Hołdys o hańbie

Polecamy24 maja, 2017

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zbigniew Hołdys jest muzykiem, kompozytorem, byłym liderem grupy Perfect i dziennikarzem. Od dawna czytam jego felietony zamieszczane w „Newsweek Polska” i z niecierpliwością czekam na kolejne. Pisze prosto, sugestywnie i z pasją. Jego przemyślenia, zwłaszcza na temat sytuacji, w jakiej znaleźli się teraz Polacy, powstają z darem przekonywania i wręcz wymuszają na odbiorcach, szczególnie na tych najbardziej opornych na oczywiste fakty, zajęcie konkretnego stanowiska.

Dzisiaj polecam Czytelnikom zapoznanie się z fragmentem jego felietonu pt. „Panteon czeka”. Tak się złożyło, że traktuje o sprawie, którą ostatnio zajęliśmy się na naszych łamach. Oto on:

„ (…) Wywracanie prawd powszechnie znanych i udowodnionych, nazywanie bohaterów zdrajcami, tchórzliwych kumpli bohaterami – to właśnie trwa na naszych oczach. Przeżywam to trzeci raz w życiu i wiem, jak się to skończy: w wyobraźni słyszę zgrzyt ściąganych z cokołów pomników, które dziś stawiane są fikcyjnym bohaterom. To na pewno nastąpi”.

(…) „Gdybym w tłumie wyznawców Hitlera zobaczył flagi polskiego ONR, wspieranego dziś moralnie przez PiS, w ogóle bym się nie zdziwił. (…) W tych dniach dowiadujemy się, że nasza historia wygląda inaczej, niż jeszcze niedawno wszyscyśmy wiedzieli. Dziś bohaterscy żołnierze AK nie mają już znaczenia, są spychani na margines, stawiani we mgle nieistnienia obok żołnierzy AL czy GL – DZIŚ ZNACZENIE MAJĄ CI, CO PO WOJNIE PALILI POLSKIE WSIE, RABOWALI, MORDOWALI SWOICH RODAKÓW (POLAKÓW), ZWANI HURTEM „ŻOŁNIERZAMI WYKLĘTYMI”, NAZWĄ KŁAMLIWĄ i PARSZYWĄ, USPRAWIEDLIWIAJĄCĄ ZBRODNIE NA WŁASNYCH BRACIACH (podkr. A.B.). To im się teraz stawia pomniki nadaje najwyższe insygnia na uroczystościach z udziałem władz, to ich się teraz wdrukowuje do podręczników szkolnych jako zwycięzców. Bogami czyni się ludzi, którzy jeszcze dziś w niektórych miejscach budzą trwogę i odrazę.

Kreatorem sytuacji jest niewysoki człowieczek z widocznymi objawami pogłębiającej się paranoi. Opowiada milionom wciąż żyjących ludzi, że to, w czym brali udział – ruchu Solidarności – wyglądało inaczej, niż im się wydawało. Nie istniał Lech Wałęsa. Całą wojnę z komuną prowadził w pojedynkę bohaterski brat małego człowieczka, Lech Kaczyński, choć nikt go wówczas na oczy nie widział. To on wedle nowej doktryny doprowadził do zwycięstwa nad komunizmem – dlatego w każdym mieście powinien stać jego pomnik. Spiżowy, jak te u Kimów. Być może każdy pustak na budowie domu powinien mieć wypalone jego nazwisko, jak u Saddama.

Inny bezczelny kłamca, łamacz prawa i konstytucji, zapowiada konieczność zmiany konstytucji na taką, która ścignie „tych, co się nachapali”, i wytropi „dzieci i wnuków zdrajców”. Jakbym czytał Jeżowa, Berię (sowieckich katów mających na rękach krew wielu tysięcy ofiar – przyp. A.B.), słyszał Gomułkę i Josepha McCarthy’ego, amerykańskiego senatora, który w 1950 r. rozpoczął polowanie na czarownice. Tak, wszystko już było, tylko miało inne nazwiska. Dziś panteon hańby czeka na nowe”.

Tyle Hołdys. Z pewnością jeszcze nie raz przytoczę w tym miejscu słowa i zacytuję obserwacje wybitnego i przenikliwego człowieka w charakterystycznym kapeluszu.

Andrzej Basiński

Tagi: ,