraczają je w skali nieporównywalnej.

Wymienię dla pełnej jasności niektóre z nich:

– pycha,

– przeświadczenie o własnych gigantycznych zasługach dla Polski,

– przeświadczenie o tym, że tylko ono ma prawo rządzić Polską,

– przeświadczenie o tym, że wszyscy, którzy chcą z nim rywalizować, są szkodnikami,

– przeświadczenie o własnych gigantycznych walorach intelektualnych,

– szczycenie się własną elegancją i przyzwoitością,

– grupowa solidarność we wspieraniu własnych karier i reklamowanie własnych dokonań…

Widać wyraźnie, że autor książki w swym ostracyzmie wobec rządzących III Rzeczpospolitą nie przewidział, że te same zarzuty można będzie postawić jego sitwie.

Ponieważ świat się zmienia (niektórzy mówią, że idzie z postępem), czerpiąc z osobistych doświadczeń i korzystając z dobrze już podbudowanego w oparciu o źródła materialne odsłonięte przez koryfeuszy kierunku politycznego Jarosława Wielkiego – Oswobodziciela, zwanego Kaczorem, wybitnych historyków IPN-u, zdecydowałem się wskazać jak najkrócej fundamenty programowe tej idei, której światłem olśniewającym jest – antyeuropejskość, czyli zamknięcie granic i powrót każdego Polaka – dobrego patrioty, z Paryża, Berlina, Londynu do rodzimego Ciemnogrodu.

Jest bardzo ważne, Drogi Czytelniku, kandydacie na Antyeuropejczyka, abyś dobrze rozumiał o co chodzi, czytając resume tego postu. Dlatego na samym początku sprecyzuję najważniejsze, stosowane w nim pojęcia:

Ciemnogród to pogardliwa nazwa kraju, w którym mieszkasz, głównie z powodu nieoświecenia jego mieszkańców. Ciemnogród powstał dlatego, że w przeciągu ponad tysiąca lat świadomość obywateli ulegała wpływom zachodniej, napływowej swołoczy, nieokiełznanej w rozpuście i samowoli. Wielu Lechitów odrzuciło prawdy i przykazania boskie głoszone przez księży – plebanów kościoła rzymskokatolickiego oraz dzierżących władzę jaśniepanów. A przecież uznawali oni za świętą słuszną zasadę, że każdemu Polakowi wszystko wolno, na co pozwala pan i władca w przymierzu z oświeconymi ojcami duchownymi.

Ciemniak, czyli „drugi sort”, to godny pożałowania mieszkaniec Ciemnogrodu, który dał się okiełznąć szatańskim wpływom zachodniej cywilizacji i wydaje mu się, że mu wszystko wolno, a zwłaszcza głosić publicznie owe zachodnie bezeceństwa, krytykować władzę pochodzącą od Boga, wyłonioną przecież w drodze tzw. demokratycznych wyborów, a więc świętą i nietykalną.

Przeciwstawieniem ciemniaka są wybitni intelektualiści i działacze społeczni, mający za sobą piękną kartę walki z komuną, to zarazem krzewiciele wiary świętej i ideałów demokracji, środowisko przyzwoitych Polaków, prawdziwych patriotów, czyli paniska z „wyższego sortu”. Przynależą lub aprobują jedynie słuszną, przewodnią siłę polityczną PiS, której ideą naczelną jest Bóg, honor i ojczyzna, a także narzucone przez tę władzę symptomy „dobrej zmiany”, zwłaszcza w obszarze prawa i sprawiedliwości. Odrodzona z niebytu siła polityczna potępia w czambuł komunistyczny ustrój PRL-u, odżegnuje się od sił nieczystych PZPR-u, ale oświadcza z całą stanowczością, że IV Rzeczpospolita będzie spełniać oczekiwania ludu pracującego miast i wsi w oparciu o fundamentalną zasadę – władza może wszystko. To dzięki temu PRL był w rozkwicie i dobrobycie, ale położyli temu kres nieodpowiedzialni straceńcy z „Solidarności”, kumając się z komunistami przy „okrągłym stole”. Wprawdzie przy stole usiedli niektórzy z obecnie rządzących, ale byli tam tylko z pozoru za, a w gruncie rzeczy przeciw.

Autorytety moralne i intelektualne, to przywódcy środowiska władzy, na czele z wodzem naczelnym, który z wrodzonej skromności każe nazywać się Prezesem, a nie Naczelnikiem i jest tylko zwykłym posłem, ale jego posłannictwo, namaszczone przez najwyższych hierarchów Kościoła, a zwłaszcza słynącego z biedy i skromności głosiciela słowa Bożego, Jego-Magnificencji Ojca – Dyrektora Rydzyka, trwać będzie wiecznie (Tak nam dopomóż Bóg, w Trójcy Jedynej i Wszyscy Święci!).

Oczywiście Wielki Jarosław otwiera tylko prześwietną listę autorytetów, a jest ona coraz to liczniejsza, bo w ślad za znakomitościami z partii i rządu, pojawiają się na niej coraz to nowe osobistości, z tzw. nadania rządowego, zwane najprościej „misiewiczami”. Oj będziemy mieli przebogatą listę świętych, a grobowce Wawelu wypełnią się po brzegi jeśli się spełnią przesłania proroków o rządach PiS-u w Polsce co najmniej do następnych wyborów. To już będzie zupełnie inna Polska. Uwierzmy w to – Polska Niepodległa, będąca sama w sobie sterem i okrętem, wyzwolona wreszcie z niewoli zaborczej Unii Europejskiej, Polska antyniemiecka, zwrócona twarzą ku wschodowi i za daleki ocean, mająca wsparcie militarne dwóch najwierniejszych przyjaciół: Rosji i USA.

Wyjście z Europy, tzw. polexit, to wyzwolenie się z Unii Europejskiej, czyli po prostu powrót do normalności, bo Polska była i jest w Europie, więc wcale tego nie musi potwierdzać przynależnością do organizacji, która w sposób nachalny i imperialny wtrąca się w wewnętrzne sprawy niezawisłego kraju nad Wisłą i Odrą oraz dyktuje nam co według niej mamy zapisane w konstytucji i jak to interpretować. Taka sobie „zwykła książeczka”, jak to określił Prezes, zwana konstytucją, jest tylko wytworem ambicjonalnym imperialistów zachodnich, którzy w ten sposób zapewnili sobie władzę i globalne wpływy na świecie, a ich zausznicy z Ciemnogrodu dali się zrobić w bambuko i małpują zabawę w konstytucję już od 3 maja 1791 roku, czyniąc nawet z tego powodu święto narodowe.

Nie będę już się rozwodził nad bezdyskusyjnymi chyba dla każdego Polaka zaletami antyeuropejskości. Tylko ona pozwoli każdemu z nas nie być ciemniakiem, lecz oświeconym paniskiem i przynależeć do kasty „pierwszego sortu”, czuć się w swoim własnym, ojczystym domu jak w krainie mlekiem i miodem płynącej, a nie w jakimś Ciemnogrodzie, jak ośmielają ją nazywać jej antagoniści. Tu, nad Wisłą i Odrą, mamy wielkie autorytety własnego chowu, już dawno godne tego, aby je wynieść na ołtarze, a nie ekscytować się sprzedajnymi elitami z Zachodu, albo – nie przymierzając – Polakami na usługach unijnych. Dlatego naszym celem jest jedno – polexit i to nie po angielsku, ale po naszemu, czyli – Unio Europejska von stąd. Polska – tylko dla prawdziwych Polaków. A zamiast Konstytucji wystarczy nam „Podręcznik Europejczyka” antyeuropejczyka Wierzbickiego. Przyda się w szkole. Jak katechizm.

Stanisław Michalik

Tagi: ,