Nasz mistyczny kraj

Polecamy24 maja, 2017

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Chcę się podzielić dzisiaj z moimi Czytelnikami kilkoma refleksjami, które nasunęły mi się przy okazji wnikliwej lektury „Ksiąg Jakubowych” nieocenionej Olgi Tokarczuk. Jest to zarazem próba oddania hołdu powieściopisarce za Jej monumentalną rozprawę literacko-historyczną. Oczywiście mój felieton jest tylko zręczną kompilacją. Korzystając obficie z dobrodziejstwa, którym obdarza nas autorka „Ksiąg Jakubowych” wyraziłem moje osobiste odniesienie do naszej współczesnej, mistycznej rzeczywistości.

 

W mistycznej aurze polityki

Zacznijmy od wydarzeń, skutkiem których znów stała się aktualna łacińska XVIII-wieczna sentencja: Polonie est paradisus Judaeorium:

Tymczasem oprócz hakkarat panim – znajomości fizjonomii, a także sidrej szirtutin – znajomości chiromancji, pewni wybitni politycy, do których już zaliczają się i chacham Jarosław, i ben Andrzej, i donna Beata, i reb Antoni, no i tuhajbejowicz Wicia, poddają się tajnikom czarnej magii i w zupełnej tajemnicy nocą w bet midrasz na Nowogrodzkiej odbywają seanse spirytystyczne. Zapalają tylko dwie świece w małym pokoju i siadają na podłodze po turecku. Głowa musi iść między kolana. Ciało człowiecze wraca wtedy do tej samej pozycji, którą miało w brzuchu matki, która nie uległa pokusie aborcji. Gdy tak się siedzi kilka godzin oddając się pobożnym kontemplacjom, gdy oddech powraca do płuc i słyszy się bicie własnego serca, ludzki umysł zaczyna przejawiać niespotykaną dotąd przejrzystość. To właśnie wtedy rodzą się najlepsze pomysły, jak np. ten, by najważniejsze decyzje sejmowe podejmować nocą. Naród śpi, opozycja gaśnie z wyczerpania, a my dzięki temu jesteśmy w pełnej ekspresji twórczej.

 

Nasi współcześni mistycy

Wielki Mędrzec Jarosław nigdy nie mówi tak jak kaznodzieje, długimi, skomplikowanymi zdaniami, w których pełno jest rzadkich słów i powoływania się na cytaty. To właśnie jego słowa będą cytować wszystkie agencje prasowe i to jest ważne, to się liczy. Jarosław mówi prosto i zwięźle jak ktoś, kto żyje z handlu na rynku lub powozi furą. Nazywa rzeczy po imieniu. Kto nie jest z nim – jest zdrajcą, odszczepieńcem, kreaturą, a w najlepszej sytuacji – drugim sortem. Kiedy żartuje, to nie wiadomo, czy to są żarty, czy poważne sądy. Zwykle jego uporczywe, niejako ptasie – orle, sokole, sępie – spojrzenie wprawia rozmówców w konfuzję. Odwracają wzrok, plączą się. Bywa, że Jarosław wybucha śmiechem, ni stąd, ni zowąd, a wtedy wszyscy wokoło czują ulgę i też pozorują uśmieszek na twarzy. Bywa też grubiański, opryskliwy, ale nawet najbardziej soczyste epitety można przyjąć bez wstydu, złożywszy to na karb słusznego wieku i pozycji wodza narodu.

Cacko – Marionetka Jędruś, zwany Klęczonem podróżuje po kraju. Gdzie by nie przybył drzwi świątyń otwierają się na oścież. Ci co uwierzyli w jego posłannictwo dzień powszedni zamieniają na dzień świąteczny. To jest dla nich Wielkidzień, a po nim Wielkanoc. Kobiety myją włosy i suszą je na powietrzu, sprzątają domy i obejścia, umajają je kwiatami i gałązkami mirtu, żeby Mesjasz mógł wejść w schludny świat. W tym dniu rodzi się bowiem światło. Izajasz mówił: „wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały, zamiast zgnębienia na duchu”. I dobrze, delikwenci wszelakiej maści „wyższego sortu” w nieustających pokłonach, a dzieciarnia z ochronki z siostrami kółka różańcowego rzucają mu pod nogi kwiaty stokrotek i niezapominajek. Chór szkolny wyśpiewuje pod ratuszem „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, a potem w kościele po mszy: „Ojczyznę, wolność, racz nam wrócić Panie”. „Wróciłeś” woła skonfudowany ksiądz na ambonie. „Wróciłeś nam Panie”!

Prawowierny Wicia Wielocyped podróżuje po świecie, jest ciągłym biegunem. Świat stał się dla niego podwórkiem, a on sam pępkiem świata. Ostatnio odwiedził egzotyczne San Escobar. Orient stał się dla niego spełnieniem pasji zbieracza-kolekcjonera sztuki. Przywiózł walizkę, a w niej kilimki, kutasiki, frędzle, guziki z masy perłowej, drobna broń ozdobna, tabakierki z laki, wachlarze z obrazkami, fajki, drogie kamienie, a nawet słodycze: chałwa i rachatłukum. Ale to tylko podręczny bagaż. W tym właściwym, przywiezionym z lotniska transporterem, znalazły się wyroby skórzane, włochate ręczniki, brokaty, szale chorasańskie i kermińskie, które wprawiają w zachwyt wyszywanymi na nich lwami i pawiami. Ze stert kilimów dobywa się jakaś woń specyficzna, być może kiedyś wydawałaby się obca, ale teraz po nawiązaniu znajomości z elitą wyspy San Escobar zapach ten budzi w nim tylko ekstazę.

 

Ostrzeżenie przed lewicą

Współcześni ideolodzy spod znaku trwającej TV okazują się wiernymi zaleceniom żydowskiej księgi Zohar. Jest tam napisane, że należy się wystrzegać by w drodze do bożnicy nie przylgnęły do człowieka złe duchy. Czyhają one na człowieka wyłącznie z lewej strony, bo mezuza jest przybita tylko od strony prawej, a w mezuzie jest napisane: „I Szaddaj będzie na twoich odrzwiach”, a to znaczy, że nie dopuści on do ciebie upiorów.

Powietrze jest pełne oczu, ostrzega potrząsając błyskotliwym oczkiem broszki donna Beata. Patrzą na ciebie. Nie uda ci się zasłonić przed ich penetracją. Dojrzą twe ukryte ciągoty, by usłyszeć, co mówią duchy z lewej strony. A wtedy popełniasz grzech pierworodny. Prowadzi on do tego co złe, bo nie jest pisane przez Boga. Przyjrzyj się światu od prawej strony, dojrzysz doskonałość boskiego dzieła we wszystkim co cię otacza. I w tej glinianej dróżce, która prowadzi nad rzekę, i w samym jej nurcie, który bierze się nie wiedzieć z czego, i w roślinach, i w drzewach, i w tym co zrobiła ręka ludzka, i w tym co czyni prawicowa władza.

Tak więc – wystrzegaj się lewicy, patrz tylko w prawo, apeluje reb Antoni. A tam dojrzysz jedynie słuszny, dogłębnie prawicowy, kanał telewizyjny „Trwam” Ojca Dyrektora Magnificencji Rydzyka, jak dobrze pójdzie przyszłego papieża, a przepowiadają to Jego prorocy w studiu telewizyjnym, którzy jak wiadomo przekazują wiadomości dobre i złe, ale zawsze prawdziwe. Wówczas to zrobię wszystko, by w miejsce apelu poległych nasze wojsko śpiewało zgodnym chórem „Tadeum laudamus!”, a stolicę Polski przeniesiemy do Watykanu. I to będzie najważniejsza dla kraju, mistyczna dobra zmiana.

 

Sprawdź, jakim jesteś Czytelnikiem!

Niejaki Isochar, żydowski nauczyciel, wyznawca Szabtaja Cwi, twórcy nowego odłamu religii Mojżeszowej w dalekiej Smyrnie, mówił, że są cztery rodzaje czytelników. Jest czytelnik gąbka, jest lejek, jest cedzidło i jest sito. Gąbka wchłania w siebie wszystko jak leci; jasne jest, że potem dużo z tego pamięta, lecz nie umie wydobyć najważniejszego. Lejek – przyjmuje jednym końcem, drugim zaś wszystko co przeczytane z niego wylatuje. Cedzak przepuszcza wino, a zatrzymuje winny osad; ten w ogóle nie powinien czytać i lepiej żeby zajął się rzemiosłem. Sito zaś oddziela plewy, żeby otrzymać najlepsze ziarno.

Wnoszę, że moi Czytelnicy stanowią tylko i wyłącznie tę ostatnią grupę. Mają ten przywilej, bo już wcześniej to co przeczytałem przeszło przez drobniutkie sito. Skutkiem tego dostarczam im najlepszy gatunek ziarna, z którego piekarze mogą upiec pieczywo najprzedniejszej próby. Może też to ziarno stać się zasiewem obfitych łanów zbóż dla przyszłych pokoleń czytelników. Salem alejkum!

Stanisław Michalik

Tagi: ,