Niech nastanie spokój

Polecamy28 lipca, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Kiedy 18 lipca 2017 r. słuchałem wygłoszonego w Sejmie, kolejnego już zresztą, płomiennego wystąpienia premier Szydło, to – daję słowo – ciarki przeszły mi po plecach. Beata Szydło, starająca się ze wszystkich sił odzyskać poparcie prezesa Jarosława, wygłosiła przemówienie godne komunistycznego trybuna, który obiecuje ludowi pracującemu miast i wsi, że nie spocznie, póki go nie uszczęśliwi i sprawi, że będzie się dostatkach wszelkich pławił do woli. Beata Szydło wprost histerycznie krzyczała, że skończył się czas, kiedy sędziowie krzywdzili lud prosty, bo teraz sędziami będzie kierował najsprawiedliwszy z jedynie prawych i sprawiedliwych, czyli minister i prokurator w jednym, sam Zbigniew Ziobro. Przecież on, magister prawa, o prawie wie wszystko i jest bieglejszy niż wszyscy razem wzięci do kupy polscy i zagraniczni profesorowie prawa, sędziowie Sądu Najwyższego, byli prezesi i sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, wszelcy przedstawiciele prawniczych zawodów. Magister Ziobro jest od nich mądrzejszy, bo jego mądrość jest mądrością prezesa Jarosława. Oczywiście Beata Szydło nie mówiła tego wprost, ale ja to jej wiecowe przemówienie z sejmowej mównicy tak odebrałem i tak zrozumiałem.

Później było jeszcze bardziej groźnie. Oto na mównicę sejmową wdziera się – niezgodnie z regulaminem – sam prezes, który do posłów, wybranych tak jak on w wolnych i demokratycznych wyborach, krzyczy:

 

„Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami.”

 

Przyznam szczerze: czegoś takiego w polskim Sejmie (również w czasach PRL) nie widziałem i nie słyszałem. Widać wyraźnie, że prezes nie ma już żadnych zahamowań, a to staje się dla nas, obywateli drugiego, trzeciego i czwartego sortu bardzo niebezpieczne. Oczekuję teraz, że do Sejmu wpadną oficerowie (namaszczeni przez Antoniego Macierewicza) i płazami szabel (specjalnie na tę okazję im wydanymi) okładać będą niepokornych posłów z opozycji. Bo tak już w polskim Sejmie było. Za czasów wielkiego Marszałka. Jednak nigdy dotąd, w parlamencie III RP, jeden poseł nie wrzeszczał do drugiego posła (w tym przypadku do posłanki Nowoczesnej schodzącej z mównicy) won! Nigdy dotąd nikt w III RP nie obrażał w taki sposób polskich posłów, nikt posłów o zamordowanie kogokolwiek publicznie nie oskarżał. Nikt nie naruszał ich nietykalności cielesnej, co się podczas nocnych obrad zdarzyło, kiedy poseł PiS wyrywał telefon posłanki PO, nagrywającej to, co się na sejmowej ławce prezesa zaczęło się dziać. Ledwie się powstrzymałem, aby „nie zasadzić kopa” mojemu telewizorowi gdy zobaczyłem, że zwykły poseł może sobie wejść na trybunę, oświadczając zarazem z butą, że czyni to pozaregulaminowo i z mównicy bezczelnie i brutalnie rzucać kalumnie i oskarżenia. Robi to przy całkowitej aprobacie marszałka Sejmu Kuchcińskiego, znanego z tego, że z wielką ochotą wyznacza kary finansowe posłom z opozycji za złamanie regulaminu Sejmu, a nawet niekiedy posuwa się do gróźb użycia Straży Marszałkowskiej, kiedy jakiś poseł z opozycji bez jego zgody i nieregulaminowo wchodzi na mównicę. W przypadku prezesa marszałek Kuchciński dostał nagle paraliżu. Zapewne ze strachu, że jak zareaguje, to ciepłą posadkę marszałka straci natychmiast, za przyczyną jednego skinięcia paluszka prezesa. Zachowanie rządzącej junty poselskiej wskazuje bez wątpliwości, że posłowie PiS, wzorem swego wodza, nie boją się już niczego, nie boją się odpowiedzialności karnej za cokolwiek. Bo przecież nie po to rozwalili Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądowniczą, a teraz niszczą Sąd Najwyższy, aby teraz bać się odpowiedzialności prawnej i politycznej. Kruk krukowi oka nie wykole.

To wszystko sprawia, że coraz bardziej rośnie we mnie przekonanie, iż zamiarem prezesa jest odbudowanie nowej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w której prezes się wychowywał, kształcił i tamtymi czasy tak mocno nasiąkł, że wolna i demokratyczna Polska strasznie zaczyna go uwierać. Stąd przemożne dążenie do likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, bo w PRL (za wyjątkiem krótkiego, bo schyłkowego okresu) przecież go nie było, a rządzący uchwalali takie prawa, jakie im akurat pasowały. Stąd przemożna chęć do powrotu czasów, kiedy to nie Sejm i nie ministrowie oraz premier decydowali o kursie politycznym, społecznym i gospodarczym, tylko I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którego pozycję i rolę prezes sam sobie wyznaczył, a jego posłuszni akolici i janczarowie w tym go umacniają. Stąd przemożna chęć powrotu do czasu, kiedy wyroki zapadały w gabinetach pierwszych sekretarzy, a sądy zajmowały się tylko ich ogłaszaniem. Mówiąc krótko: realizuje się niegdysiejsze wołanie suwerena „komuno wróć”. To, co się obecnie dzieje w Polsce, to jakaś polityczna (i chyba nie tylko) schizofrenia paranoidalna, bo inaczej nie mogę sobie tego wytłumaczyć, kiedy z jednej strony dekomunizuje się ulice imieniem Janka Krasickiego, a z drugiej strony ludzie prezesa ślinią się do komunistycznych władz Chin Ludowych i biorą od nich pieniądze na budowę nikomu niepotrzebnego lotniska, które będzie nosiło imię Lecha Kaczyńskiego. Z jednej strony młodzieniec, żołnierz konspiracyjnej Gwardii Ludowej i przewodniczący Związku Walki Młodych, który za to, iż walczył z bronią w ręku z niemieckim okupantem, został zakatowany bestialsko w gestapowskiej kaźni na Alei Szucha. Z drugiej strony komunistyczne władze Chin Ludowych, których czołgi na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie rozjeżdżały demonstrujących Chińczyków, marzących o demokratycznym ustroju. Z jednej strony kombatanci I i II Armii Wojska Polskiego wyzwalający kraj spod niemieckiej okupacji, z drugiej strony „bohaterowie” mordujący bestialsko kobiety, dzieci, starców i wszystkich mężczyzn (paląc ich np. w stodole), tylko dlatego, że byli innej wiary lub narodowości. To, co w nocy z wtorku na środę (18/19.07.2017 r.) działo się w polskim parlamencie, jest obrazem niesamowitej pychy i buty sejmowej junty, ale zaczynam żyć nadzieją, że w niezbyt odległym czasie ziści się powiedzenie, że pycha i buta kroczy przed upadkiem. Żyję nadzieją, że tego upadku się doczekam i nie spełni się obawa jednego z protestujących w obronie trójpodziału władzy, urodzonego w czasach PRL, że w PRL przyjdzie mu umrzeć. Żyję nadzieją, że po niechybnym upadku sejmowej junty, zwycięska demokracja przez jakiś czas wykorzysta stworzone przez tę juntę prawa, aby szybko i skutecznie i z całą bezwzględnością ICH prawa, rozliczyć ICH za to, że podnieśli rękę na to, co wspólnymi siłami zostało w Polsce po 1989 roku zbudowane. I oby się to stało jak najrychlej i nastał spokój.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,