Gdzieś daleko – od Statuy Wolności

Polecamy28 lipca, 2017

stanislaw michalik 

 

 

 

 

 

 

„Dajcie mi waszych zmęczonych, waszych biedaków. Wasze zgromadzone tłumy tęskniące, by odetchnąć wolnością…”

(Emma Lazarus, „Nowy Kolos”)

 

Niewielu ludzi na świecie o tym wie i pamięta. To właśnie Francja podarowała Stanom Zjednoczonym Statuę Wolności. Jest to posąg znany na całym świecie. Jego uroczyste otwarcie miało miejsce w 1886 roku, a dokonał go prezydent Stanów Zjednoczonych Grover Cleveland przy wtórze salw z 21 dział, ryku syren mgłowych na okrętach i olśniewających błyskach fajerwerków. Od tamtego dnia pasażerowie statków wpływających do portu w Nowym Jorku widzą wspinającą się w niebo monstrualną postać kobiety z pochodnią wolności w ręku. Znajduje się ona na położonej blisko portu maleńkiej wyspie Bedloe (obecnie Liberty Island, czyli Wyspa Wolności).

Statuę zbudowano w Paryżu w 1884 roku i przekazano ją ambasadorowi USA jako dar od narodu francuskiego dla narodu amerykańskiego. Piedestał zaprojektował amerykański architekt Richard Morris Hunt. Ma on 46 m wysokości. Sama statua ma 46 m wysokości, a więc koniec płomienia pochodni znajduje się na wysokości ok. 92 m nad ziemią. Posąg waży 229 ton, a u stóp bogini ma pęknięte kajdany. Korona z siedmiu promieni oznacza wolność rozprzestrzeniającą się przez siedem mórz na siedem kontynentów. Spiralowe schody wewnątrz statuy umożliwiają zwiedzającym wejście aż na koronę, to jest tak jak na dwunaste piętro wieżowca.

Statua narodziła się z francuskiej polityki. W 1865 roku na tronie francuskim zasiadł Napoleon III. Wraz z tym rozwiały się nadzieje na ustanowienie nowej Republiki Francuskiej. Środowisko inteligencji paryskiej wpadło na pomysł stworzenia takiego pomnika, który stanowiłby uznanie dla wielkiej republiki za Atlantykiem. Twórcą Statuy był młody rzeźbiarz z Alzacji Friderico August Bartholdi, a wspomagał go inżynier Aleksandro Gustav Eiffel, który zaprojektował rusztowanie ze stali. Nazwisko Eiffel nie wymaga szczególnych wyjaśnień. O jego niepowtarzalnym paryskim postumencie postaram się jeszcze napisać w osobnym felietonie.

Co się stało, że piszę dziś o jednym z najgłośniejszych cudów świata – amerykańskiej Statule Wolności? Myślę, że łatwo się tego domyśleć. Moje zdumienie wywołał fakt przyjazdu do Polski nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Wszystkie dotychczasowe wizyty zagraniczne prezydentów USA były czymś w rodzaju misji państwowej, mającej na celu uznanie dla odwiedzanego kraju za jego osiągnięcia w umacnianiu wolności i demokracji. Nie jest zagadką dla nikogo na świecie, że to, co wyczynia rząd PiS-owski w Polsce, budzi niepokój, a w tej chwili wręcz przerażenie zdecydowanej większości społeczeństwa wolnościowego w naszym kraju i na świecie. Obecność prezydenta USA w Polsce to swego rodzaju legitymizacja tego, co się u nas dzieje, a więc woda na młyn uzurpatorów, którym wydaje się, że skutkiem uzyskanej w wyborach większości parlamentarnej, mogą czynić wszystko, co im się podoba, łamiąc konstytucję i ograniczając do zera suwerenność organów sądowych. Ostanie wydarzenia z kolejną nocną przepychanką polityczną w Sejmie, a następnie obstawionym przez policję Senacie, dowodzą nieodparcie, że takie hasła jak wolność i demokracja nie mają od dłuższego czasu w tym kraju miejsca.

USA ma dar narodu francuskiego – Statuę Wolności, Paryż ma Wieżę Eiffla, którą może się szczycić na całym świecie. My – Polacy – mamy w stolicy dar narodu radzieckiego –Pałac Kultury i Nauki. I wcale nie uważam, że nie jest to powód do dumy. Pałac był przez lata ze względów politycznych symbolem Warszawy, a dziś pozostaje nadal ważnym miejscem jako zabytek architektury i przypomnienie tych czasów, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Niestety, będziemy – jak się okazuje – jeszcze długo o tym pamiętać. Wracamy bowiem znów do tego samego, co było w PRL-u. Jesteśmy wyprowadzani z zachodniego kręgu wartości. Wybór jest prosty – jeżeli nowa ustawa sądowa będzie przyjęta, oznacza to podporządkowanie sądów woli politycznej, a jest to wschodni model, oparty na sile i pieniądzu, znany nam z Rosji Putinowskiej lub Białorusi.

Wicemarszałek Bogdan Borusewicz (PO) używał  w senacie mocnych słów: „To amputowanie systemu sądowego w Polsce, niezależności, która jest podstawą funkcjonowania sądów, mówił też o niekonstytucyjności ustawy o ustroju sądów”. Podkreślał, że naruszona zostanie zasada niezawisłości i niezależności, bo prokurator generalny, który jest politykiem, będzie powoływał prezesów i wiceprezesów wszystkich sądów.

Obecna władza zniszczyła już Trybunał Konstytucyjny, teraz dokonuje unicestwienia suwerenności Sądu Najwyższego i wszystkich organów sądowych. Fundament systemu demokracji, oparty na trójwładzy, przestaje istnieć. Zewsząd słychać na ten temat głosy krytyczne największych autorytetów świata nauki i kultury.

Z tego co się dzieje w Polsce może się cieszyć nasz imperialny sąsiad – Rosja Putinowska. Powoli, choć wyraźnie wracamy do obozu krajów demokracji ludowej. Można się spodziewać, że wkrótce na naszym Placu Zwycięstwa stanie nowy monument. Będzie to znacznie wyższa od Pałacu Kultury statua z posągiem Jarosława K, z wzniesionym do góry ramieniem, w nim sierp i młot – obelisk nie mający sobie równego, dar Putina – za zasługi dla narodów Wschodu. Warszawa – tak jak Paryż – jest godna tego by mieć swoją Statuę Wolności! I będzie ją miała – za cenę utraty wolności. Wiadomo, jak w życiu – coś za coś! Koń Trojański z tego by się uśmiał!

Stanisław Michalik

Tagi: ,