Ambony złej nowiny

Polecamy4 maja, 2017

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

Z jaką instytucją kojarzy się Polakom najczęściej miłosierdzie, duchowa pociecha, skłanianie do pojednania i zgody oraz nadzieja na dobrą odmianę losu? Niemal każdy zapytany, odpowiedziałby, że z Kościołem Katolickim. To się kończy. Na naszych oczach, niemal z dnia na dzień, traci on swój wielowiekowy autorytet, dorobek i zasługi, przekształcając się w kościół polityki, podejrzeń i insynuacji, wykluczenia wątpiących, w kościół siewców niepokoju, rzekomo wszechobecnego grzechu. Kościół służący skrajnym nienawistnikom. Kościół nienawiści i wykluczenia? Jakaż to wstrząsająca konstatacja i jak radykalna przemiana. Jakże niewielu pozostało w nim kapłanów miłości i zrozumienia dla ludzkich słabości. Pozostali zaprzedali się władzy demolującej państwowe instytucje i służący demokratycznemu państwu porządek prawny, idąc ramię w ramię z ludźmi, których credo jest pogarda oraz chorobliwy popęd tropienia zdrajców i zaprzańców, wrogów narodu, spisków. Czy taka instytucja przetrwa u nas kolejne dwa tysiące lat?

Jestem pod dużym wrażeniem lektury historii ks. Wojciecha Lemańskiego, opisanej w „Newsweeku” przez Aleksandrę Pawlicką. Jego przełożony, abp Henryk Hoser zadecydował, że nie może występować w mediach, nie może uczyć dzieci religii, odebrano mu parafię w Jasienicy. Dlatego, że ks. Lemański występował w obronie in vitro, krytykował Kościół Katolicki za opieszałość w walce z pedofilią duchownych i przywiązanie do dóbr materialnych oraz za rzekome podważanie autorytetu biskupów i zwierzchnika. Otrzymał karę suspensy, co oznacza, że nie może publicznie odprawiać mszy św., ani udzielać sakramentów, z wyjątkiem „posługi w niebezpieczeństwie śmierci”, a więc np. spowiadania umierających i udzielania im ostatniego namaszczenia. W opinii parafian, to wspaniały ksiądz, zawsze blisko człowieka. Do dziś nie mogą się pogodzić z nałożoną na niego karą, przez co kościół w Jasienicy się wyludnił.

Wielokrotnie parafianie pisali do arcybiskupa listy z prośbą o odstąpienie od kary, a także do papieża Franciszka. Pisał też sam ks. Lemański – do biskupa, do kolejnych instancji w Watykanie oraz do Ojca Świętego. Bez skutku. Ks. Lemański nie tracił nadziei i zwracał się do abp Hosera używając słów „błagam o wycofanie kary”, tłumacząc, jak wielkim ciężarem jest dla niego odsunięcie od posługi kapłańskiej. Raz otrzymał zgodę na odprawienie pogrzebu osoby z rodziny, ale kiedy po pół roku zmarli teściowie brata, zgody już nie otrzymał. Z cynicznym komentarzem kurii, że „coś za dużo tych pogrzebów w jego rodzinie”. Ksiądz solidaryzujący się z ks. Lemańskim mówi: „Księżom, którzy DEFRAUDUJĄ PIENIĄDZE, ROZBIJAJĄ SAMOCHODY, MAJĄ KOCHANKI, NIE SPADA WŁOS Z GŁOWY, A JEGO PRÓBUJE SIĘ ZŁAMAĆ, BY ODSZEDŁ Z KAPŁAŃSTWA” (podkr. AB). Abp Hoser jawi się w tym kontekście jako kościelny funkcjonariusz wyjątkowo bezwzględny, nieprzejednany i zatwardziały w zemście na swoim podwładnym, hierarcha, któremu gdzieś uleciała fundamentalna zasada przebaczania, który daleko minął się z powołaniem. Odstraszający przykład zemsty w łonie kościoła, po prostu człowiek o niskich uczuciach. Nie on jeden w taki sposób funkcjonuje na szczytach kościelnej władzy.

Na okładce książki „Z krwi, kości i wiary”, którą ks. Lemański wydał kilka lat temu, tak napisał o nim ks. Adam Boniecki: „Oto żywot polskiego księdza, któremu zależy nie na pieniądzach, nie na popularności, lecz na człowieku, który szuka Boga. Tak, jest to ksiądz z krwi i kości, ale także, a może przede wszystkim z wiary”.

Polski Kościół Katolicki w czasach, gdy wokół jest jeszcze wiele biedy, coraz bardziej lekceważy samoograniczanie się w dziedzinie materialnych dóbr. Nie tylko wysocy hierarchowie kochają najnowocześniejsze „bryki”, nie żałują sobie znamion luksusu w swoich siedzibach, nie wstydzą się wyznaczania słonych cenników za ceremonie. Kościół ubogich? Gdzie te czasy?! Koń by się uśmiał!

Prof. dr hab. Andrzej Friszke, historyk, rozważa, co się stało z polskim kościołem. – Wsparł tendencje autorytarne. Jak to się mogło zdarzyć, to rzecz na osobną rozmowę, ale to ewidentne. Kościół od roku milczy, a jak się któryś z hierarchów wypowie, to ogarnia zgroza. Może doszli do wniosku, że lepiej gdy jest jeden szef państwa, z którym na szczycie załatwia się to, co kościół sobie życzy – powiedział prof. Friszke w jednym z wywiadów.

– Hipokryzja to główna wada polskiego duchowieństwa – podkreślił z kolei ojciec Paweł Gużyński, dominikanin, przeor klasztoru w Łodzi.

Ojciec Rydzyk, przede wszystkim finansista i polityk polskiego kościoła, budzi wśród hierarchów (i nie tylko nich) jakiś irracjonalny podziw i co najmniej niesmaczną uległość. Od lat zaprzecza swojemu powołaniu, dzieląc polskie społeczeństwo i trzymając w ryzach przedstawicieli najwyższych władz, co stanowi europejskie kuriozum i ewidentny dowód ciemnoty określonych środowisk. Specjalnością kościelnego dostojnika z Torunia jest pochłanianie płynącej ze wszystkich stron mamony. Czy taka postać może być wzorem dla katolika, który zawierzył Jezusowi, Pismu Świętemu i swoim pasterzom?

Niedawne obchody 7. rocznicy tragedii pod Smoleńskiem, były znowu skrajnie upolitycznione, a swoją cegiełkę do tego „dzieła” dołożyli kościelni dostojnicy.

– Gdy spoglądamy na Judasza, jego zakłamanie i złodziejstwo, to nam z pewnością nasuwa się skojarzenie, że ludzie jego pokroju stoją w tle katastrofy smoleńskiej i tego, co się po niej wydarzyło – powiedział w okolicznościowym kazaniu biskup świdnicki Ignacy Dec.

– To jest absolutnie niegodne biskupa! To jest w mojej ocenie i moim odczuciu grzech! Grzech nadużycia słowa Bożego do forsowania jakiejś opinii politycznej, co się zdarzyło pod Smoleńskiem – zareagował na powyższe słowa o. Gużyński.

Gdy bp Dec wypowiadał się ze „znawstwem” o pracy specjalnej podkomisji, o. Gużyński tak to skomentował:

– To jest niedopuszczalne! Trzeba głośno powiedzieć, że nie wolno tego robić! Nie szargajcie Eucharystii, która jest pamiątką śmierci Pana Jezusa po to, by udowadniać jakąś teorię związaną z katastrofą smoleńską. Nie wykorzystujcie ambony, która jest miejscem do głoszenia Ewangelii, dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie, żeby rozstrzygać jakie są przyczyny tej katastrofy. Przecież to jest fundamentalny błąd! (…) Biskupi są bardziej politykami niż chrześcijanami.

W podobnym tonie wypowiedział się w tym samym programie telewizyjnym katolicki publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz („Na naszych oczach umacnia się w Kościele kościół smoleński”).

– Staliśmy się widzami, a w przypadku wielu – ofiarami bezwzględnej mistyfikacji – stwierdził podczas obchodów smoleńskiej rocznicy abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. Także i jego słowa (kiedyś tą metropolią kierował kard. Karol Wojtyła; jakiż to żałosny kontrast…) zostały ostro skomentowane przez przedstawicieli mediów, jak również trzeźwo myślących ludzi kościoła, którzy krytycznie odnoszą się do zaangażowania katolickich dostojników w „religię smoleńską”.

– Arcybiskup zaczął mówić językiem partii rzadzącej. (…) To polityka w religijnym przebraniu – ocenił prof. Zbigniew Mikołejko, religioznawca i filozof.

Wielu biskupów i innych kościelnych funkcjonariuszy, stanęło po stronie smoleńskich szaleńców i nawiedzonych głosicieli kolejnych wersji „zamachu”. Miesięcznicom pod Pałacem Prezydenckim często towarzyszyły egzorcyzmy i wypędzanie przez ks. Stanisława Małkowskiego szatana z budynku, którego lokatorem był wówczas Bronisław Komorowski… Dla bp Deca, abp Jędraszewskiego i im podobnych, zbyt wielkim wysiłkiem intelektualnym jest przeczytanie ze zrozumieniem raportu komisji Jerzego Millera, gdzie jasno i precyzyjnie wyłożono wszystko, co związane jest z tragicznym wypadkiem. Ślepa wiara i pokora wobec władzy kurczowo trzymającej się teorii zamachu, pokonały w tym przypadku rzetelne doświadczenia. Wyżej wymienieni od prawdziwych naukowców i badaczy podobnych katastrof, wolą oświadczenia kłamców, cyników i bezczelnych, skompromitowanych konfabulantów, ośmieszających nawet skromną ludzką inteligencję. Zła wola w czystej postaci. Wielu dostojników kościelnych obecnej doby ponuro zapisze się tym w kronikach naszych dziejów.

Wybory w 1989 r. wedle biskupa Deca przygotowała mafia, która potem, w III RP, „pozwoliła rządzącym nieźle się obłowić”. Czyżby świdnicki ordynariusz zapomniał o doniosłej roli kościoła właśnie w demokratycznych, polskich przemianach? Dlaczego jątrzy?

Wróćmy do rocznicy smoleńskiej tragedii.

– Wygłosili naprawdę wiele kazań. Bardzo często były to słowa nieodpowiedzialne, nierozsądne, raniące, napędzające złe emocje, wielokrotnie byli w tej sprawie sędziami – mówi o zaangażowaniu księży w smoleńskie rewelacje wspomniany o. Gużyński, jeden z tych ludzi kościoła, oprócz m.in. ks. prof. Alfreda Wierzbickiego (teologa i etyka z KUL), ks. Adama Bonieckiego (byłego generała Zgromadzenia Księży Marianów, któremu przełożeni, podobnie jak ks. Lemańskiemu, także zakazali się publicznie wypowiadać) i ojca Ludwika Wiśniewskiego (dominikanina), którzy są blisko ludzkich spraw, blisko prawdziwego miłosierdzia i dobrej nowiny, ratując chociaż częściowo opinię o ponaddwutysięcznej instytucji.

Czy to, co napisałem, jest atakiem na Kościół Katolicki? Z pewnością zadecydują tak ludzie mali, o ciasnych horyzontach, nieusiłujący nawet w części zrozumieć przedstawionych argumentów, nieodporni na najmniejszą krytykę. Polski kościół zgromadził ogromny potencjał, który właściwie spożytkowany mógłby stać się zaczynem prawdziwej dobrej zmiany, pojednania i współdziałania obywateli, których dzieli już nie rów, a przepaść. Na ambonach głoszono by tylko dobre nowiny. Jednak z tego potencjału nie korzysta, tracąc historyczną szansę.

Kościół Katolicki i jego sprawy towarzyszyły mojej rodzinie i mnie od urodzenia. Chciałbym być z niego dumny. A jakoś nie mogę.

Andrzej Basiński

Tagi: ,