Bez politycznej poprawności

Polecamy27 kwietnia, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polityczna poprawność sprawdza się w przypadku, gdy każda ze stron głoszących określone poglądy wystrzega się zadawania ciosów poniżej pasa. Wyznaję jednak zasadę, że niestosowanie się jednych do zasad gry fair podczas wymiany argumentów, automatycznie zwalnia drugich ze stosowania wspomnianej poprawności, a szlachetność pojmowana przez tych pierwszych jako przejaw słabości ich adwersarzy, traci sens.

Jarosław Kaczyński uważa się za człowieka decydującego o sprawach Polski i przywódcę co najmniej znacznej części jej obywateli. Powinien zatem odznaczać się wysokim stopniem odpowiedzialności za swoje czyny i słowa, rozwagą, obiektywizmem i sprawiedliwością, która jest eksponowana w nazwie jego partii. Jednak jego wystąpienia dowodzą, o czym można się przekonać najdobitniej podczas smoleńskich miesięcznic, że u szefa PiS przeświadczenie o własnej ważności zupełnie rozmija się z wymienionymi cechami, czym potwierdza swoją moralną, ale i polityczną małość. Obrzuca bowiem wtedy inwektywami inaczej niż on myślących współobywateli, obraża ich i poniża. Zachowuje się podle. Taki „przywódca”, który nie szanuje rodaków, grozi im, nie może liczyć na szacunek, przeciwnie – zasługuje tylko na śmietnik historii. Od prawdziwych mężów stanu dzieli go przepaść.

Długo uchodziły mu płazem żałosne występy, także te z antytuskowymi obsesjami. Zastosowano bowiem wobec niego polityczną poprawność, a przede wszystkim zwyczajną przyzwoitość. Karbowy korzystał z tego pełnymi garściami, a tłumaczono to traumą po stracie brata. Nie może ona jednak w nieskończoność usprawiedliwiać i tolerować szargania przez niego społeczeństwa spoza PiS. Za każdym razem pomiatanie przez Karbowego rodakami oraz demonstrowanie szaleńczych obelg i prywatnych fobii, bez oglądania się na interes i powagę państwa, powinno się spotkać z ostrą reakcją na każdym forum.

„To bydło, swołocz” – oceniła posłanka PiS Małgorzata Gosiewska ludzi protestujących przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie podczas przemówienia Karbowego, w którym kolejny raz podzielił naród na lepszą i gorszą część. Tą lepszą w opinii Karbowego stanowią wszyscy oczekujący w chorobliwej ekstazie na komunikat, że pasażerowie tupolewa „polegli w zamachu”. Tylko taki wprawi ludzi wymachujących krzyżami w euforię. Inna przyczyna do końca świata nie będzie uznana za prawdziwą. Na razie ich zachwyt wzbudza każda kretyńska hipoteza dziwaków i kłamców bez kompetencji. Karbowy wie doskonale, że co miesiąc sypie sól na narodową ranę i zatruwa życie publiczne, ale guzik go to obchodzi, bo jest cynikiem wyjątkowym.

Po wygranych wyborach, pisowscy politycy zachłystywali się wręcz suwerenem, którego głosy przeważyły. Karbowy wszystko robi z myślą o swoim elektoracie, pozostałym elektoratem gardząc. A czyje zwoje mózgowe najbardziej poruszają skrzekliwe, przesycone jadem pokrzykiwania i groźby, kogo skłaniają do naśladownictwa Karbowego? Właśnie tego to suwerena, stanowiącego osobliwy zbiór jednostek mściwych, jak ich mistrz, stale skłonnych do poszukiwania i ścigania, wzorem swojego guru, wyimaginowanych wrogów, rzekomo winnych ich krzywd. Karbowy doskonale wie, że może w ciemno liczyć na ludzi o niskich instynktach i ciasnych umysłach, bezwzględnie mu podporządkowanych lizusów, których potrzeby zaspokaja gorliwie również podczas żałosnych miesięcznic. Jest tych osobników w naszym kraju sporo i długo jeszcze będą problemem dla ludzi przyzwoitych, z otwartymi umysłami. Karbowy swojego elektoratu nie stworzył, on tylko odpowiada na określone zapotrzebowanie. Gdyby nie zaistniał na politycznej scenie, ponury suweren znalazłby sobie innego wodzusia odpowiadającego swoim wymaganiom i jemu oddawałby cześć. Suweren PiS i Karbowego wywodzi się przede wszystkim z Podkarpacia i Podlasia, w ogóle z tzw. ściany wschodniej. Mieszka tam wielu ludzi wartościowych i mądrych, co nie zmienia faktu, że wspomniane regiony stały się, i pewnie jeszcze długo będą, ponurym symbolem polskiej małości i prymitywizmu, obyczajowego zacofania oraz dewocji i krzykliwego nacjonalizmu. Oczywiście tacy ludkowie znajdują się również wśród naszych sąsiadów i znajomych w rejonach uznawanych powszechnie za w pełni XXI-wieczne, funkcjonują obok nas… I skutecznie wpływają na politykę, rujnując państwowe instytucje i wszelką niezależność kontrolującą władzę oraz spychając Polskę na europejskie peryferia. Oczywiście PiS zwyciężyło w sposób demokratyczny…

Oglądałem niedawno reporterską telewizyjną relację z „konsultacji” PiS w miejscowościach podstołecznych w sprawie tzw. metropolii warszawskiej. Dziennikarze z reguły spotykali się z kpiącym odbiorem osobliwie sformułowanych pytań i zdecydowanym sprzeciwem mieszkańców, którzy nie chcieli przeobrazić się w „warszawiaków”. Z jednym wyjątkiem. Jeden z odpytywanych, stwierdził z naciskiem, że w pełni popiera pomysł metropolii. Gdy reporter zapragnął dowiedzieć się dlaczego, wręcz krzyknął: „Bo wszystko, czego chce PiS, uważam za święte!”. Taki to suweren nadaje teraz ton polskiej polityce. Nie zasługuje na polityczną poprawność. Nie miejmy wobec niego najmniejszych skrupułów.

Andrzej Basiński

Tagi: ,