Mewy i mordy

Polecamy2 sierpnia, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

Zafundowaliśmy sobie z żoną kilkanaście dni głębszego oddechu nad polskim morzem, bo ponad trzysta metrów różnicy poziomów pomiędzy Bałtykiem a podnóżem Chełmca tworzy wyczuwalną dla kondycji psychofizycznej różnicę. Poza tym dobrze jest, chociaż raz w roku, oderwać się od starych kątów i zawierzyć nowym krajobrazom, że odciągną nasze myśli od spraw, którymi niespecjalnie chcemy się non stop zajmować, a które nieubłaganie skracają godziny i dni zdrowej egzystencji na tym padole. Skrzek mew i rytmiczny plusk fal mają działanie terapeutyczne, czym zresztą Ameryki nie odkrywam. Na plaży i ciągach spacerowych, jak również w rozlicznych kafejkach, nie wyczuwa się napięć, a wrogie sobie plemiona (nie lubię tej nazwy, ale weszła w powszechny obieg) schowały kły. Prawdę powiedziawszy, niektórzy w ogóle ich nie posiadają i bojkotują kolejne wybory… Chciałoby się więc jak najbardziej przedłużyć czas kontemplacji obrazów kojących nerwy, ale ponieważ nie znaleźliśmy się w sercu dzikich Bieszczadów, pozbawieni zupełnie dostępu do mediów, brutalna rzeczywistość szybko nas dopadła. Czar prysł. Oczywiście, za przyczyną prezesa, którego na tych łamach (za Stanisławem Tymem) zwę Karbowym.

„Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami!”. Z telewizora krzyczała do nas wykrzywiona twarz człowieczka, który nie jest w stanie zapanować nad wypełniającym go i rozpierającym jadem zemsty, wylewającym się z każdej pory. Po raz kolejny nie mogłem pojąć, jak taką postać wielu uważa za autorytet i najbardziej wpływowego polskiego polityka. „Jarosław, Polskę zbaw!” – jakież to żałosne i chore wezwanie, kierowane do kogoś, kto najniższe uczucia i emocje zaprzągł do swojego nienawistnego rydwanu. Nie ma w europejskiej polityce drugiej tak toksycznej i wrogiej indywidualności, wyrzucającej z siebie coraz to nowe wyzwiska, którymi obrzuca myślących inaczej. Wstyd, po prostu palący wstyd! Jakaż to małość! Jakież to przerażająco żałosne… Kim są ludzie oddający Karbowemu bałwochwalczą cześć? Przecież nie tylko ograniczeni nienawistnicy, ale i ludzie z wysokimi tytułami naukowymi i bogatym doświadczeniem w wielu dziedzinach. Jak się czują w kontakcie z – nomen omen – krzyczącą kwintesencją absolutnej pogardy dla współobywateli? Chyba duszą w sobie naturalny dla człowieka protest przeciwko zachowaniom wstrętnym, ale chcą o nich jak najszybciej zapomnieć i nadal wznoszą sztandary lizusostwa. Nie pojmuję zachowań znacznej części rodaków, nie mieszczą się one w mojej głowie. Występ Karbowego poszedł w świat. Można sobie wyobrazić zdumienie ludzi nienawykłych do oglądania podobnych scen zatruwania od lat polskiej rzeczywistości w wykonaniu takiego „męża stanu”. Jak długo jeszcze?

„Od dawna czekałem, panie Kaczyński, kto pierwszy złamie tabu i powie głośno to, co wszyscy słyszą. Prezes jest szalony. Zanurzony w odmętach obłędu, kierowany obsesyjną nienawiścią i urojeniami, demoluje Polskę, bo wydaje mu się, że w ten sposób zemści się za tych, których uznał za źródło swoich nieszczęść. Czekałem więc, kto będzie tym dzieckiem, które – jak w znanej bajce – widząc nago paradujacego monarchę, pierwszy poruszy kamyczek lawiny, głośno wołając: Król jest nagi! Prezes jest obłąkany! Nie sądziłem, że sam pan to krzyknie. I to z trybuny sejmowej” – napisał Wojciech Maziarski w swoim felietonie „Wczoraj pan przegrał, panie Kaczyński”, zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej”.

Po zejściu z trybuny, Karbowy obiecał „mordom”, że będą siedzieć, a realizacji jego groźby w przyszłości nie można wykluczyć, bo takie teraz mamy prawo i sprawiedliwość…

Śledzący z uwagą różne fora wiedzą, że wrzask Karbowego poruszył nie tylko ludzi przyzwoitych, ale i demony chamstwa, które postanowiły go przelicytować w liczbie i wadze rzucanych przekleństw i oskarżeń na „mordy”. Wiadomo o sympatyków jakiego ugrupowania chodzi. Jakież to obrzydliwe, plugawe i sekciarskie. Do takich ludzi należy cierpliwie docierać z wyjaśnieniami i tłumaczeniami, ale, jako rzecze znajomy hydraulik, jest to robota głupiego, to znaczy skazana na niepowodzenie. Skłaniam się, choć z oporami, ku jego zastrzeżeniu. Musimy się pogodzić z podziałem Polski, zaakceptować taką przyszłość naszych dzieci i wnuków?

Krótko po spektaklu Karbowego, popisała się jego wierna uczennica, Krystyna Pawłowicz. Na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości tak oto zwróciła się do posłów opozycji: „Zamknijcie mordy. Macie mordy, tak jak prezes powiedział, zdradzieckie mordy”. Pawłowicz zapomniała, że należy do najbardziej obleśnych postaci życia politycznego, a jej oblicze przyozdobione sałatką lub innym żarciem pochłanianym podczas obrad, w połączeniu z inwektywami pasuje jak ulał do określenia, które tak się jej spodobało.

A mew posłucham w przyszłym roku. Może przypadkiem trafię na polityczną ciszę?

Andrzej Basiński

Tagi: ,