I Ty zostaniesz przestępcą…

Polecamy31 maja, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Nie odczuwam żadnej satysfakcji z tego powodu, że po ujawnieniu nagrań z tego, co się naprawdę wydarzyło 16 maja 2016 roku w Komisariacie Policji Stare Miasto we Wrocławiu, dzisiaj prawie wszyscy politycy, byli i aktualni wysocy funkcjonariusze policji, różnej maści prawnicy, tzw. autorytety moralne i dziennikarze, mówią tak, jakby niedawno przeczytali moje teksty na temat tego, co się w policji dzieje, które od kilku lat publikuję na łamach Tygodnika DB 2010, na mojej stronie internetowej, na moim profilu Facebooka, czy mówię telewizyjnych wystąpieniach w paragramie „Państwo w państwie” Telewizji Polsat, lub w „Magazynie Ekspres Reporterów” TVP 2.

Jeszcze tydzień temu napisałem, że zarówno pan komendant miejski w Wałbrzychu, jak i pan komendant wojewódzki w Lublinie udają, że nie jest im znany art. 132 ust. 4 ustawy o policji, zgodnie z którym mają obowiązek przeprowadzić postępowanie dyscyplinarne niezależnie od tego, że w danej sprawie toczy się (lub będzie się toczyło) postępowanie karne. I oto słyszę wypowiedzi byłych komendantów głównych policji, że gdyby to oni byli jeszcze „na urzędzie”, to niezależnie od tego w jakim stadium postępowania jest śledztwo, oni by tych wszystkich winnych przekroczenia uprawnień służbowych wyrzucili z policji, bo nie mieści się im w głowach, aby policjanci dopuszczający się drastycznego naruszenia dyscypliny służbowej mogli w szeregach policji bezkarnie funkcjonować. A tu masz… panu komendantowi miejskiemu w Wałbrzychu, jakiś jego podwładny podsuwa do podpisania bzdurne pisemko o „jednotorowości postępowania” i pan komendant swoją funkcją i nazwiskiem bzdurę tę firmuje. Prawdopodobnie też tak myśleli i działali przełożeni tych funkcjonariuszy, którzy 16 maja ub.r. pastwili się nad niewinnym człowiekiem, którego zresztą zatrzymali przez pomyłkę. Wszak prokuratura wszczęła postępowanie – wykombinowali sobie – no to my będziemy udawali, że się nic wielkiego nie stało i poczekamy, aż się prokuratura wypowie, no bo przecież jest ta wspaniała „jednotorowość postępowania”. Więc my możemy spokojnie umyć ręce. No i się przeliczyli, chociaż – niestety – reakcja ich przełożonych (którzy wszyscy honorowo powinni podać się do dymisji) została wymuszona niesamowitym upublicznieniem tego zdarzenia i nadania mu wymiaru politycznego.

Uważam, że takie zachowanie zwolnionych ze stanowisk komendantów we Wrocławiu (także tych z Lublina, Wałbrzycha i wszystkich innych postępujących podobnie) wypełnia znamiona przestępstwa określonego w kodeksie karnym, jako niedopełnienie obowiązku służbowego. I mam taką cichą nadzieję, że nie skończy się tylko na odwołaniu ze stanowisk, ale także na postawieniu zarzutów karnych. Tak samo jak dla tych wszystkich obecnych przy torturowaniu Igora Stachowiaka, których uczestnictwo w „przesłuchaniu” w ciemnej łazience, a zwłaszcza milcząca aprobata dla zastosowanych tortur fizycznych, ustawia ich jako działających w zmowie i w porozumieniu, czyli uczestników przestępstwa. Mam nadzieję, że kara (nie tylko dyscyplinarna) dosięgnie też tych policjantów, którzy wydawali rozkaz wyłapywania – jak to określił oficer dyżurny – „bandytów” (osoby dokumentujące przestępstwo związane z zatrzymaniem Igora Stachowiaka we wrocławskim Rynku), ale także i tych, którzy to bezprawne polecenie realizowali, dopuszczając się przy okazji przestępstwa zaboru mienia, naruszenia nietykalności fizycznej, bezprawnego zatrzymania.

Kiedy zacząłem w moich felietonach piętnować brutalne i niezgodne z prawem zachowania policjantów, zewsząd zaczęły docierać do mnie głosy moich wielce zbulwersowanych znajomych z policyjnego środowiska, że „widać zapomniałem kto mi płaci” i – mówiąc bardzo eufemistycznie – „zanieczyszczam własne gniazdo”. Nie pomogły żadne tłumaczenia, że moje pisanie ma również na celu obronę tych tysięcy uczciwych glin, którzy codziennie pełnią, jakże potrzebną, ale także niebezpieczną służbę. Stare przysłowie – a przysłowia są mądrością narodów – mówi, że jedna łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu. No właśnie. Ciekaw jestem, jak do zamęczenia na śmierć Igora podchodzą dziś wszyscy ci, którzy wylewali na mnie wszelkie nieczystości, kiedy pisałem o „przestępcach w mundurach”. Kiedy pisałem o zakatowaniu Piotra Grucy. Znając ich stanowisko, mogę być pewny, że stoją w jednym ordynku obrońców tych oprawców z Wrocławia. Nic tylko pogratulować.

Według danych Komendy Głównej Policji, każdego dnia policjanci w Polsce podejmują około 15 tysięcy różnych interwencji, ale – wedle informacji z KGP – tylko w ułamkowych przypadkach dochodzi do naruszenia prawa, zwłaszcza praw człowieka i obywatela. Tylko, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz KGP opierają się na danych dotyczących wszczętych postępowań za tego rodzaju przewinienia, co znacznie obraz zaciemnia i pozwala manipulować opinią publiczną, albowiem – czego np. doświadczyło co najmniej kilkudziesięciu wałbrzyszan – prokuratorzy w przygniatającej większości przypadków dają wiarę policjantom, a nie skrzywdzonym przez nich obywatelom. Mało tego! Jeżeli nawet postępowanie zostanie wszczęte, to toczy się niemiłosiernie mozolnie i kończy się w 99,99% przypadków umorzeniem. Jednakże bardzo szybko i sprawnie prokuratura przeprowadza postępowanie karne przeciwko zgłaszającym policyjną przemoc, co znajduje finał w sądach orzekających kary za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza, stawianie biernego oporu lub znieważenie funkcjonariusza podczas wykonywania obowiązków służbowych. Tylko, czy na przykład pani Barbara Szymela (przykłady mogę mnożyć, ale brak tu miejsca), która 1 grudnia 2016 roku stała się obiektem niczym uzasadnionej agresji ze strony wałbrzyskiego funkcjonariusza, nie miała prawa odpychać jego zwalistego cielska i szarpać za mundur, kiedy bezprawnie wtargnął do kabiny jej samochodu i chcąc wyciągnąć ją na zewnątrz wykręcał jej nie tylko brutalnie ręce, ale także łapał za piersi (obdukcja). Miała, bo policjant przekroczył swoje uprawnienia, czyli działał niezgodnie z prawem, a każdy obywatel wobec działań bezprawnych może zastosować obronę konieczną, która wyłącza odpowiedzialność. Obecnie odpowiada przed sądem za rzekome czyny karalne, jakich się wobec tego policjanta niby dopuściła. Szkoda tylko, że o tym prawie obywatela prokuratura i sądy nie chcą jakoś pamiętać.

Można – jako aksjomat – przyjąć, że gdyby Igorowi Stachowiakowi udałoby się zafundowane mu przez stróżów prawa (sic!) tortury jakoś przeżyć, to nie tylko jego zawiadomienie nie zostałoby przyjęte (albo po przyjęciu postępowanie by umorzono), ale zostałby oskarżony za bierny opór, utrudnianie wykonywania czynności przez funkcjonariuszy oraz naruszenie ich nietykalności fizycznej (już w tym samym dniu jeden z nich zgłosił uraz barku) i używanie słów wulgarnych w miejscu publicznym. Sam bym w tym miejscu bluzgał, gdybym był świadkiem tego zdarzenia. Nerwy niekiedy człowiekowi poszczają kiedy widzi, że policjant, którego prawnym obowiązkiem jest stanie na straży prawa i bezpieczeństwa obywateli, obywatelom tym, świadomie i z wyraźną uciechą, wyrządza krzywdę. Dzieje się tak, ponieważ oni czują nad sobą ten parasol ochronny, o którym tyle razy pisałem. Parasol trzymamy wspólnie przez ich przełożonych, prokuratorów, a nawet sędziów (vide śmiertelne pobicie Piotra Grucy w Komisariacie V Policji w Wałbrzychu). Nie mam odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się dzieje, dlaczego policyjni rzecznicy prasowi tak cynicznie kłamią i zawsze obarczają winą obywatela. Przykładów aż nadto, chociażby z naszego wałbrzyskiego podwórka, z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu i KGP, jak np. to, że zatrzymanie Igora było zasadne, bo był poszukiwany za oszustwa, chociaż każdy kto oglądał widział, że policjanci myśleli, że mają do czynienia ze zbiegłym im z komisariatu (dnia poprzedniego) niejakim panem F. (dalej jest poszukiwany). Pamiętajcie, że to się może przydarzyć każdemu z nas i każdy z nas – dzięki stróżom prawa – może zostać przestępcą. Zresztą, oby tylko, bo Igor nawet takiego szczęścia nie doznał. Więcej na ten temat można przeczytać na mojej stronie internetowej.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,