Zdarzyło się nie tylko w Lublinie

Polecamy24 maja, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

I oto znów mamy kolejny przypadek nagłej śmierci z wałbrzyską policją w tle, a zdarzenie miało miejsce 13 maja 2017 r. o godzinie szóstej rano na ul. Wrocławskiej, przy wyjeździe z Wałbrzycha do Świebodzic, w okolicy znajdującej się tam stacji paliw. Funkcjonariusz Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, wracając po służbie nocnej do domu, zauważył mężczyznę w średnim wieku, który biegał po jezdni między przejeżdżającymi samochodami. Zachowaniem swym stwarzał niebezpieczeństwo w ruchu drogowym, więc policjant dogonił go i chciał wylegitymować, na co mężczyzna w ogóle nie reagował. Na miejsce tego zdarzenia oficer dyżurny KMP wysłał patrol zmotoryzowany, a policjanci z patrolu założyli mężczyźnie kajdanki i – według oficjalnej informacji nadkomisarz Magdaleny Korościk z zespołu prasowego KMP w Wałbrzychu – kiedy prowadzili go do radiowozu, mężczyzna zesztywniał i nagle zsiniał oraz stracił przytomność. Wobec takiej sytuacji policjanci podjęli akcję reanimacyjną, prowadzoną do czasu przejęcia jej przez ratowników medycznych. Niestety, nie udało się przywrócić funkcji życiowych i mężczyzna zmarł.

Tym razem wydaje się, że przyczyny zgonu nie można w żaden sposób łączyć z podjętymi przez funkcjonariuszy działaniami mającymi związek z zatrzymaniem. Rzecz jednak w tym, że ujawnione w ostatnim czasie bulwersujące zachowania wałbrzyskich stróżów prawa, związane z przekroczeniem uprawnień, co dwukrotnie skończyło się śmiercią osób znajdujących się w ich w rękach powoduje, że wiele osób słysząc o takim zdarzeniu, od razu zaczyna wątpić w to, czy śmierć człowieka naprawdę nie była skutkiem nadzwyczaj brutalnych i bezprawnych działań policjantów. Przykre to, ale na takie podejrzenia funkcjonariusze policji (nie tylko z Wałbrzycha) zasłużyli sobie sami.

Piszę to pod wrażeniem reportażu (16.05.br.) redaktora Pawła Kaźmierczaka, nadanego w Magazynie Ekspres Reporterów w TVP 2. Rzecz dotyczyła młodego chłopaka, który 1 maja nad ranem (ok. godz. 4.00) szedł jednym z głównych placów Lublina, trzymając w ręku damską torebkę, którą dała mu jego dziewczyna. Dała mu, aby ją potrzymał, ponieważ wychodząc z jakiegoś pubu, udała się jeszcze do toalety. Przejeżdżający patrol z miejscowej KMP, widząc chłopaka idącego z damską torebką, wziął go za złodzieja (mimo, że nie było komunikatu dyżurnego o takiej kradzieży) i nie pytając o nic, „z marszu”, poczęstował chłopaka kilkoma ciosami oraz zapakował go do radiowozu. Według relacji, następnie został pobity na terenie KMP, a kiedy po kilkunastu godzinach dziewczyna i jej matka udowodniły, że tej torebki chłopak dziewczynie nie skradł, został wypuszczony bez doręczenia mu kopii protokołu zatrzymania, co pozwala na stwierdzenie, że został bezprawnie porwany przez funkcjonariuszy i pozbawiony wolności w połączeniu ze szczególnym udręczeniem. Zaraz po wyjściu z komendy okazało się, iż stan jego jest na tyle poważny, że został zawieziony do miejscowego szpitala, gdzie lekarze zatrzymali go na dwa dni. Opis obrażeń (m.in. uszkodzenie kręgów szyjnych) wskazuje na brutalne pobicie, w efekcie czego lekarz wystawił mu 12 dni zwolnienia. Na „pożegnanie” policjanci nałożyli na niego mandat za zniszczenie podłogi radiowozu, czyli zrobienie dziury w metalowej podłodze. Musiała być mocno przeżarta przez rdzę, co każe zastanowić się nad stanem pojazdów służbowych KMP w Lublinie. Chłopak miał szczęście, że sporą część policyjnej „interwencji” nagrała przypadkowa obserwatorka całego zdarzenia, dzięki czemu widać jak policjanci oraz zatrzymany chłopak zachowują się i jak wyjątkowo wulgarnie policjanci odzywają się do niego. Ponadto, jak się okazało, całe zdarzenie zostało nagrane przez miejski monitoring, ale jest mi wiadomym, że po zgłoszeniu przestępstwa popełnionego przez funkcjonariuszy, prokuratura tych nagrań nie zechciała zabezpieczyć. Ciekaw jestem bardzo, czy znajdą się one w materiałach dowodowych.

Piszę o tym wydarzeniu też i dlatego, że w reportażu pokazana została pierwsza strona pisma, jakie chłopak przekazał do KWP w Lublinie z żądaniem przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego. Otóż, nieskromnie, muszę się pochwalić, że zarówno to pismo, jak i zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa skierowane do lubelskiej prokuratury, było mojego autorstwa, ponieważ chłopak i matka jego dziewczyny nawiązali ze mną kontakt telefoniczny (oraz mailowy) i poprosili o pomoc, czego po zapoznaniu się ze szczegółami wydarzenia i przekazanym mi nagraniem, nie byłem w stanie odmówić. Do zgłoszonego żądania o przeprowadzenie postępowania dyscyplinarnego odniosła się blond włosa rzecznik prasowa lubelskiej policji, informując z całą powagą, iż podniesione zarzuty są tego rodzaju, że postępowanie dyscyplinarne nie będzie prowadzone, a pismo policja kieruje do prokuratury.

I w tym miejscu wracam do Wałbrzycha, gdzie 1 stycznia br. na początku roku „bliskie spotkanie trzeciego stopnia” miał pan Piotr K., w efekcie czego złożył w prokuraturze powiadomienie o popełnieniu na nim przestępstwa przez policjantów z KMP w Wałbrzychu, oraz wniósł do komendanta miejskiego wniosek o przeprowadzenie postępowania dyscyplinarnego wobec jego podwładnych, albowiem w trakcie przeprowadzonej „interwencji” dopuścili się szeregu rażących naruszeń obowiązujących ich przepisów resortowych oraz zasad etyki zawodowej policjanta. W odpowiedzi pan komendant (już ten nowy) poinformował go, że jego pismo zostało skierowane do prokuratury, albowiem policja nie może podjąć żadnych wnioskowanych przez pana Piotra K. czynności z uwagi na… zasadę jednotorowości proceduralnej. W piśmie z dnia 02.03.2017 (l.dz. I-0151-288/2017/WW, DK- 33071/17) pan komendant dowodzi, że zasada ta ma zastosowanie albowiem „w przedmiotowej sprawie Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu prowadzi postępowanie przygotowawcze„. Otóż spieszę wyjaśnić, że nie jest to prawda, ponieważ w tym czasie prowadzone było postępowanie nie przeciwko funkcjonariuszom z KMP, ale przeciwko Piotrowi K., którego owi funkcjonariusze oskarżyli o czyny kryminalne. Natomiast zasada jednotorowości, regulowana przepisami prawa administracyjnego (art. 233 – 235 k.p.a.) stwierdza, że chodzi o przypadki, gdzie w danej sprawie toczy się już postępowanie administracyjne.

Opisane zdarzenia wskazują w jaki sposób kierownictwo policji ucieka, zasłaniając się przepisami k.p.a., od obowiązku wszczynania postępowań dyscyplinarnych, czyli – trawestując znane powiedzenie Janusza Korwin-Mikkego – po prostu „rżnie głupa”. Być może Panom Komendantom z Lublina i Wałbrzycha, a także ich podwładnym, umknęła uwadze treść art. 132 ust.4 ustawy z o policji, z którego wynika, że czyn stanowiący przewinienie dyscyplinarne, wypełniający jednocześnie znamiona przestępstwa lub wykroczenia, podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej niezależnie od odpowiedzialności karnej. I tyle w temacie.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,