Słowa budzące nadzieję

Polecamy10 maja, 2017

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W felietonie „Ambony złej nowiny”, pozwoliłem sobie przedstawić swoje stanowisko wobec nurtujących i niepokojących mnie (sądzę, że także wielu innych) przejawów niezrozumienia swojego powołania i roli w polskim społeczeństwie naszego Kościoła Katolickiego, którego doniosłych dokonań w przeszłości nie sposób nie dostrzec. Są one oczywiste. Wspomniany tekst napisałem nie po to, by tylko bulwersować Czytelników, ale przede wszystkim w trosce o trwałość instytucji liczącej sobie ponad dwa tysiące lat.

W tym kontekście, za obiecującą należy uznać ostatnią prezentację dokumentu Konferencji Episkopatu Polski pt. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Stanowisko Kościoła Katolickiego jest tu, z uwagi na jego dominację wśród innych wyznań w naszym kraju i liczebność obywateli uznających się za wierzących oraz praktykujących, niezmiernie ważne. Oto niektóre z – moim zdaniem – najważniejszych części wspomnianego dokumentu.

– Bałwochwalstwem jest taka miłość ojczyzny, która stawia ojczyznę na „najwyższej półce”, zaś Pan Bóg występuje w roli „pomocnika” w obronie ojczyzny i jej dobra – tłumaczył abp Stanisław Gądecki dodając, że takie postawienie sprawy jest „groźne i strasznie niebezpieczne”.

Autorzy dokumentu apelują o „patriotyzm otwarty na solidarną współpracę z innymi narodami i oparty na szacunku dla innych kultur i języków”. Podkreślają też z naciskiem, iż nacjonalizm jest przeciwieństwem patriotyzmu oraz że patriota nie zabiega o dobro własnego narodu kosztem innych.

Biskupi przypominają, że współczesny polski patriotyzm „zawsze winien żywić szacunek i poczucie wspólnoty wobec wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie”.

Słowa te budzą nadzieję, że kościelni dostojnicy, ale i duszpasterze parafialni, będą treści zawarte w dokumencie przekazywać wiernym jako zawsze obowiązujące zasady, które należy w życiu każdego z nich konsekwentnie wdrażać i że nie skończy się tylko na słowach.

Zbyt często bowiem w ostatnich miesiącach mieliśmy do czynienia z manifestacjami pogardy dla przedstawicieli innych nacji, wrzaskliwym i nienawistnym nacjonalizmem, wykluczającym z naszego społeczeństwa ( i NARODU) m.in. tych spośród obcokrajowców, którzy przyjechali do Polski za pracą, a także polskich obywateli inaczej pojmujących patriotyzm, np. jako codzienną, rzetelną pracę dla ojczystego kraju. Bądźmy szczerzy: niektóre wyczyny skrajnej narodowej prawicy nasuwają niechlubne skojarzenia z początkami faszyzmu w minionym stuleciu. Od podobnych incydentów zarówno rządzący, jak i przedstawiciele Kościoła powinni trzymać się jak najdalej, a – niestety – zdarzały się z ich strony przykłady dziwnej i niebezpiecznej tolerancji dla „patriotów” oraz przyzwolenia dla ich nieodpowiedzialnych wyskoków. Myślę tu m.in. o nacjonalistycznym wrzasku ks. Jacka Międlara podczas ulicznych manifestacji oraz o pielgrzymkach kiboli na Jasną Górę, gdzie patrioci spod znaku kija bejsbolowego są z wszelkimi honorami i atencją przyjmowani przez tamtejszych zakonników. To absolutnie nie powinno mieć miejsca, to bardzo szkodzi kościelnemu wizerunkowi. A sentyment władzy do stadionowych bandziorów bierze się ponoć stąd, że są oni wrogami PO, a więc naturalnymi sprzymierzeńcami PiS, których można będzie wykorzystać w jakimś bliżej nieokreślonym starciu z opozycją, podobnie jak „partyzantów” Macierewicza. Kościół powinien głośno piętnować takie karygodne zapędy i nie pomagać czynieniu z bandytów patriotów, co po części odnosi się również do tzw. żołnierzy wyklętych.

Znamienne są słowa dr Macieja Zięby, dominikanina, jednego z reprezentantów kościoła, których warto uważnie słuchać.

– Ta władza, niestety, pokazuje, że nie rozumie istoty demokracji. Po pierwsze, chce wszystko centralizować. Niech jej przedstawiciele poczytają „Sollicitudo rei socialis” Jana Pawła II: „żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem z sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi-obywateli. Człowiek i naród stają się w tego rodzaju systemie „przedmiotem”, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień. Po drugie, ta władza tworzy narrację konfliktu, bardzo niebezpieczną w ustroju demokratycznym, i sama wpada w jej pułapkę. Postrzega bowiem rzeczywistość w militarnych kategoriach „swój-obcy”. A „obcy” w takich kategoriach znaczy „nieprzyjaciel” – mówi o. Zięba.

Ale są też inni kościelni dostojnicy, od których trudno nauczyć się czegoś pożytecznego. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz, wykładowca teologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, w TV Trwam nazwał protestujących pod Sejmem „bandą przygłupów”, dla których „właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, najlepiej zakładane za więziennym murem”. Z kolei jak tu poważnie traktować kierowane z ambony słowa abp Głodzia o miłości bliźniego, skoro do usiłującego mu zrobić zdjęcie fotoreportera liczący się w Polsce hierarcha kieruje wezwanie: „Spier…aj!”. Jak widać, w naszym kościele jest jeszcze wiele do zrobienia…

Staram się wierzyć, że zaprezentowany na wstępie przez biskupów dokument o chrześcijańskim kształcie patriotyzmu, spełni rolę światełka w tunelu, które z czasem przekształci się w trwałą iluminację.

Andrzej Basiński

Tagi: ,