Proces Generała

Polecamy28 czerwca, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

13 czerwca rozpoczął się pierwszy dzień procesu karnego, wytoczonego gen. Leszkowi Lamparskiemu (używam pełnego imienia i nazwiska za zgodą pana Generała, który nie chcę kryć się za inicjałami, jak jakiś pospolity przestępca), byłemu Komendantowi Wojewódzkiemu Milicji Obywatelskiej w Wałbrzychu i pierwszemu Komendantowi Głównemu Policji, przez wrocławski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Oskarżono go o to, że 13 grudnia 1981 roku, będąc świadomym bezprawności swego działania, podpisał 92 decyzje o internowaniu działaczy „Solidarności” z terenu ówczesnego województwa wałbrzyskiego. Te dziewięćdziesiąt dwie decyzje administracyjne zostały uznane za tzw. zbrodnie komunistyczne, będące jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, czyli czyny jakie zostały zdefiniowane w art. 7 Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego, z którego wynika, że zbrodnią taką jest „uwięzienie lub inne dotkliwe pozbawienie wolności fizycznej z naruszeniem podstawowych reguł prawa międzynarodowego”.

Dla procesu wytoczonego gen. Lamparskiemu jest to bardzo istotna definicja, do której jeszcze powrócę, ale – aby bardziej problem zrozumieć – przywołam podobny proces dotyczący komendanta wojewódzkiego MO w Szczecinie, któremu zarzucono podpisanie pomiędzy 12 a 17 grudnia 1981 r. 59 bezprawnych decyzji o długotrwałym internowaniu działaczy „Solidarności”. Za czyny te sąd okręgowy w maju 2014 r. skazał go na dwa lata pozbawienia wolności bez zawieszenia wykonania kary. Wyrok ten w postępowaniu kasacyjnym został przez Sąd Najwyższy uchylony m.in. dlatego, że z chwilą faktycznego opublikowania w Dzienniku Ustaw w dniu 17 grudnia 1981 r. dekretu o stanie wojennym, bezprawne internowanie dotyczyło już tylko okresu od 12 do 16 grudnia, ponieważ pozbawienie wolności po 16 grudnia uzyskało podstawę prawną i było już w pełni legalne. Sąd ten stwierdził w sposób jednoznaczny, że dekret o stanie wojennym, choć niekonstytucyjny, był prawem. Dlatego, od momentu jego publikacji, „to co było bezprawne, potem stało się legalne”, albowiem bezprawne pozbawienie wolności w postaci internowania bez podstawy prawnej z momentem publikacji dekretu stało się stanem legalnym. Sąd Najwyższy stwierdził wprawdzie, że krótkotrwałość trwania bezprawności nie wyklucza faktu, że mogło dojść do zbrodni przeciw ludzkości, która się nie przedawnia i jest karalna, ale z zastrzeżeniem, że tylko wtedy, kiedy spełnione były wszystkie warunki określone w prawie międzynarodowym, definiującym pojęcie zbrodni przeciw ludzkości. A definicje te – jak wskazał SN – mówią o bezprawnym pozbawieniu wolności, jako o zbrodni przeciw ludzkości w kontekście „rozległych i systematycznych” działań przeciw ludności cywilnej, dokonanych przy „poważnym naruszeniu zasad prawa międzynarodowego”. Wiadomym powszechnie jest, że wyroki Sądu Najwyższego nie wiążą innych sądów, ale stanowią przecież swego rodzaju „drogowskaz orzekania” dla orzecznictwa sądów powszechnych. Na marginesie dodam tylko, że we wrześniu 2016 roku szczeciński sąd okręgowy umorzył to postępowanie uznając, że zarzucane czyny nie były zbrodnią przeciwko ludzkości i uległy przedawnieniu.

Tak więc i wałbrzyski sąd powinien rozważyć, czy decyzje o internowaniu poszczególnych osób, podpisane przez gen. Lamparskiego, naruszają przepisy prawa międzynarodowego w zakresie „prześladowanie jakiejkolwiek możliwej do zidentyfikowania grupy lub zbiorowości z powodów politycznych”, jak zostało to np. zdefiniowane w przywołanym wyżej art. 7 Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Moim zdaniem byłoby to do udowodnienia, gdyby akt internowania miał charakter aktu zbiorowego (dotyczący wszystkich członków „Solidarności”), gdy tymczasem były to akty o charakterze indywidualnym, a więc nie dające podstaw do twierdzenia o prześladowaniach zbiorowych. Natomiast inną zupełnie sprawą jest odpowiedzialność karna za popełnione czyny, w kontekście okoliczności wyłączającej winę sprawcy, czyli tak zwanych kontratypów. Do okoliczności zalicza się m.in. błąd „co do faktu”, określony w art. 28 § 1 kodeksu karnego, który stanowi, że „nie popełnia przestępstwa, kto pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię czynu zabronionego”. W przypadku dekretu o stanie wojennym, generał Lamparski zeznał, że będąc funkcjonariuszem ówczesnego państwa, nie miał jakichkolwiek powodów, aby zakładać, iż legalne władze (państwa uznanego przez całą społeczność międzynarodową) mogą wydawać nielegalne akty prawa i dlatego nie miał wątpliwości, co do legalności swego działania. Wydaje mi się, że sąd fakt ten powinien wziąć pod szczególną uwagę. Innego rodzaju kontratypem wyłączającym odpowiedzialność karną, jest dopuszczenie się czynu zabronionego, będącego wykonaniem rozkazu, chyba że wykonując rozkaz funkcjonariusz umyślnie popełnia przestępstwo, o czym w przypadku wspomnianego błędu „co do faktu”, nie może być mowy.

Przysłuchując się pytaniom oskarżycieli (prokuratora IPN i oskarżycielki posiłkowej) odniosłem wrażenie, że aż do czasu składania przez gen. Lamparskiego wyjaśnień, byli oni przekonani, iż decyzje o internowaniu tych 92 osób sporządzał osobiście i to na nim spoczywał obowiązek szczegółowej analizy, czy osoby te faktycznie należy internować. Wyjaśnienia generała budziły – widoczne wyraźnie na twarzy – zdziwienie pana prokuratora, który „nagle” dowiaduje się, że decyzje te zostały opracowane przez stosowne wydziały Służby Bezpieczeństwa i nadzorowane były przez poszczególne departamenty ówczesnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na co generał nie miał absolutnie żadnego wpływu, albowiem – jako komendant wojewódzki – w żadnej mierze nie nadzorował i nie kierował działaniami Służby Bezpieczeństwa, formalnie tylko wchodzącej w struktury organizacyjne Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Wałbrzychu. Generał Lamparski wyjaśnił, że – tak jak wszyscy ówcześni komendanci wojewódzcy – 12 grudnia 1981 r. łącznością rządową otrzymał informację o wprowadzaniu w Polsce stanu wojennego. Musiał zatem otworzyć specjalną kopertę, w której była instrukcja dotycząca postępowania w sytuacji wprowadzenia stanu wojennego w województwie. Instrukcja ta nakazywała mu (a więc była formalnym rozkazem wydanym przez jego władze nadrzędne) podpisanie doręczonych mu przez piony SB decyzji o internowaniu. Działał więc na rozkaz z przeświadczeniem, że jego działanie jest w pełni legalne. Za co więc ma odpowiadać, jeżeli obowiązujące przepisy odpowiedzialność karną w takich przypadkach wyłączają? Na to pytanie odpowiedzieć musi już Sąd Rejonowy w Wałbrzychu i nie tylko ja liczę na jego obiektywizm w rozumieniu i ocenie wydarzeń sprzed 35 laty.

 

W imieniu Pana Generała dziękuję tym wszystkim koleżankom i kolegom, byłym Jego podwładnym, którzy mieli odwagę przyjść na ten proces, aby okazać Mu swoje wsparcie i przekonanie, że za naszą przeszłość i działania absolutnie niczego nie musimy się wstydzić i obecnie jej się wypierać. Szkoda tylko, że tych odważnych było tak niewielu. Oczywiście pomijam tu tych, którzy z ważnych – a wiadomych mi powodów – obecni być nie mogli.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,