W obronie prawdziwych bohaterów

Polecamy7 czerwca, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Kilka dni temu, na Facebooku przez chwilę miałem okazję podyskutować (chociaż myślę, że pisząc o dyskusji, naprawdę grubo przesadzam) z panem Jerzym Langerem, którego zresztą osobiście nie znam. Otóż bez żadnej złej intencji skomentowałem wypowiedź J.Langera, dotyczącą wcześniejszej jakiejś „dyskusji” z red. Andrzejem Basińskim.

Nie będę tego przytaczał, aby poglądów J.Langera nie upubliczniać. Wspomnę tylko, że – z tego co m.in. do mnie napisał wynika – już w V klasie szkoły podstawowej miał z Polską Ludową na pieńku. No cóż, musiał być naprawdę wielkim patriotą, bo ja – jego równolatek (1949 r.) – w V klasie bawiłem się z kolegami w dzielnych Indian i kowbojów, a także staraliśmy się podglądać dziewczyny w szatni, kiedy się na lekcje w-f szykowały. A J.Langer w tym samym czasie zaczynał swą długą walkę ze znienawidzonym już wtedy systemem „komunistycznej” represji. Na pewno dostarczał partyzantom, walczącym w podziemiu do 1963 roku, butelki z benzyną i bibułę z rozkazami roznosił. Był już dużym chłopcem – miał 14 lat. Jak mnie zapewnia, „dobrze też pamięta akcent dowódców LWP”, z czego wnoszę, że miał to być, znienawidzony przez niego, akcent rosyjski. Otóż, szanowny panie Langer, w czasach PRL nie istniało coś takiego jak LWP (Ludowe Wojsko Polskie), bo od 1943 roku istniała I Armia Wojska Polskiego, a po połączeniu w 1944 roku z partyzancką Armią i Gwardią Ludową, armia ta do końca PRL nazywała się po prostu Wojsko Polskie. Tak jest zapisane w ustawie i może Pan to sobie sprawdzić. Zapewne nie wie Pan tego, że po 1956 roku (a w zasadzie już od 1954) polskie wojsko zaczęli opuszczać radzieccy „doradcy” nasłani przez Stalina, ale w armii pozostało wielu Polaków, którzy urodzili się i wychowali na tak zwanych kresach, przez co, aż do śmierci, zachowywali ten lekko wschodni „zaśpiew” w akcencie. Mój ojciec, dyplomowany pułkownik WP – który z zesłania na Syberię doszedł z pepeszą w ręku do Berlina – urodził się wprawdzie w Warszawie (był synem warszawskiego policjanta), ale wychował się na Polesiu i do swojej śmierci tego „zaśpiewu” nie potrafił się pozbyć, co niekiedy denerwowało moją mamę, a jego żonę. Dla Pana Langera zapewne tacy, jak mój Ojciec, to tylko jakieś „kacapy” i stalinowscy kolaboranci, niegodni miana Polaka. Więc ciekawy jestem gdzie i w jaki sposób wojnę spędziła jego rodzina. Bo moja najpierw na Syberii, a później w okopach od Lenino, przez Warszawę i Kołobrzeg, do Berlina.

Ja, w odróżnieniu od red. Andrzeja Basińskiego, wcale specjalnie Pana Langera nie szanuję, tak jak nie szanuję jego ukochanej „Solidarności”, która po 1989 roku doprowadziła do likwidacji polskiego przemysłu i rolnictwa, kultury i sztuki oraz zniszczyła wszystko to, co tylko zniszczyć się jej udało. W swym „antykomuszym” zacietrzewieniu doprowadziła do tego, iż Polska stała się jedną wielką montownią dla obcych koncernów. Krajem tysięcy zachodnich supermarketów i chyba najtańszej w Europie siły roboczej. Zniszczenia jakich dokonano, stały się widoczne nawet dla prezesa wszystkich prezesów, przez co coraz głośniej opowiada Polakom, że najpotrzebniejszą rzeczą dla kraju jest zbudowanie (od nowa) polskiego przemysłu, rolnictwa i bankowości. A więc tego wszystkiego, do zniszczenia czego Pan Langer swoją rękę też przyłożył, z wielką zapewne ochotą. Nie będę tematu rozwijał, bo akurat o tych sprawach głośniej opowiada prezes Kaczyński i jego najwierniejsi akolici.

Jerzy Langer, jako absolwent Zasadniczej Szkoły Budowlanej (w zawodzie betoniarz), na pewno dobrze wie, jak wyprodukować dobry, albo zły beton. Ja o tym zielonego pojęcia nie mam, ale mnie na studiach prawniczych uczono zasad logicznego myślenia, umiejętności analizy i syntetyzowania uzyskanej w jej wyniku wiedzy, dzięki czemu wiem, że myślenie binarne (czarne albo białe), czyli tak zwane zero-jedynkowe, prowadzi do fałszywego postrzegania rzeczywistości. Dlatego też zdaję sobie sprawę z wielu złożoności naszej polskiej historii, natomiast dla Pana Langera jest ona prościutka, jak nowo wyprodukowany pręt zbrojeniowy, zalewany betonem. I dlatego wiem, że odzyskanie w 1918 roku pełnej suwerenności skończyło się dla Polski w 1939 roku hekatombą krwi i cierpienia. Natomiast po 1944 roku, kiedy Polska część swej suwerenności utraciła na rzecz potężnego wówczas ZSRR, stała się krajem w pełni bezpiecznym przed jakąkolwiek agresją. Bezpieczeństwo to zaczęło się załamywać, kiedy pojawiła się groźba, że Polska może zechcieć się z tej zależności wyzwolić. I dopiero po upadku ZSRR nastał czas, że mogliśmy przez krótką chwilę cieszyć się pełnią suwerenności, aby zaraz ją utracić na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego i wielkich korporacji finansowych, co doprowadziło do likwidacji naszego przemysłu rolnictwa i bankowości. Po latach tej zależności, polską suwerenność jeszcze bardziej okroiliśmy na rzecz UE i NATO, co miało zapewnić nam całkowite bezpieczeństwo polityczne i militarne. Ale jeżeli tak jest, to dlaczego polityczni przyjaciele Pana Langera ( a zapewne i on sam) tak bardzo obawiają się rychłej agresji ze wschodu?

Obawiam się jednak, że tych złożoności J.Langer nie jest w stanie dostrzec, tak samo jak nie dostrzega ich w sprawie żołnierzy wyklętych, albowiem są wśród nich tacy bohaterowie jak rotmistrz Pilecki i pospolici zbrodniarze, tacy jak „Ogień” i „Bury”. Pilecki, jak i wiele wspaniałych żołnierzy podziemia, zbrodniarzem nie był i zbrodni nie pochwalał. Walczył z wrogiem, a nie z ludnością cywilną, z kobietami i małymi dziećmi, którym tacy jak „Bury” czy „Ogień” zdawali okrutną śmierć. Dlatego uważam, że budowanie dla nich wspólnego pomnika jest po prostu haniebne. Dla takich jak rotmistrz jest to po prostu obrazą. Obrazą ich honoru i czci. Obrazą pamięci o ich bohaterstwie i poświęceniu dla ojczyzny. Jestem też przekonany, że w podobny sposób myśli A. Basiński, który tak jak ja wie, że w 1918 roku żaden Polski żołnierz Polski nie wyzwalał, albowiem odzyskanie niepodległości nastąpiło w wyniku wielce korzystnego dla niej zbiegu okoliczności, czyli przegranej Niemiec i Austrii oraz rewolucji bolszewickiej w Rosji. Natomiast niepodległość po 1939 roku polscy żołnierze (jak mój ojciec, matka, ciocia i wujek w I Armii WP, a także dziadek w armii Andersa) wyrąbywali z bronią w ręku, bijąc faszystowskiego okupanta zarówno od wschodu jak i zachodu, a także w okupowanym kraju, walcząc w szeregach Armii Krajowej, Armii Ludowej i Gwardii Ludowej oraz Batalionów Chłopskich. Oni wywalczyli niepodległość, chociaż nie byli w stanie uczynić Polski w pełni suwerennej. Nie od nich to zależało, bo o tym decydował Stalin, Roosevelt i Churchill. Dla J.Langera bohaterami są przede wszystkim żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, których formacja (Brygada Śiętokrzyska), ramię w ramię z Wermachtem i oddziałami SS, wycofywały się m.in. przez okolice Boguszowa Gorc, walcząc z II Armią WP, składającą się w przeważającej mierze z byłych żołnierzy Armii Krajowej, którzy chcieli uczestniczyć w pokonaniu Hitlera i jego siepaczy. To oni, a nie zbrojne bandy łupiące białoruskie wsie na Polesiu, oddali krajowi olbrzymią daninę krwi, walcząc – w ramach operacji Łużyckiej – pod Budziszynem przy boku radzieckiej 52 Armii i 5 Armii Gwardyjskiej. W tej jednej z najkrwawszych bitew II wojny za Polskę (bo nie za Stalina) poległo ich 4902, 2798 zaginęło bez wieści, a 10 532 zostało rannych. Natomiast po 1945 roku, Szanowny Panie Langer, żadna wojna domowa, trwająca do 1963, nie miała w Polsce miejsca, albowiem 19 stycznia 1945 roku ostatni komendant Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki wydał rozkaz o rozwiązaniu Armii Krajowej. W wojsku każdemu, kto się w warunkach wojny rozkazowi nie podporządkowuje, grozi tylko jedna kara. Kara śmierci przez rozstrzelanie. Ponadto w czasie wojny (także domowej) nic się nie buduje i nic się nie tworzy. W czasie wojny zabija się i rujnuje. A Polska w tamtych latach podnosiła się z ruin, dzięki czemu mógł Pan tę swoją szkołę zawodową na Dolnym Śląsku spokojnie skończyć i podjąć pracę, czego absolwenci takich (i nie tylko takich) szkół tak łatwo po 1989 roku doświadczyć już nie mogli i dalej jeszcze nie mogą.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,