Mózg staje

Polecamy19 lipca, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdyby ogłoszono konkurs na parlamentarzystę, którego medialne wypowiedzi najbardziej bulwersują widzów i słuchaczy, mogę się założyć o wysoką stawkę, że to współzawodnictwo wygrałby w cuglach poseł PiS Stanisław Pięta.

To, że często, po każdym znaczniejszym wydarzeniu, ale nie tylko, ustawia się do niego kolejka dziennikarzy, nie świadczy bynajmniej o tym, iż oczekują od Pięty wypowiedzi godnych umieszczenia na czołówkach. Podtykają mu mikrofony tylko dlatego, że mają żelazną pewność, iż kolejny raz poseł powie coś, co swoim poziomem nawet osoby o skromnej inteligencji zetnie z nóg i zapowiada się powszechny rechot odbiorców. Reporterzy mają to jak w banku. Solówki Pięty, wygłaszane z pełną powagą, dadzą się dopasować jedynie do percepcji ucznia pierwszych klas podstawówki. Pisowski parlamentarzysta nie robi sobie z dziennikarzy jaj, on swoje kwestie wypowiada, co widać na ekranie, z zaangażowaniem całego swojego jestestwa. Jego wystąpienia każdorazowo skłaniają do zadania pytań o znaczeniu fundamentalnym: jakim cudem człowiek o takim intelekcie znalazł się w poselskich ławach?; jaki poziom reprezentują ci, co go wybrali?; jeśli takich mamy reprezentantów narodu, jak można od nich oczekiwać stanowienia wysokiej jakości prawa w kraju aspirującym do cywilizacyjnej czołówki?

Uszy, szczęki i ręce opadają po występach wiernych Karbowego. Mózg staje. Żenada. Kompromitacja. Porażająca głupota. Kpiny z inteligencji społeczeństwa. Dotyczy to także innych parlamentarzystów i członków rządu, których oddech we wspomnianym konkursie Pięta czułby na plecach. Tak się jakoś dziwnie składa, że kolejni pretendenci do eksponowanych lokat w rywalizacji absurdów, wywodzą się z partyjnego obozu Pięty. Depcze mu po – nomen omen – piętach Krystyna Pawłowicz, która jeśli się akurat nie objada (obżera) sałatką, to zwykle ordynarnie traktuje swoich sejmowych oponentów, jak również m.in. sędziów. Niezmiennie zadziwia jaskrawy kontrast pomiędzy jej prawniczym wykształceniem i pracą akademicką a zachowaniem uwłaczającym elementarnej przyzwoitości. Idźmy dalej – Marek Suski. Nawet jego partyjni koledzy ksztusili się ze śmiechu, gdy podczas obrad komisji śledczej ds. Amber Gold dopytywał o carycę Katarzynę, a zatrudnienie Małgorzaty Sadurskiej w zarządzie PZU z miesięczną pensją 90 tys. zł., uzasadnił jej znajomością… programu PiS. Gdy w Radomiu gówniarze z ONR bili KOD-owców, wystąpił w obronie rodzimych nazistów, a w ślad za nim podążyła Beata Mazurek (pojawienie się jej oblicza na ekranie sprawia, że wielu natychmiast wyłącza telewizory), która „rozumie młodzież”. Także faszystowską. No, mówię wam: groteska. Ale dlaczego podobne indywidua mają decydować o naszej przyszłości? Dlaczego uzurpują sobie takie prawo? Dlatego, że wielbi ich za to część ponurego i nienawistnego społeczeństwa, któremu bardzo się podoba atmosfera nagonki, np. na sędziów i obcych?.

Pisowskie kadry są rozpaczliwie słabe. Z reguły to tzw. kiwony, bezkrytyczni chwalcy wszystkiego, co powstanie w głowie Karbowego („Te, no, kiwony (…). Takie znaczy się figurki, co to taki chińczyk czy inszy japoniec zrobiony, że jak tylko palcem dotknąć, to on głową kiwa i kiwa, bez końca”. Tadeusz Dołęga – Mostowicz – „Kiwony”). Polskę zalał potop ludzi niekompetentnych, których najważniejszym atutem dla władz jest to, że są zaufanymi i ślepo oddanymi partii Karbowego – Misiewicze i Pisiewicze. Nepotyzm i kolesiostwo w rozmiarach dotychczas niespotykanych. Gdzie się podziało moralne wzmożenie PiS? Lekarzu, lecz się sam!

Zaraza ma przeniknąć wszędzie i głęboko. Partia i jej wszechobecność ma dla Karbowego większą wartość niż państwo polskie z całą jego różnorodnością, także myślących inaczej niż to głoszą szamani PiS, a więc oczywiście zdrajców. Nie da się ich przekonać do dobrej, pożal się Boże, zmiany, to się poszuka na nich haków. PiS nie zna granic, ale czego można oczekiwać od formacji szydzącej z prawa i sprawiedliwości, opętanej butą, jakiej w Polsce nie widziano? Teraz rozważa kolejny szatański zamiar – pognębienie samorządów, których nie da się przejąć w drodze normalnych wyborów, a które zawiadują znacznymi obszarami i majątkiem, czego PiS ścierpieć nie może. Ale zaraza, jak grypa hiszpanka, ma swój koniec. Dołóżmy się do tego, by go przybliżyć.

Andrzej Basiński

Tagi: ,