Zrobieni w bambuko

Polecamy21 czerwca, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Powrócę do wydarzenia z 23 marca br. kiedy to stałem się obiektem przestępczego ataku dokonanego systemem „na policjanta”, o czym informowałem w felietonie „Mój ci on, czy nie” (Tygodnik DB 2010 nr 13 z 06.04.2017), wyrażając w nim wątpliwość, czy zatrzymany 25 marca przez wałbrzyskich policjantów przestępca, jest tym samym, który chciał na mnie „zarobić”. Zatrzymany osobnik wpadł 22 marca zaraz po tym, jak dokonał trzykrotnego oszustwa „na wnuczka”, a więc nie mógł to być ten sam, co się na mnie zasadził. Ponieważ złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa na moją szkodę, jako pokrzywdzony czekałem cierpliwie na postanowienie o wszczęciu (ewentualnie o odmowie wszczęcia) postępowania w tej sprawie. Nie wiedząc dlaczego prowadząca dochodzenie Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu nie raczyła jednak ze swojego prawnego obowiązku się wywiązać, co – zgodnie z przepisami – powinna uczynić „niezwłocznie”, czyli bez zbędnej zwłoki, po 36 dniach (24.04.br.), wystosowałem stosowne zapytanie zarówno do KMP, jak i Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu. Tym razem policja zareagowała już po 12 dniach i zostałem pisemnie powiadomiony, iż 24.03.br. w „mojej sprawie” zostało wszczęte dochodzenie o sygn. RSD 68/17. Zdziwiło mnie trochę, że przesłano mi powiadomienie, a nie postanowienie o wszczęciu dochodzenia, które winno być zatwierdzone przez prokuratora, ale pomyślałem sobie, że to taka drobna tylko niedoróbka ze strony policjantów, którzy zapewne po uszy zawaleni są robotą. Zmieniłem jednak zdanie, kiedy dotarła do mnie odpowiedź z Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu, z której „jak byk” wynika, że w „mojej sprawie” nie zostały wszczęte żadne czynności, albowiem moje zawiadomienie o przestępstwie (i jaki mniemam protokół przesłuchania oraz przedstawione przeze mnie dowody w postaci nagranej rozmowy z oszustem) zostało włączone do dochodzenia o sygn. RSD 68/17, wszczętego 24 marca przeciwko zatrzymanemu 22 marca wspomnianemu na wstępie oszustowi. Wynika to z treści pisma prokuratury, w którym jestem informowany, że dochodzenie o sygn. 68/17 prowadzone jest przeciwko osobie, której nie postawiono jednak zarzutu dotyczącego przestępstwa, jakiego dokonano na moją szkodę 23 marca. I wszystko stało się jasne.

Po pierwsze dotarło do mnie dlaczego z KMP nie otrzymałem postanowienia o wszczęciu tego dochodzenia. A stało się tak dlatego, że w postanowieniu takim muszą być zawarte postawione podejrzanemu zarzuty, ale wówczas dowiedziałbym się, że dochodzenie nie dotyczy przestępstwa dokonanego na moja szkodę i mógłbym interweniować. Po drugie, wszczęcie kolejnego dochodzenia obciąża policyjną statystykę, co przy przekonaniu, iż na wykrycie sprawcy nie ma szans, dla policjantów staje się bardzo niewygodne, bo dane statystyczne analizowane są przez jednostki nadrzędne i z tego tytułu mogą być formułowane konkretne pretensje do kierownictwa komendy miejskiej. Prowadzący dochodzenie zapewne naiwnie zakładali, że ja się w tym nie połapię, a skierowanie aktu oskarżenia zamknie sprawę raz na zawsze. Dziwię się tylko, że szanownym funkcjonariuszom nie przyszło do głowy, że pojawiłbym się na procesie i wówczas szydło również wyszłoby z worka.

Tak więc stałem się ofiarą podwójną. Raz ofiarą oszustwa ze strony przestępcy. Drugi raz oszustwa ze strony tych, których jednym z podstawowych zadań jest walka z oszustwami. Zastanawiam się ilu takich ja jak KMP ma już swym „na koncie”? Jest to ważne, bo sprawa ta ma też inny wymiar, na co szczególnie chcę zwrócić uwagę prokuraturze. Otóż takie postępowanie jest klasycznym przykładem niedozwolonej żonglerki danymi statystycznymi, dla polepszenia obrazu wyników pracy jednostki, co nosi już znamiona czynu zabronionego. Stanowi tak art. 56 ustawy o statystyce publicznej, który – oprócz grzywny, kary ograniczenia wolności – przewiduje też karę pozbawienia wolności do lat 2. Więc korzystając z okazji stawiam publicznie pytanie Panu Komendantowi Miejskiemu Policji w Wałbrzychu: co Pan na to, panie komendancie? Czy zgadza się Pan z tym, aby pańscy podwładni nie tylko mnie, ale i Pana robili w przysłowiowe „bambuko”. Ja się z tym nie zgadzam i stosowne kroki prawne zamierzam podjąć. Cieszyłbym się, gdybym przynajmniej w tym zakresie znalazł w Panu sojusznika.

 

***

 

Będąc znów przy „policyjnych sprawach” pragnę poinformować naszych Czytelników o tym, że 1 czerwca br. w Sądzie Okręgowym w Świdnicy rozpoczął się ponownie proces przeciwko byłym już funkcjonariuszom policji, których prokuratura oskarża o śmiertelne pobicie Piotra Grucy, które miało miejsce 9 sierpnia 2013 roku na terenie Komisariatu V w Wałbrzychu. Z wielką uwagą przysłuchiwałem się temu, co mieli do powiedzenia sądowi obydwaj oskarżeni, albowiem najważniejszym zadaniem obrony, na co w swym orzeczeniu zwrócił szczególną uwagę sąd apelacyjny, jest dowodowe wskazanie, że do pobicia Piotra Grucy mogło dojść w innych okolicznościach i w innym miejscu, niż wskazuje to akt oskarżenia. Przypomnę, że sąd apelacyjny podkreślił, że aby przyjąć linię obrony, musi ona wykazać, iż do pobicia doszło w przeciągu 7 minut od momentu wyjścia P. Grucy z komisariatu, albowiem po upływie tego czasu wykonał on kilka telefonów, informując swoich rozmówców, że został w komisariacie pobity, przez co bardzo bolą go żebra i ma trudności z oddychaniem. To właśnie treść tych rozmów jest niepodważalnym dowodem na to, że został pobity właśnie w komisariacie, a obrona nie dysponuje żadnymi dowodami, iż mogło to nastąpić w innym czasie i w innym miejscu. Wszystko to, co znów 1 czerwca zostało zaprezentowane przed sądem, jest niczym innym jak tylko domysłami, a – jak wiadomo – domysły dowodami nie są i być nie mogą. Zdaję sobie sprawę, że broniąc oskarżonego, obrońcy mogą wygłaszać z całkowitą powagą rożnego rodzaju teorie i przypuszczenia, ale są jakieś tego granice. Piszę o tym, ponieważ z wielkim zaskoczeniem (i zdziwieniem) wysłuchałem wywodu obrońcy wskazującego, że to o czym opowiadał przez telefon swoim kolegom Piotr Gruca, było tylko elementem budowania sobie w jego środowisku autorytetu mocnego człowieka, który przed glinami nie pęka, co ma być dowodem, że w komisariacie go nie pobito. Słuchałem tego z naprawdę wielkim zażenowaniem. Natomiast oskarżony Grzegorz K., starając się udowodnić, że z pobiciem nie miał nic wspólnego, naprawdę w sposób wyjątkowo szczegółowy, przedstawił wykaz wszystkich czynności, jakie w tym dniu, a zwłaszcza w tym czasie, wykonywał. Miało to być dowodem, że nie był w stanie brać udziału w pobiciu. Ja temu się nie dziwię, bo człowiek się broni. Pomyślałem tylko, że niczego to nie może dowodzić, ponieważ ciężkiego pobicia można dokonać w kilka, góra w kilkanaście, sekund. Wystarczy parę bardzo silnych uderzeń pięścią i parę kopniaków.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,