Echa naszych publikacji: pomnik niepodległości czy żołnierzy wyklętych?

Polecamy5 lipca, 2017

Sporadycznie czytam Tygodnik DB2010 i dlatego nie czytałem tekstów p. A.Basińskiego, do których ustosunkowuje się p. J.Langer w swoim artykule zamieszczonym w DB 2010 z dnia 25 maja 2017, a dotyczących pomnika Żołnierzy Wyklętych.

Pan Jerzy Langer jest tak zauroczony „dobrą zmianą”, że zapomina o tym, że w przytoczonym okresie PRL, gdy obchody 11 listopada były nielegalne, za złożenie kwiatów pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie został skazany na więzienie późniejszy prezydent RP Bronisław Komorowski, nazywany przez obecnych miłośników „dobrej zmiany” „Komoruskim”.

Nie wiem tylko, czy pan Jerzy Langer pamięta, że odzyskanie niepodległości i „powrót Polski na mapę Europy” w 1918 r. nijak ma się do działalności oddziałów partyzanckich po zakończeniu II wojny światowej, nazywanych dziś Żołnierzami Wyklętymi.

Żołnierze Wyklęci nie przyjmowali do wiadomości faktu podpisania przez aliantów, w osobach premiera Wielkiej Brytanii Churchila, prezydenta Stanów Zjednoczonych Roosevelta i wodza naczelnego ZSRR Stalina, protokołu Konferencji Jałtańskiej, który uznawał prawo ZSRR do urządzenia Europy Wschodniej wg. planów Stalina, a także – między innymi – utworzenia Rządu Tymczasowego w Polsce.

Przy całym szacunku dla ich waleczności, patriotyzmu i niejednokrotnie daniny krwi w czasie trwania wojny, kiedy walczyli w szeregach polskich oddziałów partyzanckich, w świetle tych wydarzeń działalność zbrojnego podziemia po jej zakończeniu nie miała żadnego znaczenia dla kształtu ustroju Polski. Wiedząc o tym, Gen. Leopold Okulicki w styczniu 1945r. rozwiązał Armię Krajową i zwolnił jej członków z przysięgi wojskowej (między innymi do walki zbrojnej) zalecając jednocześnie legalne działania niepodległościowe, polegające na włączaniu się w działania tworzących się struktur państwowych. Dzisiaj wiemy, że okazało się to niemożliwe, bo plebiscyt 3 x tak i wybory w 1946 r. zostały sfałszowane przez komunistyczne władze.

Liczne wyroki śmierci i represje, którym poddawani byli żołnierze rozwiązanej Armii Krajowej, powodowały naturalny odruch samoobronny i część członków podziemia nie podporządkowała się rozkazowi dowódcy. Kontynuowała walkę zbrojną z nowo powstałą władzą i – niestety, w licznych przypadkach – dokonywała zwykłych samosądów na ludności cywilnej.

Nie znam osobiście pana Basińskiego, ani szczegółowo jego poglądów politycznych i nie wątpię, że potrafi sam odpowiedzieć na postawione przez pana Langera pytanie. Znam natomiast osobiście i znałem w przeszłości poglądy polityczne pana Langera, a ponieważ pytanie zostało zadane publicznie, nie traktuję tego jako listownej wymiany poglądów pomiędzy obu panami.

Od siebie mogę panu Langerowi odpowiedzieć na zadane pytanie: co odzyskaliśmy w 1989 roku?

Bez rozlewu krwi wszyscy, zjednoczeni w duchu patriotycznym solidarnie wypowiedzieliśmy wobec całego świata postanowienia jałtańskie jako pierwsi w Europie, uzyskując możliwość samostanowienia i „pożegnaliśmy” kilkaset tysięcy żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce. Czy to mało? Czy dokonaliby tego żołnierze wyklęci? Czy żołnierze wyklęci doprowadziliby do porozumienia Okrągłego Stołu?  Pomimo tego, że wybory w 1989 r. były nie w pełni demokratyczne, wszystkie pozostałe po tej dacie były w pełni demokratyczne i suweren – ulubione słowo obecnej władzy – mógł od tego czasu wybierać kogo chciał. I wybierał, pomimo tego, że według niektórych Okrągły Stół był zdradą. Widocznie suweren nie chciał wybrać tych, którzy ubzdurali sobie, że to oni powołani są do zbawienia Polski. W demokracji jest jednak taka zasada, że wszyscy wyborcy mają takie same szanse wybrać swojego reprezentanta i przekonanie o własnym posłannictwie oraz misji dziejowej, realnej czy urojonej, nie wygrywają z kartką wyborczą. Żadna z utworzonych partii politycznych, włączając w to post pezetpeerowską SdRP, nie kwestionowała tego faktu.

Przecież razem, w „Solidarności”, świętowaliśmy zwycięstwo wyborcze 4 czerwca 1989 r. i wybór pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego, nie wyłączając nikogo, nawet tych z byłej PZPR. Przecież razem szliśmy przez ulice Wałbrzycha skandując okrzyk „chodźcie z nami.” I poszli z nami nawet ci, do niedawna przeciwnicy polityczni, z którymi niedawno wg. PiS dopuściliśmy się „zdrady okrągłostołowej”. Ci sami, do niedawna, przeciwnicy polityczni, już wtedy pod sztandarami SLD, decyzją suwerena wybrani do rządzenia w kolejnych demokratycznych wyborach, wprowadzili Polskę do NATO i Unii Europejskiej, co było do niedawna tylko marzeniem milionów Polaków. Między innymi tych, którzy tylko o tym mówili. Trzeba być zupełnie oderwanym od rzeczywistości, żeby nie widzieć, że sukcesy w stosunkach NATO – Polska, będące gwarancją bezpieczeństwa i suwerenności Polski, którymi tak zachwyca się rządząca ekipa i pan Prezydent Andrzej Duda, powstawały na przestrzeni 27 lat, a udział w korzystaniu z budżetu Unii Europejskiej, porównywalny z udziałem w Planie Marshala, jest istotnym efektem obecnej dobrej sytuacji gospodarczej.

Przecież kariera zawodowa pana Langera i tysięcy działaczy związkowych naszej wspólnej „Solidarności”, a dzisiaj polityków, jest ściśle związana ze zwycięstwem wyborczym 1989 r., w wielu wypadkach również ze zdjęciem z przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechem Wałęsą na plakacie wyborczym w 1989 r.

Nie wierzę w to, aby pan Jerzy Langer, obecnie współredaktor „Niezależnego Słowa. Tygodnika regionalnego NSZZ „Solidarność” w Wałbrzychu”, którego w stanie wojennym byliśmy obaj jednymi z wydawców i kolporterów, nie pamiętał roli Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej w walkach partyzanckich i tworzeniu Podziemnego Państwa Polskiego oraz podtrzymywaniu ducha patriotyzmu i nadziei na wolną Polskę.

Jeżeli już stawiać nowy pomnik, to w tym samym miejscu na Podzamczu wspólny dla uczczenia współtwórców niepodległego Państwa polskiego z bronią w ręku w 1918 r. oraz tych, którzy pokonali komunizm kartką wyborczą w 1989 r.

Jestem ponadto przekonany, że po przegranych przez partię „dobrej zmiany” następnych wyborach parlamentarnych społeczeństwo wystawi również pomnik pierwszemu niekomunistycznemu premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu.

Z niepokojem zauważam, że coraz częściej zastępuje się zasługi dla walki zbrojnej Armii Krajowej nieraz wątpliwymi pod względem wyzwoleńczym akcjami „żołnierzy wyklętych”.

Czyżby był to początek ”wygumkowywania” osoby gen. Okulickiego, dowódcy Armii Krajowej, za to, że ją rozwiązał, pozbawiając jej żołnierzy możliwości bohaterskiej śmierci z rąk komunistów i „kształtowania ducha patriotyzmu dzięki wojnie, jej pozytywnej cechy”, jak to określili recenzenci Ministerstwa Kultury w odniesieniu do idei Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Jan Kołodziejczyk

pomnik niepodleglosci

Tagi: , ,