Kumulatywny zbieg z etyką

Polecamy21 kwietnia, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Stłucz termometr, to nie będziesz miał gorączki – tak na likwidację wszelkich problemów brzmiała niegdyś recepta byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy, który wyobrażał sobie, że jeżeli o jakimś problemie nie będzie się mówić, to znaczy, że problem ten nie istnieje. Bardzo naiwna, jeżeli nawet nie prymitywna to wiara, ale w pewnych środowiskach króluje do dziś. Przekonuję się o tym kiedy odbieram docierające do mnie informacje o rzekomo wielkim oburzeniu wałbrzyskiego policyjnego środowiska, które jest reakcją na moje, rzekomo antypolicyjne, teksty zamieszczane na łamach Tygodnika DB 2010. Jeżeli faktycznie moje felietony rodzą oburzenie wałbrzyskich funkcjonariuszy, oznaczać to może tylko jedno: w środowisku tym powszechnie obowiązujące zasady moralne oraz zasady określone w kodeksie etyki funkcjonariusza policji, uległy niesamowitej degrengoladzie. Przecież ja niczego nie wymyślam, ale – nie mając zamiaru „tłuc termometru” – opisuję istniejącą w środowisku rzeczywistość, co czynię jedynie po to, aby pomóc pleniące się zło wykorzenić. Ze zdziwieniem i smutkiem powtórzyć muszę pewną znaną „oczywistą oczywistość”, że każdy kto zło toleruje, sam jest złym człowiekiem, moralnie współodpowiadając za zła czynienie. Mnie w młodości nauczono, abym się prawdy nie bał, bo to ona pozwala uczciwie żyć i zasady tej się trzymam, czego dowodem może być, że za swoje niektóre uczynki poniosłem odpowiedzialność, nie starając się od niej uciekać. Docierają do mnie coraz liczniejsze ostrzeżenia, abym uważał na siebie, bo wałbrzyscy stróże prawa (?) „szykują” się na mnie, co życzliwych mi ludzi okropnie martwi. W związku z tym apeluję do nowego Pana Komendanta Miejskiego Policji w Wałbrzychu, aby wszelakie groźne względem mnie zamiary wybił im z głowy, bo nie wypada, aby stróże prawa zajmowali czymś, co z ich profesją nie ma nic wspólnego. Zresztą, jestem na to przygotowany i myślę, że dosyć dobrze. I na nic też zda się poszukiwanie w policyjnych szeregach „mojego kreta”, bo musicie wiedzieć -drodzy funkcjonariusze, że wśród was sporo jest jeszcze ludzi uczciwych, nie aprobujących  postępowania, jakie ja na łamach Tygodnika DB 2010 publicznie piętnuję. To dzięki nim o różnych „nieczystych” sprawach mam wiedzę o prawdzie, która może was wyzwolić. Pamiętacie, kto tak nauczał? Niekiedy pochodzi ona z drugiej, a nawet i z trzeciej ręki, ale zawsze weryfikuję ją poprzez różne źródła, którym niewiedzy zarzucić nie można. Nie zważając zatem na dochodzące mnie pomruki niezadowolenia, powrócę do sprawy bezdomnego, którego zwłoki ujawniono 10 marca na ul. Świerkowej w Wałbrzychu.

W pierwszej kolejności zobowiązany jestem wyjaśnić, że zbyt nieprecyzyjnie wyraziłem zdziwienie, że prokuratura postawiła dwóm funkcjonariuszom zarzuty z art. 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci, kiedy winna – moim zdaniem – zastosować art. 160, czyli narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia. Powodem tak postawionych zarzutów jest jej przekonanie, że czyn z art. 155 kk, mówiąc kolokwialnie, „konsumuje” czyn z art. 160. Jest tak z tego powodu, że ujawnione zostały zwłoki, a nie żywy człowiek, chociaż w bardzo kiepskim stanie. Wobec tego zarzut nieumyślnego pozbawienia życia jest jak najbardziej właściwy i prawidłowy. I mam kłopot, bo nie chciałbym, po policjantach, narazić się prokuraturze, ale ja na to spoglądam trochę inaczej. Otóż, mężczyzna wyrzucony z radiowozu zmarł z wyziębienia i najprawdopodobniej w momencie wyrzucenia nie był już w stanie poruszać się o własnych siłach, na co wskazuje fakt, że znaleziono go tam, gdzie go pozostawiono. Przypomnę, że był trzeźwy. Twierdzę, że funkcjonariusze policji – niezależnie od treści meldunku złożonego dyżurnemu jednostki – od momentu kiedy zabrali najprawdopodobniej półprzytomnego człowieka (z jakichś powodów ktoś Straż Miejską w Wałbrzychu o nim powiadomił) do radiowozu, obciążeni zostali obowiązkiem opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, o której mówi art. 160 w paragrafie 2. I człowieka w takim stanie wywieźli w wiadomym tylko sobie celu, na obrzeże miasta, a więc działali zgodnie z góry przyjętym planem. Jednakże planowego zamiaru nie zrealizowali, albowiem oficer dyżurny, którego okłamali, że nie ma powodu do interwencji na ul. Przyjaciół Żołnierza, będąc przekonany, że dysponuje wolnym patrolem, wydał im dyspozycję podjęcia kolejnej interwencji na terenie miasta. Bezprawnie zatrzymanego – co jest kolejnym czynem noszącym znamiona przestępstwa – wyrzucili więc przy drodze wiodącej przez kompleks leśny. Tu warto podkreślić, że – jako funkcjonariusze policji – winni mieć świadomość, że co roku z powodu wyziębienie umiera co najmniej kilkadziesiąt osób będących w stanie bezdomności, a przebywających z rożnych powodów na otwartej przestrzeni. W tym momencie dopuścili się samoistnego przestępstwa określonego w art. 160 § 2 kk, a więc moim zdaniem winien być postawiony im zarzut popełnienia przestępstwa z  art. 155 w kumulatywnym zbiegu (art. 11 kk) z tym właśnie przepisem. Moim skromnym zdaniem tak sformułowany zarzut, pozwalałby sądowi na skorzystanie z możliwości zastosowania górnej granicy kary, albowiem wszelkie procesowe poszlaki (łańcuch poszlak) wskazują, że obydwaj funkcjonariusze mieli zamiar dokonać innego przestępstwa dotyczącego bezdomnego i podjęli próbę jego zrealizowania, a więc ich działanie nie miało cech nieumyślności, a ponadto nacechowane było szczególnie wysokim stopnie złej woli. Wysokość kary zależy od wielu okoliczności, a umyślność działania, które leżało u podstaw podjętych przez nich czynności, winno mieć dla sądu decydujące znaczenie i dlatego przez prokuraturę winno być szczególnie eksponowane, aby ułatwić sądowi podjecie decyzji, co do wysokości kary.

Teraz słów parę o policjantach. Musieli być bardzo zdeterminowani, że nie zwracali uwagi na to, że człowiek ten mocno cuchnął, był brudny i miał insekty. Jak wynika z ustaleń prokuratury, na pytanie o motywy takiego postępowania podejrzani nie potrafili znaleźć odpowiedzi, ale ja jestem przekonany, że po prostu odpowiedzieć nie chcieli. Myślę, że dlatego, by nie pogarszać swojej sytuacji prawnej. Dysponuję relacją kilku osób, które się z taką „oddolną inicjatywą” wałbrzyskich funkcjonariuszy spotkały, czyli zostały wywiezione na obrzeża miasta, otrzymały tam niezłe cięgi i zostały wypuszczone „na wolność”. Przykro mi bardzo, ale nasuwa mi się przypuszczenie, graniczące z pewnością, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju „szkolenia”, kiedy to bardziej doświadczony (36 lat) uczył „policyjnego kota” (22 lata), jak się należy obchodzić z tzw. menelstwem, które zapewne oczach tego typu funkcjonariuszy żadnych praw nie ma, a więc można się nad nimi dowolnie wyżywać, dając upust swoim różnego rodzaju zawodowym frustracjom. Rodzi się więc pytanie o morale funkcjonariuszy wałbrzyskiego garnizonu policji. Pytanie, które zadaję, nie tylko sobie, już od dłuższego czasu. Zastanawiam się też mocno, w imię czego niektórzy policjanci tak ryzykują, stawiając na szali swą wolność, wypracowaną emeryturę, dobro własnych rodzin oraz dobro własnego imienia? Dlaczego wśród nich są tacy, którzy za nic mają godność osobistą człowieka i jego prawo do bezpiecznego życia? Czy dlatego, iż czują rozpostarty nad nimi parasol ochronny, czego dowodem mogą być nagminnie odmowy wszczęcia postępowania o pobicie obywateli lub ich umorzenia, albo wyroki takie, jak w sprawie skatowanego na śmierć Piotra G., o czym zresztą wielokrotnie pisałem? Czas najwyższy parasol ten zwinąć, bo jeżeli nie, to w dalszym ciągu będziemy świadkami nieustającego kumulatywnego zbiegu prawa karnego z etyką zawodową policjantów.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,