Rzecz nie tylko o konstytucji

Polecamy5 lipca, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Nie mogę się powstrzymać od dodatkowego skomentowania procesu generała Leszka Lamparskiego, o którym pisałem 22 czerwca br w nr 23 Tygodnika DB 2010, dlatego też pozwalam sobie na przedstawienie kilku przemyśleń dotyczących tego – w moim odczuciu – haniebnego wydarzenia.

Jak wiadomo, prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej – stawiając 92 zarzuty – opierał się w głównej mierze na stanowisku, że – uchwalając dekret o stanie wojennym – Rada Państwa dopuściła się złamania Konstytucji PRL, przez co wszelkie działanie oparte na tymże dekrecie stanowiły złamanie prawa w tymże PRL obowiązującego. Przyznam się szczerze, że nie wiem czy mam w tym momencie śmiać się, czy też płakać. Doszedłem do wniosku, że wybieram to pierwsze, bo naprawdę śmiesznym wydaje mi się fakt, iż w obronie konstytucji okupowanego przez Moskwę państwa, a więc aktu wydanego – w myśl obowiązującej linii wykładniczej aktualnej polityki historycznej POPiS – z inicjatywy i polecenia władz okupacyjnych, stają Naprawdę Prawdziwi Polacy i Patrioci, szczerzy do bólu antykomuniści i wrogowie Rosji, którą uznają za prawną i polityczną sukcesorkę ZSRR. Zalewam się łzami ze śmiechu, że tym samym (obrona wartości zawartych w Konstytucji PRL) owi szczerzy Polacy i Prawdziwi Patrioci de facto legalizują władze Polski Ludowej i wszystkie akty prawne oraz decyzje polityczne, jakie w czasach PRL zostały wydane. Nie zauważają przy tym wcale, że tym samym popadają w polityczne rozdwojenie jaźni, czyli normalną schizofrenię. Przyznam się, że wcale się nie dziwię, iż temu się nie dziwię. Na dodatek – co wydaje mi się jeszcze bardziej śmieszne i kuriozalne zarazem – ci szczerzy Prawdziwi Polacy i Patrioci, czyli ludzie „lepszego sortu”, bronią wartości i praw zapisanych w Konstytucji PRL i tych, którzy je złamali, stawiają dziś przed sądami karnymi, a jednocześnie nie mają jakichkolwiek zahamowań przed łamaniem zasad i praw zapisanych w Konstytucji III RP. Przypomnę, że w odróżnieniu od tamtej, ta została uchwalona i przyjęta w referendum w wolnej i demokratycznej już Polsce, a więc winna być szczególnie szanowana i przestrzegana przez wszystkich. Także rządzące partie polityczne i rzesze ich wiernych, ale – jak się okazuje – często bezmyślnych zwolenników, których aktualne władze namiętnie okraszają mianem suwerena.

I w tym miejscu przejdę do jednego tylko przykładu, obrazującego bardzo wymownie stosunek polskiej prawicy, czyli dwóch głównych partii politycznych, które przez ostanie 12 lat, będąc naprzemiennie u władzy, dewastują wszystko to, co młoda polska demokracja po 1989 roku zdołała zaprowadzić, i zdawałoby się, utrwalić. Chodzi mi o tak zwaną ustawę dezubekizacyjną, a faktycznie ustawę represyjną, której znakiem rozpoznawczym jest totalne lekceważenie i złamanie podstawowych zasad demokratycznego państwa, przyjętych w obowiązującej (ponoć wszystkich) Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Ustawa ta pozwala państwu polskiemu brutalnie represjonować emerytowanych funkcjonariuszy polskiej policji, z którymi w 1990 roku zawarło kontrakt polegający na tym, że za ciężką i niebezpieczną służbę przysługiwać im będą określone emerytury, których wysokość i zasady przyznawania zostały ustalone w uchwalanych przez wolny i demokratyczny Sejm ustawach. Oficjalnego wyłomu w polskiej demokracji dokonała Platforma Obywatelska, która w 2009 roku zrobiła pierwszy krok w kierunku uznania obowiązującej konstytucji za nieważną uznając, że może bezkarnie wrzucić w kąt podstawowe zasady konstytucyjne, czyli ochrony praw nabytych, niedziałania prawa wstecz, zaufania obywateli do państwa, niestosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej i prawa do procesu sądowego. Stało się tak kiedy prawicowa, nieformalna – ale faktyczna – koalicja PO-PSL-PiS uchwaliła ustawę obniżającą podstawę wymiaru emerytury (z 2,6 na 0,7) przysługującej funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa, którzy służbę swą zakończyli przed 1990 rokiem. Przypomnę, że wysokość i zasady przyznawania tych emerytur również określił wolny i demokratyczny Sejm III RP, który właśnie w 2009 roku zakpił sam z siebie. To z gruntu niekonstytucyjne prawo z radością „przyklepał” Trybunał Konstytucyjny, który – jak wiemy dziś z ust ówczesnego jego przewodniczącego Andrzeja Rzeplińskiego – uznał, że na konstytucję można napluć, bo ważniejsza jest jakaś mityczna sprawiedliwość dziejowa. Przypomnę, że chodzi o tego samego Andrzeja Rzeplińskiego, który dziś – ubrawszy się w piórka pierwszego obrońcy polskiej demokracji i konstytucji – zapomina, że sam szeroko wrota dla wrogów konstytucji otworzył, a dziś bez wstydu gardłuje o braku poszanowania dla jej zapisów. A tak na marginesie, to jakoś bardzo mocno ówczesne przekonanie Trybunału i Andrzeja Rzeplińskiego współbrzmi ze znanym twierdzeniem byłego „bojownika” o demokrację, Kornela Morawieckiego, który nieustająco głosi o wyższości „prawa narodu” nad prawem stanowionym. I znów odnoszę wrażenie jakiegoś schizofrenicznego stanu, tym razem istniejącego po stronie Platformy Obywatelskiej, jej działaczy i zwolenników, którzy za te słowa do dziś biednego Kornela mocno obtłukują.

Uchwaloną w grudniową noc 2016 r. ustawą represyjną, przeciw której stają nawet schizofrenicy z PO, odbiera się słusznie nabyte prawa emerytalne i rentowe funkcjonariuszom policji, którym zdarzyło się chociażby przez kilka dni znajdować się w szeregach Służby Bezpieczeństwa, nie zważając na to, że po wstąpieniu do policji w 1990 roku, służąc w niej, służyli nowemu demokratycznemu państwu i jego obywatelom. I z państwem tym zawarli kontrakt, który teraz został brutalnie zerwany, a oni sami zostali poddani, z powodów politycznej zemsty, represjom ekonomicznym i społecznej obstrukcji. Znam polską historię i wiem, że po odrodzeniu się w 1918 roku wolnej Polski, w jej armii i policji, jak i we wszystkich urzędach i instytucjach, służyli i pracowali funkcjonariusze i urzędnicy państw zaborczych, którym odradzające się państwo zagwarantowało ciągłość uprawnień emerytalnych i rentowych. Kim byliby po 1918 roku tacy oficerowie z zaborczych wojsk jak Józef Haller, Józef Dowbor-Muśnicki, czy chociażby Władysław Sikorski? Wszyscy oni służyli w zaborczych armiach, ale po odzyskaniu niepodległości stali się żołnierzami odrodzonej armii. Nikt im tamtej służby nie wypominał i z tego powodu nie represjonował. Natomiast III RP represjonuje funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy do 1990 roku służyli w mundurowych formacjach legalnego państwa uznawanego przez wszystkie kraje świata, w którego współczesny obraz PRL wniosła swój wielki wkład. Nie wszyscy widzą, albo nie chcą dostrzec, że tu nie chodzi o żadną sprawiedliwość dziejową, a chodzi prymitywną zemstę i skok na kasę. Jest to możliwe, bo „ciemny naród” kupi to wedle modlitwy, aby krowa zdechła sąsiadowi dlatego, że ma o tę jedną więcej. Paradoksem jest natomiast fakt, że przeciw tym represjom od zawsze, i jako jedyny, był SLD, natomiast represjonowani funkcjonariusze głosowali na POPiS. Syndrom sztokholmski, czy co?

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,