Kolejny trup z policją w tle

Polecamy6 kwietnia, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Wszyscy jeszcze pamiętamy zdarzenie, którego skutkiem była tragiczna śmierć Piotra G. – mieszkańca wałbrzyskiej dzielnicy Biały Kamień, który – według prokuratury – został pobity przez dwóch funkcjonariuszy Komisariatu V Policji w Wałbrzychu. Pobity do tego stopnia, że efektem tego była śmierć. Przypomnę, że w tej sprawie Sąd Okręgowy w Świdnicy obydwu funkcjonariuszy uniewinnił, jednakże wyrok ten został uchylony przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który w końcówce ustnego uzasadnienia wyroku stwierdził, że jeżeli sąd I instancji będzie chciał swój poprzedni wyrok utrzymać, to będzie musiał wskazać na niepodważalne dowody, że pobicie Piotra G. nastąpiło w innych okolicznościach, a więc, że nastąpiło to w czasie 7 minut, które upłynęły od momentu opuszczenia terenu komisariatu. W tym miejscu warto przypomnieć, że dowody zebrane przez prokuraturę możliwość taką absolutnie wykluczają i głównie z tego powodu sąd apelacyjny wyrok uniewinniający uchylił.

Przykro mi o tym pisać, ale znów mamy wydarzenie śmiertelne z policją w tle, które miało miejsce 10 marca br. w Wałbrzychu. Z naszych informacji wynika, że tego dnia do dyżurnego Straży Miejskiej w Wałbrzychu zadzwonił jeden z mieszkańców Białego Kamienia, informując, że na ławce przy ulicy Przyjaciół Żołnierza siedzi bardzo przemoczony i wyraźnie zmarznięty mężczyzna, którego wygląd wskazuje, że jest osobą bezdomną. Nie wykluczam, że dzwoniący znał tego mężczyznę, ponieważ siedział on na ławce pod budynkiem, w którym mieszka jego siostra (bezdomny pojawiał się u niej dosyć często, ale ona nie chciała go wpuszczać do mieszkania, ponieważ niesamowicie cuchnął, był brudny i miał wszawicę; dokarmiała go jednak i pomagała na tyle, na ile mogła mu pomóc; między innymi kupowała mu papierosy). Informacja ta została przekazana pomiędzy 16.00 a 17.00, a więc kiedy na dworze jest jeszcze całkiem widno, albowiem zmierzch zapadał o godz. 18.07. Było jednak pochmurno i padały przelotne deszcze, a temperatura w dzień wynosiła tylko cztery stopnie Celsjusza (nocą minus 2 stopnie). Ponieważ z istotnych powodów w dniu tym straż miejska nie mogła podjąć interwencji bezpośrednio po zgłoszeniu, więc konieczność podjęcia interwencji zgłosiła oficerowi dyżurnemu Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Na miejsce skierowany został patrol zmotoryzowany, w skład którego wchodziło dwóch funkcjonariuszy. Jeden z ich miał 23 lata, drugi 36, a więc musiał być już bardziej doświadczony od swego kolegi, który zapewne był jeszcze w okresie służby przygotowawczej. Mniemam więc, że ten starszy był dowódcą patrolu. Siedzący na ławce mężczyzna był – co warto podkreślić – trzeźwy, a więc zadaniem funkcjonariuszy było stwierdzenie, czy stan w jakim się znajduje, wskazuje na konieczność udzielenia mu pomocy medycznej. Jeżeli tak, to ich obowiązkiem było zawiezienie go do Pogotowia Ratunkowego w Wałbrzychu. Jak pokazały późniejsze ustalenia, policjanci owego bezdomnego wywieźli jednak na ulicę Świerkową, gdzie około godz. 17-tej pozostawili go w znajdującym się tam kompleksie leśnym i odjechali. Wrócili w to miejsce około 20-tej i stwierdzili, że mężczyzna nie żyje. Wystraszyli się, więc powiadomili oficera dyżurnego, że znaleźli NN zwłoki. Muszę przyjąć, znając procedury, że pojawiła się tam ekipa dochodzeniowo-śledcza, której zadaniem było zabezpieczenie procesowe i kryminalistyczne miejsca ujawnienia zwłok, a także ustalenia ich tożsamości. Powiadomiona o tym prokuratura wydała postanowienie o przeprowadzeniu sekcji zwłok, która wykazała, że przyczyną zgonu było wyziębienie, a ponadto nie stwierdzono żadnych śladów po jakichkolwiek urazach fizycznych.

W takim przypadku z reguły postępowanie zostaje zamknięte z uwagi na brak cech przestępczych i stałoby się tak zapewne, gdyby nie fakt, że policjanci mieli pecha, albowiem to co zrobili, było przez kogoś obserwowane. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że osoba ta nie tylko obserwowała, ale dodatkowo wykonała kilka fotografii, a nawet prawdopodobnie nagrała zdarzenie, wykorzystując kamerę w telefonie komórkowym. Widocznie zachowanie funkcjonariuszy na tyle ją zaniepokoiło, że o swoich obserwacjach powiadomiła wałbrzyską prokuraturę, a informacja ta była na tyle wiarygodna, że prokuratura – znów opieram się tu na znajomości procedur – zleciła przeprowadzenie postępowania sprawdzającego wrocławskiemu wydziałowi Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. W rezultacie podjętych czynności prokurator wydał postanowienie o zatrzymaniu funkcjonariuszy, którzy zgłosili o ujawnieniu zwłok NN mężczyzny i doprowadzeniu ich na przesłuchanie. W trakcie przesłuchania policjanci przyznali się do tego co uczynili i wyjaśnili, że bezdomnego (lat 58) pozostawili na ulicy Świerkowej, albowiem otrzymali polecenie dyżurnego oficera udania się na kolejną interwencję. W oparciu o zebrane dowody prokurator postawił im zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych (art.231 § 1 kk) w związku z nieumyślnym spowodowaniem śmierci człowieka (art.155 kk), co zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. W trakcie przesłuchania funkcjonariusze stanowczo podkreślali, że nie mieli świadomości, iż pozostawienie tego człowieka w kompleksie leśnym może narazić go na utratę zdrowia, a tym bardziej życia. Po przesłuchaniu prokurator zastosował środek zabezpieczający w postaci poręczenia majątkowego oraz zakazu opuszczania kraju i zwolnił ich do domu. Zostali też zawieszeni w pełnieniu obowiązków służbowych, co – jeżeli chodzi o wałbrzyską policję – jest pewnym, oczywiście jak najbardziej pozytywnym novum. Jestem przekonany, iż jest to efektem zmiany na stanowisku komendanta miejskiego, którego poprzednik takiej możliwości nie wykorzystywał nawet w przypadku podejrzenia, że policjanci mogli na śmierci skatować zatrzymanego.

Śledztwo toczy się dalej i wszystko wydaje się w porządku. Niby tak, ale ja mam kilka istotnych wątpliwości i mam nadzieję, że dalsze śledztwo te moje wątpliwości rozwieje. Przede wszystkim policjanci wyjaśniali, że wyrzucili bezdomnego z radiowozu po wydanym im przez dyżurnego KMP poleceniu podjęcia innej interwencji, co wskazuje, że zostało ono im wydane, kiedy znajdowali się już na ulicy Świerkowej. Jednakże aby tam dojechać, musieli przejeżdżać niedaleko od stacji Pogotowia Ratunkowego w Wałbrzychu, które winno być ich celem. Ponadto, obowiązkiem ich było, po umieszczeniu bezdomnego w radiowozie, poinformowanie dyżurnego o jego stanie fizycznym i o tym, że wiozą go na pogotowie, wobec czego dyżurny nie mógł ich skierować do podjęcia innej interwencji, póki mu nie zameldowali, że swoje zadanie już wykonali. Po co więc tego człowieka zawieźli na teren kompleksu leśnego, tuż przed zbliżającym się zmrokiem? Dlaczego śledztwo zostało wszczęte po informacji uzyskanej od osoby trzeciej, a nie od oficera dyżurnego KMP, który przecież wiedział kogo z ul. Przyjaciół Żołnierza mieli zabrać i gdzie mieli go dostarczyć? No i przede wszystkim: czy stan bezdomnego był taki, iż nie mógł się samodzielnie poruszać i pozostał tam, gdzie go zostawili i gdzie po dwóch godzinach znaleźli martwego? Przecież gdyby tak było, to o jego stanie musieli dyżurnego powiadomić, a jak można sądzić z ilości osób, którym zarzuty postawiono, tego nie uczynili. Jaki więc był faktyczny ich zamiar? Bo w kolejną interwencję absolutnie nie wierzę, znając fakty podane mi nie tylko przez rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, ale i te, które przekazał mi mój informator z policji. Coś musi być na rzeczy, jeżeli prokuratura postawiła im zarzuty spowodowania śmierci człowieka, a nie narażenia go na utratę życia lub zdrowia, co wydawało by się bardziej adekwatne do tego, co rzecznik prasowy prokuratury okręgowej mógł mi przekazać. Do sprawy tej na pewno powrócę jeszcze niejednokrotnie.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,